Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Franek

Poleciał

Zostało nas pięcioro, niczym te palce u jednej ręki (lub nogi). Oficjalnie w czwartek nasz pierworodny spakował swój dobytek (jak się okazuje niecały) zapakował go do samochodu (nieswojego, bo prawa jazdy jeszcze nie ma) i przeniósł się do swojego nowego domu. Jednym słowem: wyprowadził się. 5 minut przed wyprowadzką - wielka radość Trochę to dziwne uczucie, ale nie jakoś szczególnie szokujące, bo do wyprowadzi szykował się przynajmniej kilka tygodni, a od kilku dni wiedział już dokąd się przenosi. My też nie prosiliśmy usilnie, żeby został. Wprost przeciwnie, wyprowadzka radość wielką nam sprawiła. Bo po pierwsze, pełnoletni człowiek musi w końcu się usamodzielnic, a im wcześniej wyleci z gniazda i odetnie pępowinę, tym lepiej. Po drugie, jakoś chyba lepiej nam się dogaduje z Frankiem kiedy widzimy go mniej i mniej nam rzucają się w oczy jego nastolatkowe jeszcze zachowania. Po trzecie wreszcie, chłopak kończy szkołę i będzie miał całkiem ciekawy zawód, pracuje na pełny etat, wię...

Scenka (cześć kolejna, wersja od 18 lat)

Dialog z Helką sprzed kilku dni. Siedzimy przy stole, obiad gotowy. Brakuje tylko Franka. Zaciekawiona Helka pyta: - Gdzie jest Franek? - Poszedł na miasto, do kolegi. - Pobawić się? - Tak. Może lalkami? - Nieeee... - To samochodzikami? - Tato, nie! Może cyckami? - Czym? - No cyckami! Reszta dzieci zaśmiewa się do rozpuku, a ja z Iwką zbieramy szczęki z podłogi. Jak już zebraliśmy, dołączyliśmy do śmiechu.

Kulturka

Jako niezwykle kulturalni ludzie postanowiliśmy skorzystać z szerokiej oferty dzisiejszej Culture Night (coś w rodzaju polskiej Nocy Muzeów, tylko że raczej wieczorową porą i o zdecydowanie większym zasięgu niż tylko muzea). Jednak nie chcąc być zbyt upierdliwymi zwiedzającymi (w końcu kultura obowiązuje) postanowiliśmy udać się w jedno tylko miejsce. Miało ono zdecydowane dwie zalety. Po pierwsze, gospodynią była nasza osobista mama i żona, czyli Iwa we własnej osobie. Po drugie, wobec ogromu oferty w całym mieście byliśmy w zasadzie jedynymi gośćmi. W ten właśnie sposób spędziliśmy kilka miłych chwil w Little Red Kettle przymierzając kostiumy, zakładając maski i inne ciekawe rzeczy, bawiąc się rekwizytami oraz racząc się ciasteczkami. Skutkiem zabaw i przebieranek było parę zdjęć, z których tylko niektóre nadają się do publikacji w internecie. Pozostałymi będę mógł szantażować dzieci, kiedy będą już dorosłe i będą chciały uchodzić za poważne. Ale nie trzymam dłużej w niepewności ...

Plażing i relaksing

Korzystamy sobie z pogody, a ta w zamian nas rozpieszcza. Z nieba nie znika wielka żółta kula, a samo niebo ma kolor mocnego błękitu z miejscowymi domieszkami bieli. Generlanie sielanka pogodowa. Niektórzy narzekają, że upał, że gorąco, że pot się leje i takiew tam. Inni znów niezadowoleni, że aura akurat postanowiła być łaskwa kiedy młodzież licealna pisze matury i inne egzaminy końcowe. Cóż, najwyżej będą potem młodzieńcy i młodzieńczynie wytłumaczenie dlaczego tak słabo im poszło. A my leżąc na plaży czy patrząc jak dzieci biegają po parku mamy tylko nadzieję, że wśród tych tłumaczących się nie będzie Franka. Bowiem i nasz pierworodny też składa egzaminy maturalne, jak to się drzewiej mawiało. I dziś w ramach męczenia maluchów i odstresowania najstarszego (chociaż mam wrażenie, że to rodzice bardziej się stresują niż on sam), zabraliśmy naszą bandę na plażę. Było tak: Szczerze polecamy :)

Rodzinnie (aczkolwiek nie do końca)

Franek gdzieś tam w górach Wicklow wędruje po lasach i polach zbierając wędrownicze pagony, a tymczasem jego rodzice i młodsze siostry wybrali się do Glencomeragh House w celu spędzenia wyjątkowo rodzinnej niedzieli. Brakowało nam Franka, ale nie brakowało towarzystwa ani rozrywek. Bo oprócz naszej rodziny w tym samym miejscu i czasie pojawiło się jeszcze 9 czy 10 innych rodzin (niektóre bardziej dzietne od naszej). Część z nich znaliśmy wcześniej, części w ogóle, ale atmosfera była przyjazna ze wszech miar. Bo w końcu Glencomeragh House to ośrodek rekolekcyjny naszej miejscowej diecezji Waterford i Lismore, a dzisiejszą okazją do jego odwiedzenia było drugie Spotkanie Rodzin Katolickich. Była msza, kawa/herbata, gry i zabawy w podgrupach (wiekowych), rozmowy i lunch, jeszcze więcej gier i zabaw oraz spacery po terenie, gdzie spotka...

Maluchy wiedzą lepiej

Maluchy bawią się w dom (chyba, bo to nigdy do końca nie wiadomo). Helka: "Idę spać" i kładzie się na podłodze pod kocyk. Dwie do trzech sekund potem Dosia woła: "Elka! Stawaj! Stawaj!" Helka otwiera oko i cicho poucza siostrę: "Nie wstawaj. Wake up." Dosia zatem: "Ejk ap, ejk ap!" I to by było na tyle naszej zasady mówienia po polsku w domu. Maluchy i tak wiedzą lepiej. A przy okazji... Od dziś do niedzieli mamy 100% uwagi Dośki i Helki, starszaki wybyły nam na harcerskie wojaże (konkretnie Franek na wędrowniczy złaz, a Zuzka na zuchowy biwak), więc czas spedzam raczej na podłodze, ewentualnie na słuchaniu piosenek dla dzieci i na "tany, tany". Nie, wcale nie narzekam. Wręcz przeciwnie.

Rączki trzy

Dobrze, że nie ma trzech rąk, bo pewnie też by zajął komórką :) No bo jedna do dzwonienia, druga do kontaktów wirtualnych... dla trzeciej też pewnie znalazłby zastosowanie.

Placyk

Zapakowaliśmy nasze pociechy, dołożyliśmy kolegę Zuzki i pełnym samochodem (pełnym ludzi i śmiechu) pojechaliśmy na jeden z ulubionych placów zabaw, ten w Passage East. Chciałem zrobić dzieciakom parę zdjęć, ale rozbawione umykały zbyt szybko. Dopiero chwila popasu w postaci ciastek zatrzymała cała czwórkę na dłużej niż 5 sekund. Potem było już tylko szaleństwo, najpierw na placu zabaw, a potem jeszcze nad rzeką, która została obrzucona kamieniami w ilości nieprzyzwoitej. Chcąc uniknąć całkowitego zablokowania rzeki (bądź co bądź, ważnego szlaku żeglugowego) stosem kamieni czym prędzej zgarnęliśmy naszą gromadę i zapakowaliśmy do samochodu, by po powrocie do domu być świadkami tego jak świeże powietrze dobrze działa na tempo zasypiani...

Birr

Byliśmy na krótkich wakacjach w Birr. Całą rodziną. I przeżyliśmy. Franek wrócił z Polski, a jak odpoczął zabraliśmy małe conieco i ruszyliśmy na wyprawę, po drodze (w sumie niekoniecznie po drodze, ale mniejsza z tym) odebraliśmy paszporty w konsulacie, i popołudniem zameldowaliśmy się w Birr. I odpoczywaliśmy, zwiedziliśmy, trochę się byczyliśmy, pływaliśmy w basenie, piliśmy kawę, herbatę a wieczorem coś mocniejszego. Poza tym cieszyliśmy się z tego, że dzieciom się podoba, bawiliśmy się razem w mniejszych i większych grupach. Było pięknie. Zdjęć więcej obiecuję, jak wrócę z ważnej wyprawy.

Lulu!

Są takie słowa wymyślone przez nasze dzieci, które na stałe trafiają do naszego futrakowego słownika. Franek miał swoją "stępołkę", Zuzka stworzyła "patutata", a Helka jest w trakcie tworzenia wielu nowych wyrazów, z których na razie najbardziej przyjął się "lulu". Nie wcale nie chodzi ani o potrzebę nagłego udania się w miejsce zaciszne, by tam oddać się czynności fizjologicznej, ani też o chęć pójścia w tzw. objęcia Morfeusza. "Lulu" w języku helkowym, a teraz i już naszym wspólnym, oznacza po prostu lody. A ilustrację do tej pozycji słownikowej prezentuje Dosia (która jeszcze własnych słów nie układa, a jedynie podłapała "bubu" od starszej siostry). A dla chętnych konkurs. Co znaczą "stępołka", "patutat" i "bubu"? Nagród nie przewiduję :)

Suplement

Pozwólcie nieliczni nasi czytelnicy, że do tego co napisała Iwka dodam kilka obrazków. Ok?

Franek vs. Dosia

Okazało się, że mamy w domu dwoje superbohaterów. Na szczęście nie walczą ze sobą, a nawet czasami współpracują. Wczoraj objawił się Człowiek Demolka, a dziś przy śniadaniu Człowiek Dżemorka. Poniżej dowody w postaci zdjęciowej.

Oj malusi...

Mamy w domu takiego jednego rodzynka, naszego synka (rym niezamierzony), który chłopem na schował jest bez wątpienia. Rozmiarami już powoli dogania tatę, ale czasami zdarzy mu się miewać napady dziecięcej przytulankowatości. Czasami nawet pozwoli taki napad uwiecznić, ale tylko w przypływie naprawdę dobrego humoru. Nie mówił nawet, żeby nie publikować, więc publikuję zanim zabroni :)

Helka z pudełka

Kto wychodzi z pudełka? No kto? No któżby inny niż Helka? W pudełku zwykle mieszkają klocki i inne drobiazgi, ale kiedy lądują na podłodze (przyprawiając Iwkę o ból głowy), ich miejsce w pudełku chętnie zajmuje a to Helka, a to Dośka, a to nawet Zuzka, która już ledwo się w nim mieści. Do pudełka nie próbował jeszcze wchodzić Franek, ale znając inwencję naszych dzieci kluczowym słowem w tym zdaniu może być "jeszcze".

Na zachód

Wybraliśmy się na zachód słońca do parku naszego pobliskiego, żeby dzieciny lekko przed snem zmęczyć. Okazuje się, że skutecznie, bo jedna już śpi, druga spać będzie wkrótce, a trzecia zaraz potem. A wtedy rodzice.... hmmm... o tym innym razem. A gdyby ktoś pytał co z największą dzieciną, otóż spieszę donieść, że bawi się na wędrowniczym złazie, czyli łazi po górach ze swoją drużyną. A my tymczasem męczymy dzieci młodsze o tak:

Wolna sobota

Zaczął się weekend, zatem od rana wszystkie dziewczyny baraszkują w łóżku rodziców. W sumie dobrze, że Franek już taki duży jest, bo jakby jeszcze on się zwalił, musielibyśmy szukać innego miejsca do porannego zalegania.

Obozowicze

Sygnalizuję tylko, że nasz dzielny wędrownik i równie dzielna zuchenka, czyli mówiąc po ludzku Franek i Zuzka, wrócili z obozu w Ruan pod Ennis. Buzie uśmiechnięte chociaż zmęczone świadczą o tym, że obóz był udany, a dzieciaki zachęcone do powrotu za rok. A tymczasem najmłodsza nasza pociecha już stara się dorównać starszemu rodzeństwu i postanowiła nauczyć się jeść sztućcami. Niestety, na razie bez powodzenia.

Ku zdrowotności!

Mówili: "Zdrowe koktaile, wyśmienite!" Mowili: "Dzieci będą zachwycone, zdrowe i piękne." Mowili: "Same naturalne składniki, owoce i inne takie." A wyszło tak jak na załączonym obrazku.

Kobiety na traktory!

No może nie do końca kobiety, bo na razie nawet jeszcze nastolatkami nie są, ale na traktory już chętnie wyskakują. A brat pomaga rozpędzić maszynę. Takie to niedzielne popołudniowe przygody Futraków.

3 powody

Są trzy powody, dla których lubimy chadzać do naszej miejskiej biblioteki. Znaczy... Pewnie jest ich więcej, ale dziś zaprezentuję trzy. W formie obrazkowe, jeśli pozwolicie. Jeśli nie pozwolicie, to też w obrazkowej, bo w sumie musicie się z tym pogodzić, że czytacie i oglądacie to co ja chcę napisać i pokazać. Sorry, taki mamy klimat, jak mawiał klasyk. Ale nie o tym miało być. Miały być powody odwiedzin biblioteki (i tak znacznie rzadszych, niż tego byśmy chcieli). A oto i one.