Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Irlandia

3 tysiące stron krzywd kobiet i dzieci

12 stycznia opublikowano długo oczekiwany raport komisji badającej doświadczenia kobiet i dzieci mieszkających w wybranych 18 domach dla matek z dziećmi w latach 1922-1998. Raport potwierdza, że w badanych placówkach zmarło ponad 9 tysięcy dzieci, czyli około 15 procent z tych, które tam mieszkały.  Najbardziej chyba wstrząsające zdania zawarte w raporcie brzmią: „Przed rokiem 1960 domy dla matek z dziećmi nie ratowały życia 'nieślubnych dzieci', a wręcz wydaje się, że znacznie zmniejszały szanse na przeżycie takich dzieci. Bardzo wysokie wskaźniki śmiertelności były znane władzom lokalnym i krajowym oraz zostały odnotowane w oficjalnych danych.” Przekładając formalny język raportu na zwykły ludzki można powiedzieć, że w placówkach, które z założenia miały opiekować się samotnymi matkami i ich małymi dziećmi, śmiertelność wśród najmłodszych była bardzo wysoka i wszyscy o tym wiedzieli. I nikt z tym nic nie robił. Dokument opublikowany przez komisję ma niemal 3 tysiące stron, na...

Naukowo zjednoczeni

Irlandczycy znani są ze swojego temperamentu i zamiłowania do działań impulsywnych. Okazuje się jednak, że albo coś się w narodzie irlandzkim zmienia, albo są sprawy, które nie podlegają typowo irlandzkiej beztrosce. Może to kwestia doświadczenia, a może delikatności tematu - dość, że władze po obu stronach umownej granicy dzielącej Zieloną Wyspę na dwie części dogadały się i powołały grupę roboczą, której zadaniem było opracowanie sposobu na przeprowadzenie ewentualnego referendum, a potem równie ewentualnego zjednoczenia Irlandii i Irlandii Północnej. Żeby wszystko było jasne grupę tą nazwano Grupą Roboczą ds. Referendum Zjednoczeniowego w Irlandii, a przewodniczył jej Alan Renwick z University College w Londynie. W skład weszli specjaliści od politologii, prawa, historii czy socjologii zarówno z uczelni brytyjskich jak i irlandzkich, a wspierali ich naukowcy ze Stanów Zjednoczonych. Wszystko to piszę w czasie przeszłym, bowiem grupa zakończyła już prace i opublikowała raport, który ...

Odszedł architekt pokoju w Irlandii

3 sierpnia w Derry w Irlandii Północnej zmarł John Hume, irlandzki polityk, bez którego zarówno Ulster jak i Republika Irlandii wyglądałby zupełnie inaczej. Ideały pokojowego nacjonalizmu głoszone przez Hume'a przyczyniły się do podpisania porozumienia wielkopiątkowego, które zakończyło długoletni konflikt w Irlandii Północnej. Jego zasługi dla Irlandii zostały uznane w roku 2010, kiedy otrzymał od Irlandczyków tytuł Ireland’s Greatest Person. Był prawdziwym mężem stanu i politykiem, dla którego ideały zawsze liczyły się bardziej niż doraźne osobiste czy partyjne interesy. Jego nadrzędnym celem było doprowadzenie do pokojowego rozwiązania konfliktu w Irlandii Północnej, a podpisane 22 lat temu porozumienie uważał za dzieło swojego życia. Jednocześnie nigdy nie przypisywał sobie wszystkich zasług i zawsze powtarzał, że pokój w Ulsterze to skutek wysiłku wielu osób. John Hume urodził się w roku 1937 w katolickiej dzielnicy Derry. Podobnie jak dla wielu z jego pokolenia wiara i przyna...

Nasz powrót w TV

Odnotuję z kronikarskiego obowiązku, że nasz emigracyjny powrót do Polski został nawet uwieczniony przez Telewizję Polską, w programie nomen omen "Powroty" . A zatem chyba jest on już oficjalny i trudno nam się będzie wyprzeć tego, co mówiliśmy o mieszkaniu w Irlandii i o naszym powróceniu. Wszystko jest nagrane. Dobrze, że nie wszystko jest dostępne publicznie. A to co jest dostępne można obejrzeć TUTAJ . A zaraz obok kilka innych emigracyjnych historii, przynajmniej równie ciekawych. Polecam szczerze cały cykl "Powroty" , a naszą opowieść oczywiście szczególnie, bo tylko tam można zobaczyć takie śliczne dzieci i równie śliczną żonę moją osobistą.

Z hukiem w 2020

Ładny nam nastał rok. Taki okrągły z nazwy. I pełen nowych znaczeń i nadziei. I na pewno przełomowy. Chociaż dla nas trudniej będzie chyba w najbliższym czasie o rok bardziej przełomowy niż ten, który właśnie się skończył. Taki niepozorny 2019, a jednak dla nas był rokiem wyjątkowego znaczenia. Szczególnie jego druga połowa obfitowała w dość nieoczekiwane i gwałtowne zdarzenia, które doprowadziły do tego, że z Futraków Irlandzkich staliśmy się Futrakami Polskimi. Osiedliśmy na wiosce, a pięknym, płaskim, polskim Mazowszu - w odróżnieniu od też pięknego, acz pociętego wzgórzami i dolinami czy nawet klifami, południowego wybrzeża Irlandii. To chyba najważniejsza zmiana w naszym życiu, bo cóż może być równie ważnego jak przeniesienie całej rodziny i całego dobytku (jakikolwiek by on nie był) o prawie 1900 kilometrów i wskoczenie w zupełnie nową rzeczywistość? Możliwe, że narodziny dziecka, a szczególnie bliźniaków, czy trojaczków, byłyby równie (lub bardziej ) przełomowym wydarzeniem, a...

15 lat, 5 lat, 80 dni i miesiąc później

Pora może na trochę podsumowań. Bo już widzę tłum naszych czytelników niecierpliwie gryzących paznokcie w wyczekiwaniu na jakieś wiadomości z futraczego obozu. Wybaczcie milczenie, ale jak się nie ma czasami czasu wypić porządnie kawy z żoną, to czas na pisanie bloga tym bardziej idzie w odstawkę. Dokładnie dwa dni temu mieliśmy rocznicę i miesięcznicę w jednym. Rocznica była piętnasta i upamiętniała kamień milowy w naszym życiu, jakim był pierwszy napisany przeze mnie list do mojej przyszłej żony. List był wirtualny, żona nawet nie rozważała wtedy, że będzie żoną, a tym bardziej moją, a ja nie podejrzewałem, że te kilka zdań (podobno bardzo dużo i bardzo długie były) zaważy tak bardzo na życiu nie tylko moim, ale i wszystkich moich bliskich, a tym bardziej nie podejrzewałem tego, że owocami tego listu będą zupełnie nowe życia, w postaci naszych dzieci. I tu dochodzimy do drugiej rocznicy. 5 lat temu jeden z tych owoców ujrzał światło dzienne. Chociaż może nie do końca ujrzał, bo...

Dwa tygodnie

Zostały jeszcze dwa tygodnie. 14 dni do chwili kiedy w pełni i w komplecie przeniesiemy się do Polski. Nieco ponad 300 godzin do chwili, kiedy dziewczyny dołączą do chłopaków i dotrą do Gabryelina, na naszą małą wieś, która mamy nadzieje będzie równie gościnna co niewielkie irlandzkie miasteczko, które było naszym domem przez 13 lat. Nie da się ukryć, że tęsknimy. Każdy z osobna i wszyscy razem. Dni jakby się wydłużały (chociaż przecież wraz z nastaniem jesieni coraz bardziej się skracają). Tygodnie ciągną się niemiłosiernie i zdają się nie mieć końca. Ten dzień nastąpi, wiemy to wszyscy, ale na razie trudno jest wracać do pustego domu. Do ścian, których jeszcze nie rozpycha radosny krzyk naszych maluchów, albo żonine wołanie na obiad. To nie jest tak, że jakoś smutno mi wyjątkowo. Jest mi tęskno. Bo przecież przez te ostatnie lata nie rozstawaliśmy się na tak długo. Nie było takiego czasu, kiedy nie widzieliśmy się przez tyle długich dni. Nie znałem czegoś takiego jak cichy i pusty ...

Jak w niebie

Od kiedy pierwszy raz stanęliśmy na irlandzkiej ziemi, jeszcze zanim pomyśleliśmy o osiądnięciu tutaj na stałe, kiedy jako młode małżeństwo (jak to brzmi!) zwiedziliśmy irlandzkie zakamarki, zafascynowanowało nas irlandzkie niebo. Iwka twierdzi, że jest tutaj jakby bliżej ziemi. I faktycznie chmury wiszą czasami nisko, że chciałoby się napisać, że na wyciągnięcie ręki, gdyby niebezpieczne nie zahaczało to o grafomanię. I ta fascynacja trwa poniekąd do dziś. Chmury faktycznie są tutaj czasami niesamowite i zmienne niczym przysłowiowa kobieta. No bo na przykład otwiera sobie człowiek magazyn, patrzy w górę, a tam taki widoczek.