Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą urodziny

15 lat, 5 lat, 80 dni i miesiąc później

Pora może na trochę podsumowań. Bo już widzę tłum naszych czytelników niecierpliwie gryzących paznokcie w wyczekiwaniu na jakieś wiadomości z futraczego obozu. Wybaczcie milczenie, ale jak się nie ma czasami czasu wypić porządnie kawy z żoną, to czas na pisanie bloga tym bardziej idzie w odstawkę. Dokładnie dwa dni temu mieliśmy rocznicę i miesięcznicę w jednym. Rocznica była piętnasta i upamiętniała kamień milowy w naszym życiu, jakim był pierwszy napisany przeze mnie list do mojej przyszłej żony. List był wirtualny, żona nawet nie rozważała wtedy, że będzie żoną, a tym bardziej moją, a ja nie podejrzewałem, że te kilka zdań (podobno bardzo dużo i bardzo długie były) zaważy tak bardzo na życiu nie tylko moim, ale i wszystkich moich bliskich, a tym bardziej nie podejrzewałem tego, że owocami tego listu będą zupełnie nowe życia, w postaci naszych dzieci. I tu dochodzimy do drugiej rocznicy. 5 lat temu jeden z tych owoców ujrzał światło dzienne. Chociaż może nie do końca ujrzał, bo...

Stukanie

Otóż taka jest sytuacja, że na początku grudnia stuka nam kilka rocznic istotnych. Jakoś tak się złożyło, że najpierw 3 dnia miesiąca bieżącego stukneło pannie Dorocie 3 lata życia wesołego. Dzień później nam najstarszej połowie rodziny stukneło 11 lat od zamieszkania pod dachem, pod którym nadal mieszkamy (młodsza połowa Futraków mieszka oczywiście krócej, bo i życie ich krótsze jest nieco, na przykład panny Doroty - zaledwie trzyletnie - ale o tym już chyba było). 5 grudnia mieliśmy przerwę w świętowaniu, mogliśmy wyleczyć kaca i chwilę odpocząć od szampańskiej zabawy, ale tylko po to, żeby już grudnia 6 świętować stuknięcie kolejne - tym razem wydarzenia, od którego wszystko się zaczęło. To właśnie 6 grudnia, mając dość trochę obrabiania zdjęć dzieci z przedszkola na Kabatach, napisałem list (jak się okazało za długi, chociaż wyszło na to, że w sam raz) do niejakiej Iwki, której wtedy nawet wirtualnie nie znałem. A potem już poszło, kawa, kino, jedna impreza, druga impreza, ślub...

Puk! Puk!

Kto tam? To ja, drugi rok Dosi. Tak, tak, panna Dorota skończyła dwa lata. Zleciało, nie? Z tej okazji było rodzinne śniadanie, tort, świeczki, prezenty i zadziwiona, ale uśmiechnięta jubilatka. Niby taka mała, a już taka duża. Aż czasami mnie zaskakuje, jak duże te nasze dzieci już są. Jednym z prezentów był nowy domek dla lalek, który wczoraj i dziś jest rozkładany i przedstawiany na sto różnych sposobów. Domek z właścicielką na zdjęciach poniżej. A przy okazji... Dziś mamy jeszcze jedną rocznicę. Mija dokładnie 10 lat od wprowadzenia się do domu, w którym nadal mieszkamy i który dla nas i dla naszych dzieci jest domem rodzinnym. I wszystko wskazuje na to, że za rok będziemy świętować jedenasty rok pod tym adresem. Oby.

Podaj cegłę

Przy okazji pierwszego w życiu Helki kinderbalu urodzinowego, na który zaprosiła ją koleżanka z przedszkola, bawiły się też i Zuzka i Dosia. Ta ostatnia oprócz zabawy usiłowała też zbudować dom dla taty, ale inne dzieci miały inne plany co do plastikowych cegieł. Niemniej jedną cegłę udało się jej uchronić przed zakusami współbiesiadników ;)

Dobry dzień

40 lat podobno minęło jak jeden dzień. Nie wiem, dla mnie to był bardzo ważny dzień, jego koniec szczególnie. Dobrzy goście, dobre wszystko, a szczególnie dobre spotkania z ludźmi mi najbliższymi.  Nie wiem czy to będzie najważniejszy dzień mojego życia, ale będzie tym "z ważniejszych". Dziękuję wszystkim, którzy się do tego dnia przyłożyli. Wam rodzice szczególnie.

9 i 3

Żeby utrzymać konwencję liczbową... Nazywam się Dorotka, wszyscy mówią na mnie Dosia i właśnie dziś kończę 9 miesięcy i 3 dni. I nie lubię okrągłych rocznic... chociaż sama jestem nieco okrągła :)

2.0

Poznajecie tę panienkę na zdjęciu poniżej? Tę z niebieskimi oczami i rzęsami jak wachlarze? Tę z zadziornym uśmiechem i zaraźliwym śmiechem? Tę samą która będąc taka mała już jest starszą siostrą? Pewnie znacie. A jeśli nie, to poznajcie pannę Helenę. Tę samą, która tydzień temu stała się pełnoprawną dwulatką i nawet próbowała zdmuchnąć świeczki na serniku-torcie. Z tzw. umiarkowanym sukcesem, ale również ze wsparciem starszego rodzeństwa. A teraz popatrzcie sobie. I pożyczcie jej czegoś miłego :)

8

Tak, tak. Dziś panna Zuzanna kończy 8 lat. 8 lat! A jeszcze pamiętam dokładnie jak przemycaliśmy ją w brzuchu Iwki do Irlandii, a potem jak z tego brzucha wyskoczyła, a lekarz ją wyjmujący stwierdził: "Ooo! Massive baby." Jeszcze niedawno leżała taka mała gapa (jak nie przymierzając teraz Dosia), potem raczkowała, by w końcu wstać na nogi i pójść w wielki świat. Jeszcze nie tak dawno chodząc do przedszkola uczyła się dwóch języków jednocześnie, by teraz w obu czytać, pisać i mówić, a do tego dołożyć jeszcze trzeci, którym też się nieźle posługuje (podobno, bo niestety poziomu znajomości irlandzkiego nie jesteśmy w stanie sprawdzić). A dziś kończy 8 lat i chociaż jest o połowę młodsza od swojego brata, to wydaje się już taka duża. Może to przez dwie małe siostry, którymi zdarza się jej opiekować jak to zwykle starsze siostry mają w zwyczaju. Z okazji urodzin bawiliśmy się w Tramore, gdzie goście starsi malowali ceramiczne figurki, a w tym czasie goście młodsi szaleli na...