Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Iwka

Radio jest fajne

Tak, właśnie radio jest fajne. Niby wiedziałem o tym od dawna, ale ostatnio przekonuję się ponownie i coraz bardziej. Od kiedy mieszkam w Polsce, moja częstotliwość i świadomość słuchania radia wzrosła niepomiernie. W zasadzie nie kojarzę dnia, żebym chociaż przez chwilę go nie słuchał. Fajne jest radio, bo można je włączyć i zawsze coś gdzieś grają. Nie zawsze to co by się chciało, ale wtedy można poszukać innego radia. Nasze maluchy wciąż nie mogą przejść nad tym do porządku dziennego, że ktoś inny niż one lub rodzice wybierają to, co słychać w radiu w samochodzie. Po latach spędzonych przy słuchaniu muzyki z pendrive'a, czyli wybieranej przez nas i przez nas sterowanej, maluchy przywykły, że mogą sobie zażyczyć co tam im w duszy gra i praktycznie zawsze trafią na swoją piosenkę w przepastnej skarbnicy, jaką woziliśmy w samochodzie. Teraz to, czego słuchamy wybiera ktoś (lub coś) w radiu, a one wciąż nie mogą pojąć jak w zasadzie działa radio. Któregoś dnia jadąc samochodem ...

Kulturka

Jako niezwykle kulturalni ludzie postanowiliśmy skorzystać z szerokiej oferty dzisiejszej Culture Night (coś w rodzaju polskiej Nocy Muzeów, tylko że raczej wieczorową porą i o zdecydowanie większym zasięgu niż tylko muzea). Jednak nie chcąc być zbyt upierdliwymi zwiedzającymi (w końcu kultura obowiązuje) postanowiliśmy udać się w jedno tylko miejsce. Miało ono zdecydowane dwie zalety. Po pierwsze, gospodynią była nasza osobista mama i żona, czyli Iwa we własnej osobie. Po drugie, wobec ogromu oferty w całym mieście byliśmy w zasadzie jedynymi gośćmi. W ten właśnie sposób spędziliśmy kilka miłych chwil w Little Red Kettle przymierzając kostiumy, zakładając maski i inne ciekawe rzeczy, bawiąc się rekwizytami oraz racząc się ciasteczkami. Skutkiem zabaw i przebieranek było parę zdjęć, z których tylko niektóre nadają się do publikacji w internecie. Pozostałymi będę mógł szantażować dzieci, kiedy będą już dorosłe i będą chciały uchodzić za poważne. Ale nie trzymam dłużej w niepewności ...

Stukanie

Otóż taka jest sytuacja, że na początku grudnia stuka nam kilka rocznic istotnych. Jakoś tak się złożyło, że najpierw 3 dnia miesiąca bieżącego stukneło pannie Dorocie 3 lata życia wesołego. Dzień później nam najstarszej połowie rodziny stukneło 11 lat od zamieszkania pod dachem, pod którym nadal mieszkamy (młodsza połowa Futraków mieszka oczywiście krócej, bo i życie ich krótsze jest nieco, na przykład panny Doroty - zaledwie trzyletnie - ale o tym już chyba było). 5 grudnia mieliśmy przerwę w świętowaniu, mogliśmy wyleczyć kaca i chwilę odpocząć od szampańskiej zabawy, ale tylko po to, żeby już grudnia 6 świętować stuknięcie kolejne - tym razem wydarzenia, od którego wszystko się zaczęło. To właśnie 6 grudnia, mając dość trochę obrabiania zdjęć dzieci z przedszkola na Kabatach, napisałem list (jak się okazało za długi, chociaż wyszło na to, że w sam raz) do niejakiej Iwki, której wtedy nawet wirtualnie nie znałem. A potem już poszło, kawa, kino, jedna impreza, druga impreza, ślub...

Rozmowa nad obrazkiem

Helka: Tata, see. (pl. Tato, zobacz) Ja: Oooo! A kto to? Helka: Tata! Ja: Jaki ładny.... Iwka (wchodząc do salonu): Ooo... To mama? Helka: Nieeeee.... Tata! Ja: No przecież mówiła, że tata. A gdzie ma brodę? Helka (patrząc na obrazek): Broda? Ja: Gdzie taty broda? Helka: OK. I w ten sposób powstał ten oto obrazek, a postać na obrazku (tata, oczywiście) zyskała długą czarną brodę. Dziękuję za uwagę.

Jak w niebie

Od kiedy pierwszy raz stanęliśmy na irlandzkiej ziemi, jeszcze zanim pomyśleliśmy o osiądnięciu tutaj na stałe, kiedy jako młode małżeństwo (jak to brzmi!) zwiedziliśmy irlandzkie zakamarki, zafascynowanowało nas irlandzkie niebo. Iwka twierdzi, że jest tutaj jakby bliżej ziemi. I faktycznie chmury wiszą czasami nisko, że chciałoby się napisać, że na wyciągnięcie ręki, gdyby niebezpieczne nie zahaczało to o grafomanię. I ta fascynacja trwa poniekąd do dziś. Chmury faktycznie są tutaj czasami niesamowite i zmienne niczym przysłowiowa kobieta. No bo na przykład otwiera sobie człowiek magazyn, patrzy w górę, a tam taki widoczek.

Takie dni

Dla takich dni jak ten człowiek żyje.  Tak można w skrócie podsumować 14 marca. A dlaczegóż to? A dlategóż, iż ponieważ :) Zaczęło się od tego, że pracę skończyłem o 13 czyli miałem w perspektywie pół dnia wolnego, słońce w pełni, rześki wiatr w plecy i rower. Cóż było robić.... Kawę można było wypić na mieście że znajomym, na przykład. No to skoro można było, to się wypiło. Potem się pojechało odebrać Zuzkę ze szkoły, co córkę niezmiennie jeszcze cieszy. I do parku się skoczyło.  I maluchy odebrało się z przedszkola. I żonę ze szkoły całkiem dla niej niespodziewanie. I wróciło się spacerem do domu w rodzinnym gronie i w zachodzącym słońcu (co udało się uwiecznić na zdjęciu poniżej). I zjadło się w szóstkę obiad (co ostatnio rzadziej się udawało, bo nawał obowiązków nie zawsze pozwalał) i posiedziało się spokojnie przez parę chwil.  A wieczorem jeszcze raz rower został ruszony, żeby sobie nie myślał, że będzie się w taką pogodę wylegiwał w komórce. Zabrałem Helkę na fote...

Suplement

Pozwólcie nieliczni nasi czytelnicy, że do tego co napisała Iwka dodam kilka obrazków. Ok?

Imitacja

Mamy zabrakło w domu tymczasowo, więc tata z kolacją poszedł po linii najmniejszego oporu. A co...! Niech dzieci też mają trochę luzu, nie? :)