Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą scenki

Po co tacie okulary, czyli scenka wieczorna

Sytuacja wygląda tak: wieczór, maluchy w łóżkach, ja na podłodze z książką na kolanach.  Otwieram książkę, wybieramy bajkę do czytania. Wybór pada na "The Black Beauty", bo czasami dziewczynom przychodzi chrapka na czytanie po angielsku. Zaczynam czytać pierwsze zdaniem, a Helka wypala z pierwszym pytaniem wieczoru: - Tato, a po co Ci okulary? - Żebym lepiej widział literki i mógł wam czytać bajki - zdejmuję okulary na chwilę, żeby zademonstrować jak bardzo nie widzę literek, kiedy nie mam ich na nosie. - Tato, a ty możesz jeść marchewki? - pada drugie pytanie, pozornie bez związku. - Nie, po marchewkach źle się czuję. Na to włącza się Dośka: - To dlatego masz okulary! I jakby się umówiły, razem recytują puentę ich ulubionego dowcipu: - Bo nie ma królików w okularach! Oczywiście czytanie bajki odsuwa się w czasie, bo trzeba się wystarczająco wyśmiać z żartu. Nie wiem, czy się na to umówiły, ale wyszło im paradnie. PS. A jeśli ktoś nie znał dowcipu o tym dlacze...

Scenka (cześć kolejna, wersja od 18 lat)

Dialog z Helką sprzed kilku dni. Siedzimy przy stole, obiad gotowy. Brakuje tylko Franka. Zaciekawiona Helka pyta: - Gdzie jest Franek? - Poszedł na miasto, do kolegi. - Pobawić się? - Tak. Może lalkami? - Nieeee... - To samochodzikami? - Tato, nie! Może cyckami? - Czym? - No cyckami! Reszta dzieci zaśmiewa się do rozpuku, a ja z Iwką zbieramy szczęki z podłogi. Jak już zebraliśmy, dołączyliśmy do śmiechu.

Scenki dwie

Dziś tak na szybko dwie scenki z życia maluchów. Scenka pierwsza. Dziewczyny idą spać. I gadają o tym jak dzień wcześniej nocowaly u koleżanki. Nie było to calkowicie bezbolesne nocowanie, bo dialog wyglądał tak: Helka: Ja płakałam. Dosia: Ja też Helka (po małej chwili zastanowienia): Przybij piątkę. Trudno było nie parsknac śmiechem. Scenka druga. Pora poobiednia, siadamy na herbatę, kawę, wodę z sokiem, czy co tam kto lubi. Dosia tradycyjnie pakuje się tacie na kolana. I zupełnie nie tradycyjnie bierze do ręki stojący przy fotelu krucyfiks. Rzuca na niego okiem, w którym dostrzec można przebiegły błysk. I jakby nigdy nic zaczyna śpiewać: "If you're happy and you know clap your hands... No, clap your hands!" Tata w tej chwili parska śmiechem, tym bardziej perlistym, bo Jezus na krucyfiks wygląda właśnie tak: Przebiegłego błysku w oku Dosi nie udało się uchwycić. Ze śmiechu nie byłbym w stanie utrzymać komórki w ręku. To tyle na dziś. Dziękuję za uwagę ...

Maluchy wiedzą lepiej

Maluchy bawią się w dom (chyba, bo to nigdy do końca nie wiadomo). Helka: "Idę spać" i kładzie się na podłodze pod kocyk. Dwie do trzech sekund potem Dosia woła: "Elka! Stawaj! Stawaj!" Helka otwiera oko i cicho poucza siostrę: "Nie wstawaj. Wake up." Dosia zatem: "Ejk ap, ejk ap!" I to by było na tyle naszej zasady mówienia po polsku w domu. Maluchy i tak wiedzą lepiej. A przy okazji... Od dziś do niedzieli mamy 100% uwagi Dośki i Helki, starszaki wybyły nam na harcerskie wojaże (konkretnie Franek na wędrowniczy złaz, a Zuzka na zuchowy biwak), więc czas spedzam raczej na podłodze, ewentualnie na słuchaniu piosenek dla dzieci i na "tany, tany". Nie, wcale nie narzekam. Wręcz przeciwnie.