Przejdź do głównej zawartości

Posty

Łzawe łganie znad granicy

Od połowy sierpnia Polska, Litwa i Łotwa zmagają się z falą migrantów wypychanych przez granice z terenu Białorusi. Od połowy sierpnia trwa nieustający, a wręcz narastający najazd cudzoziemców sprowadzonych przez Alaksandra Łukaszenkę z Bliskiego Wschodu. Od połowy sierpnia, najpierw nieco niemrawo i po kryjomu, a teraz już otwarcie, białoruskie służby kierują ruchem migrantów i sterują prowokacjami wzdłuż całej swojej zachodniej granicy. W chwili gdy zaczynam pisać do Was te słowa, mamy już za sobą dwie próby otwartego szturmu - najpierw z lasu w pobliżu przejścia granicznego w Kuźnicy Białostockiej, a potem już na samym przejściu. Wobec cudzoziemców rzucających kamieniami, prętami, gałęziami, ale i granatami hukowymi Polacy użyli gazu łzawiącego i armatek wodnych. Bilans na dziś to rannych 12 polskich funkcjonariuszy - policjantów, pograniczników i żołnierzy. Jedna ze strażniczek leży w szpitalu z pękniętą czaszką, na szczęście jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Bilansu po stro
Najnowsze posty

Europejska rewolucja klimatyczna

Powiedzmy sobie wprost, że te wakacje, jakie by one nie były, mogą być jednymi z ostatnich, których większość z nas doświadczy w takiej formie do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. I powiedzmy sobie jeszcze bardziej wprost - styl życia, do jakiego przywykliśmy przez ostatnie kilka czy kilkanaście lat już wkrótce przejdzie do historii. A wszystko dzięki europejskim decydentom, którzy fundują nam wzrost cen i kosztów wszystkiego w imię walki z ociepleniem klimatu. W coraz większym stopniu walka ta przypomina kroczącą wielkimi krokami rewolucję. Natomiast rewolucje mają to do siebie, że wywoływane w imię poprawy życia prostych ludzi najczęściej negatywnymi skutkami dotykają właśnie tych prostych ludzi chcących zwyczajnie żyć swoim życiem. Nie bez powodu ukuto powiedzenie, że „rewolucja zjada swoje własne dzieci”. Bo zwykle jest ona gwałtowną zmianą, która burzy porządek świata, by wykuć całkiem nowy świat. I taki cel przyświeca właśnie Komisji Europejskiej, która opracowała program naprawy ś

Legalna droga na dno

Na początku lipca organizacja Youth Workers Against Prohibition (YWAP) rozpoczęła ogólnoirlandzką kampanię na rzecz legalizacji narkotyków. Działacze twierdzą, że wojna z gangami zajmującymi się produkcją, przemytem i handlem nielegalnym towarem jest niemożliwa do wygrania. Według nich jedyną drogą, by ukrócić nielegalny proceder jest jego zalegalizowanie i zorganizowanie go podobnie do handlu alkoholem, czyli pod kuratelą i za przyzwoleniem państwa. YWAP twierdzi, że największymi ofiarami dotychczas prowadzonej walki z narkotykami są młodzi ludzie zmuszani przez bezwzględne gangi do rozprowadzania ich towaru. Takie twierdzenia poparte są oczywiście latami pracy wśród młodzieży z trudnych środowisk i tych „gorszych” dzielnic. Jednak takie spojrzenie na sprawę jest obarczone błędem, którego działacze organizacji nie dostrzegają, albo dostrzec nie chcą. To nie handlarze narkotyków są największą ofiarą, tylko użytkownicy, zarówno młodzi jak i starzy, który przez owych handlarzy popadają w

Letnie czytanie

Nastało lato, a więc i wakacje. Dziś zostawię zatem na boku niełatwe tematy czy trudne sprawy i zajmę się czymś zgoła przyjemniejszym. Bo skoro wakacje, to i wolny czas, wyjazdy, kanikuła, odpoczynek i wszystko co się z tym wiąże. A więc też i czas na czytanie, jeśli ktoś lubi. A jak nie lubi, polecam polubienie, bo to naprawdę fantastyczna rozrywka i doskonały „zabijacz” czasu. Nie przedłużając.... Mam dla was kilka propozycji ciekawych książek na te wakacje. Jeśli skorzystacie, świetnie. Jeśli nie, trudno. A jeśli skorzystacie i Wam się spodobają (albo nie) podzielcie się wrażeniami w jakimś liście do Redakcji, lub mailu bezpośrednio do mnie. „Europa jesienią”  Dave’a Hutchinsona to lekkie science-fiction osadzone w niedalekiej przyszłości, w której Europa jest podzielona na małe lub jeszcze mniejsze państewka, a podróżowanie po kontynencie wiąże się z nie lada akrobacjami formalnymi. Z głównym bohaterem zwiedzamy co najmniej kilka z tych państewek i za każdym razem zadziwia nas inwe

Społeczne media zagłady

Idea „Machiny Powszechnej Zagłady” powstała w latach 60. ubiegłego wieku. Wobec narastającego zagrożenia wojną nuklearną w umysłach amerykańskich naukowców pojawiła się wizja maszyny, której jedynym celem byłaby ostateczna zagłada całej ludzkości.  Potężny (jak na tamte czasy) komputer miał być ukryty w bezpiecznym bunkrze i podłączony do czujników rozmieszczonych w miastach USA, Europy i Azji. W razie wykrycia powszechnego zagrożenia dla życia, na przykład jednoczesnych wybuchów atomowych, czy gwałtownej zmiany warunków życia na planecie, miał zdetonować ładunki nuklearne ukryte w strategicznych miejscach naszego globu. Skutkiem miała być właśnie powszechna zagłada ludzkości. Owi naukowcy, wydaje się, że nieco szaleni, wymyślili nawet adekwatną nazwę - Megadeath. Sama w sobie idea takiej machiny jest już przerażająca, ale jeszcze bardziej przerażająca jest jej całkowita autonomia, całkowite uniezależnienie od decyzji człowieka, od jego słabości czy fanaberii. To komputer miał ostatec

Politycznie poprawne absurdy

Kilka lat temu, w jednym z pierwszych tekstów, które popełniłem na tych łamach pisałem o tym, że żyjemy w science-fiction, że dopadły nas realia z fantastyczno-naukowych powieści publikowanych jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Już wtedy wymowa tego, co napisałem nie była pozytywna, ale po szczegóły odsyłam do archiwum, gdzieś w okolice połowy roku 2013.  Dziś jeszcze bardziej dobitnie dopadają nas realia, które do niedawna znane były tylko miłośnikom fantastyki albo futurologom roztaczającym fatalistyczne wizje przyszłości. Śmiało mogę powtórzyć swoje słowa, że żyjemy w science-fiction. Niestety pod wieloma względami jest to dość mroczna, żeby nie powiedzieć tragiczna, wizja przyszłości i rozwoju ludzkości. Nie-on czy nie-ona W roku 2004 Jacek Dukaj wydawał swoją „Perfekcyjną niedoskonałość”, gdzie post-ludzkość zatracała się w wirtualnych rzeczywistościach, a jednocześnie zatracała samą siebie. Jednym z tego wyznaczników było używanie aseksualnych końcówek. Na świecie nie pozostało wted

Zdalny rok

Dokładnie 30 marca 2020, czyli 365 dni temu wysłałem z domu do pracy pierwsze depesze. Znaczy się, że dziś mija rok od chwili, kiedy przeszedłem na pracę zdalną. Od tamtego dnia fizycznie w swojej firmie pojawiłem się cztery razy (słownie: cztery) - raz z powodu awarii internetu w domu, raz z powodu swoich urodzin i dwa razy, żeby jakieś papiery przy okazji podpisać.  Jak mi z tym rokiem? Otóż zaskakująco chyba dobrze to znoszę. Szczerze mówiąc, nie narzekam. Trochę brakuje rozmów z kolegami i koleżankami, trochę brakuje tej atmosfery newsroomu, trochę brakuje bycia blisko ludzi, ale nie na tyle, żebym przedkładał to nad komfort pracy w domu, czasami w szlafroku, czasami z możliwością wyjścia na kawę na taras. No i codziennie oszczędzam ponad 2 godziny na dojazdy. Co z drugiej strony pozbawiło mnie tych dwóch godzin na czytanie książek, skutkiem czego liczba tych przeczytanych w ciągu ostatnich 12 miesięcy spadła drastycznie, bo w domu ciężej jest te dwie godziny wygospodarować. Nie, w