Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2018

Stołki i inne krzesła

Mówiąc krótko: byliśmy w Polsce.

Ale bez obawy, nie będę was zanudzał opowieściami o tym jak fajnie było na urlopie, jak miło spędzaliśmy czas, jak cieszyliśmy się że spotkań i jak szkoda nam było wracać. Nic z tych rzeczy.

Dziś będzie o grze, którą z Polski przywieźliśmy. Z jakiegoś powodu nazywa się Mistakos, ale myśmy ochrzcili ją swojskim "Krzesełka". Już jakiś czas temu wpadła mi w oko za sprawą siostry, z którą spędziłem swego czasu sporą część wieczora układając wymyślne konstrukcje z krzesełek.
Bo w zasadzie o to w tej grze chodzi. O ułożenie z krzesełek skomplikowanej konstrukcji, która trzyma się na jednym tylko stojącym na stole/podłodze/chodniku/jakiekolwiek-płaskiej-powierzchni krzesełku. A że same krzesełka mają kształty podobne, choć różne można je tu zaczepia, tutaj wepchnąć, tam znów oprzeć i konstrukcja rośnie i rośnie, przeważnie do góry, ale czasami też na boki.
Z dziećmi gra się na luzie, układy krzesełek nie są zbyt wysokie i wymagające. Zabawa zacz…

Scenka wieczorna

Lubię usypiać nasze małe dzieci. Zresztą moja mała żonka, zwana małżonką, też lubi. Dlatego zwykle robimy to na zmianę. I akurat wczoraj padło na mnie.
Zatem wieczorny rytuał, czyli mycie, czytanie książeczki, opowieść o tym jak byłem mały (koniecznie i bezwzględnie), a na koniec kołysanka (dziwię się, że wytrzymują mój absolutny brak słuchu i głosu). Przeważnie dwie ostatnie pozycje wykonuję w pozycji horyzontalnej pomiędzy łóżeczkami Dosi i Helki. I przeważnie przy tej okazji każda z nich ma tysiące spraw do obgadania, zapytania czy opowiedzenia. Akurat dokładnie o godzinie 20.03. Typowe.

Wczoraj leżałem sobie między łóżeczkami, dziewczyny już w stanie lekko przysypiającym, generalnie cisza i spokój, słychać jedynie moje zawodzenie: "Aaaa.... kotki dwaaaaa...."
Nagle Dośka wychyla się z łóżeczka, patrzy na moją koszulkę i pyta:
- Co to jest napisane?
- Na koszulce? Gruba Ryba. (akurat miałem na sobie koszulkę dawnej restauracji szwagra, obecnie zwanej La Grappa, polecam …

Kulturka

Jako niezwykle kulturalni ludzie postanowiliśmy skorzystać z szerokiej oferty dzisiejszej Culture Night (coś w rodzaju polskiej Nocy Muzeów, tylko że raczej wieczorową porą i o zdecydowanie większym zasięgu niż tylko muzea). Jednak nie chcąc być zbyt upierdliwymi zwiedzającymi (w końcu kultura obowiązuje) postanowiliśmy udać się w jedno tylko miejsce.
Miało ono zdecydowane dwie zalety. Po pierwsze, gospodynią była nasza osobista mama i żona, czyli Iwa we własnej osobie. Po drugie, wobec ogromu oferty w całym mieście byliśmy w zasadzie jedynymi gośćmi.
W ten właśnie sposób spędziliśmy kilka miłych chwil w Little Red Kettle przymierzając kostiumy, zakładając maski i inne ciekawe rzeczy, bawiąc się rekwizytami oraz racząc się ciasteczkami.
Skutkiem zabaw i przebieranek było parę zdjęć, z których tylko niektóre nadają się do publikacji w internecie. Pozostałymi będę mógł szantażować dzieci, kiedy będą już dorosłe i będą chciały uchodzić za poważne.
Ale nie trzymam dłużej w niepewności…

Malu, malu

Jest tak, że nasza córka średnia Helką zwana (choć niektóre panie w przedszkolu zwały ją Helgą) maluje na potęgę farbami, kredkami, długopisami, a nawet niestety kamykami po lakierze naszego samochodu. Z tej jej fascynacji malunkami wszelkiego rodzaju pozostają nam sterty kartek mniejszych i większych zapełnionych
kolorowymi i czarno-białymi, lub utrzymanymi w odcieniach szarości, rysunkami.
Sterty rosną, chociaż czasami, kiedy Helka nie widzi, pozbywamy się części dzieł. Wiem, że przyszłe pokolenia nie wybaczą nam tego, że bezpowrotnie utraciły tyle dzieł tak płodnej artystki, ale cóż zrobić, kiedy dom nie jest z gumy, a galerie w naszym mieście jeszcze nie przyjmują jej prac do swoich stałych ekspozycji.
Na razie musimy zadowolić się naszą małą prywatną galerią, w której tymczasowo prezentowane są najlepsze z prac Helki z ostatniego okresu. Ostatnio dzięki inwencji Iwki i mojego zmysłu technicznego galeria przeniosła się z drzwi lodówki na sznurki zawieszone na nieużywanych drzwia…

Scenki dwie

Dziś tak na szybko dwie scenki z życia maluchów.

Scenka pierwsza.
Dziewczyny idą spać. I gadają o tym jak dzień wcześniej nocowaly u koleżanki. Nie było to calkowicie bezbolesne nocowanie, bo dialog wyglądał tak:
Helka: Ja płakałam.
Dosia: Ja też
Helka (po małej chwili zastanowienia): Przybij piątkę.

Trudno było nie parsknac śmiechem.

Scenka druga.

Pora poobiednia, siadamy na herbatę, kawę, wodę z sokiem, czy co tam kto lubi. Dosia tradycyjnie pakuje się tacie na kolana. I zupełnie nie tradycyjnie bierze do ręki stojący przy fotelu krucyfiks.
Rzuca na niego okiem, w którym dostrzec można przebiegły błysk. I jakby nigdy nic zaczyna śpiewać: "If you're happy and you know clap your hands... No, clap your hands!"
Tata w tej chwili parska śmiechem, tym bardziej perlistym, bo Jezus na krucyfiks wygląda właśnie tak:

Przebiegłego błysku w oku Dosi nie udało się uchwycić. Ze śmiechu nie byłbym w stanie utrzymać komórki w ręku.

To tyle na dziś.
Dziękuję za uwagę i dobrano…

Książeczka

Do biblioteki lubiliśmy chodzić zawsze. Kiedyś już nawet już o tym pisałem. A
ostatnio z racji wakacji mamy nieco więcej czasu na odwiedzanie tego przybytku cztelnictwa i innych intelektualnych przyjemności.
Helka zafascynowana liczbą książek aż zdecydowała sobie wyrobić kartę do biblioteki i od ponad miesiąca dumnie wypożycza "piękne książeczki", jak sama o nich mówi. Bo na razie główym kryterium wyboru jest okładka, im kolorowsza i z ładniejszym obrazkiem, tym lepsza. Może z czasem zainteresowanie przerzuci się bardziej na to co w środku.
Nadzieja jest, bo starsza siostra już raczej treścią się interesuje a nie okładkami. Chociaż dziś poszła zdecydowanie w ilość i pożyczyła jedną z najgrubszych książek jakie udało się znaleźć. Dowód załączony na obrazku:


Dla tych o słabszym wzroku lub tych, którzy nie założyli okularów wyjaśnienie - jest to "Wojna i pokój" Tołstoj, oczywiście po angielsku.
A dlaczego akurat ta książka?
Ci, którzy mieli to szczęście i obejrze…

Wyjątkowe selfie

Jakiś czas temu, wcale nie tak znów długi, zdarzyło mi się zabrać dwa maluchy nasze (które wcale nie są już takie małe) do stolicy pięknego irlandzkieggo kraju i pokazać kilka żywych zwierząt (oraz parę nie do końca żywych).
Pogoda sprzyjała, zwierzęta były całkiem chętne do pokazywania siebie, a obie dziewczynki zachwycone i flamingami i pingwinami i resztą garmażerii, czy menażerii. Jak się okazało najśmieszniejsze imię w całym ZOO ma zwierzak zwany Bongo. Dziewczyny śmiały się z 15 minut. A potem jeszcze czasami sobie przypominały i zaśmiewały się znowu. Przynajmniej do chwili kiedy nie padły w samochodzie w drodze powrotnej.
A mniej więcej w połowie zwiedzania ZOO udało mi się zrobić wyjątkowe selfie z Helką i Dosią. Niniejszym prezentuję je poniżej. Proszę nie regulować odbiorników.


Na szczęście żadna z nich nie jest ani trochę podobna do taty :)

Plażing i relaksing

Korzystamy sobie z pogody, a ta w zamian nas rozpieszcza. Z nieba nie znika wielka żółta kula, a samo niebo ma kolor mocnego błękitu z miejscowymi domieszkami bieli. Generlanie sielanka pogodowa.
Niektórzy narzekają, że upał, że gorąco, że pot się leje i takiew tam. Inni znów niezadowoleni, że aura akurat postanowiła być łaskwa kiedy młodzież licealna pisze matury i inne egzaminy końcowe. Cóż, najwyżej będą potem młodzieńcy i młodzieńczynie wytłumaczenie dlaczego tak słabo im poszło.
A my leżąc na plaży czy patrząc jak dzieci biegają po parku mamy tylko nadzieję, że wśród tych tłumaczących się nie będzie Franka. Bowiem i nasz pierworodny też składa egzaminy maturalne, jak to się drzewiej mawiało.
I dziś w ramach męczenia maluchów i odstresowania najstarszego (chociaż mam wrażenie, że to rodzice bardziej się stresują niż on sam), zabraliśmy naszą bandę na plażę. Było tak:







Szczerze polecamy :)

W skrócie...

Tak na szybko garść informacji co tam u nas słychać. Wcale nie najważniejszych, raczej tych udokumentowanych na obrazkach powszechnie zwanych zdjęciami.

No to zaczynamy.

Dwie najmłodsze pociechy lubią karteczki i kredeczki. A z połączenia robią takie obrazeczki:


I w zbliżeniu:


Na obrazku możemy zauważyć Helkę i Dosię idące na spacer ze świnką. Za nimi idzie mama i tata oraz kolega Kamil. A nad nimi lata helikopter (chociaż Dosia twierdziła kiedyś, że to wcale nie Heli kopter, tylko Dosi kopter). Poza tym świeci słońce i płyną po niebie chmurki. Sielanka.

Pociecha nieco starsza dostała ostatnio wyczekany mundur harcerski. W wyczekanym mundurze harcerskim prezentuje się tak:


Zacnie, nieprawdaż?
I może teraz dumna i blada chodzić na zbiórki, jeździć na obozy, biwaki i inne takie i owakie.

Rozpocząl się sezon na zdjęcia na armacie, czyli robi się na tyle ciepło i popołudniowo jasno, że wyprawa do parku po obiedzie będzie coraz częściej normą niż wypadkiem przy pracy. A dziewczyny na …

WielkaNoc

Niech światło Chrystusa chwalebnie zmartwychwstałego , rozproszy ciemności naszych serc i umysłów!  Radujmy się albowiem Chrystus zmartwychwstał prawdziwie!  Niech ta radość nam towarzyszy ...zawsze! Ściskamy mocno! Futraki

Tateczko

Jakby ktoś z was nie wiedział co to jest tateczko, nie martwcie się, ja też do wczoraj nie wiedziałem. Na szczęście mam bardzo mądra córkę, która mi takie rzeczy tłumaczy i wyjaśnia. Co więcej, dzięki niej mogę także i wam teraz to wyjaśnić.
Otóż tateczko wygląda tak:

I jest niczym więcej niczym mniej, a po prostu słoneczkiem z wąsami. Proste, nie?

A żebyście mieli pełny kontekst, to pokażę wam jeszcze gdzie pojawił się tateczko.


I tak już z zupełnie innej beczki, zupełnie inny rysunek Helenki.


I jeszcze jeden. A co?!


I w zasadzie mógłbym tak jeszcze długo, bo tych rysunków mamy na kilogramy. Helka produkuje je w ilościach hurtowych, a my niezmiennie się zachwycamy.

A wy?

Helka rysuje

Siedzimy sobie spokojnie w ten sobotni poranek zastanawiając się czy pogoda pozwoli na obejrzenie na żywo Parady Św Patryka a tu nagle Helka przychodzi z takim obrazkiem:

I mówi:
- A mama to ma włosy aż do nieba.

I jak tu jej nie uwielbiać? No jak? :)

Erki

Nasze dzieci nie przestają nas zadziwiać swoją polsko-angielską inwencją językową. Nie tak dalej jak wczoraj Helka odrobiwszy lekcje do szkoły (w tym wieku to jeszcze czysta przyjemność) usiadła sobie z kartka A4 i długopisem i stwierdziła, że ona sobie teraz popisze. A co popisze? Ano cytując samą Helkę - "literki i numberki".
Niby różnica tylko jednej literki, a ile radości daje słuchającemu rodzicowi.

I to tyle na dziś. Dziękuję za uwagę.

Skąd ona to wie?

Oto jak Dosia, nasza najmłodsza z Futraków, widzi swojego starego tatę:

Ciekawe, nie?
A najciekawsze to skąd ona wzięła tego irokeza na głowie. Przecież nie widziała mnie nigdy z takim. Ani nie wie, że tatuś jej kochany lubi punka. Ona przecież nawet nie wie co to jest "punk",założę się że nie odróżnia kawałka punkowego od hardcorowego, i to mimo starań taty.
Więc skąd ten irokez? A może to wcale nie irokez? Może to coś innego, o czym ona wie a ja nie?

A tak przy okazji...
Rysunek taty z irokez (lub czymś innym na głowie) powstał w Glencomeragh, takim dobrym miejscu, o którym już kiedyś pisałem. Miejscu, do którego lubimy jeździć i wygląda na to, że nasze lubienie podziela coraz więcej rodzin, bo za każdym razem gdy tam jesteśmy widzimy nowe twarze, a główna sala zaczyna przestawać mieścić wszystkich na wspólnym lunchu. Czyli jest dobrze.






Poszukiwacze

Skwapliwie skorzystaliśmy z braku opadów atmosferycznych, słońca nieśmiało łypiącego zza chmur oraz mamy potrzebującej dłuższej chwili spokoju do nauki i wybraliśmy się z maluchami na poszukiwania pierwszych wiosennych śladów. Od razu zepsuję wam humor i napiszę, że śladów było niewiele.

"Śladów było niewiele."

Bo jednak wiatr wygonił nas z ulubionego placu zabaw nad samym morzem. Bo jednak temperatura ok. 4 stopni powyżej zera to jeszcze nie idealne warunki na zjeżdżanie, bujanie i skakanie. Bo jednak to słońce za słabo jeszcze łypie. Bo jednak zjeżdżalnie i huśtawki nie wyschły jeszcze po nocnych deszczach.
Niemniej maluchy były więcej niż zadowolone z ciepłej herbaty, miski frytek i możliwości pobiegania po świeżym powietrzu. A i tata nie gapa, i chętnie pochodził statecznie pomiędzy huśtawkami i innego rodzaju sprzętem rozrywkowym. No i mama nauczyła się tego i owego i może nawet kurs zaliczy (a jaki to może kiedyś sama napisze).
W zasadzie same plusy, ale jednak chcia…