Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą plac zabaw

Poszukiwacze

Skwapliwie skorzystaliśmy z braku opadów atmosferycznych, słońca nieśmiało łypiącego zza chmur oraz mamy potrzebującej dłuższej chwili spokoju do nauki i wybraliśmy się z maluchami na poszukiwania pierwszych wiosennych śladów. Od razu zepsuję wam humor i napiszę, że śladów było niewiele. "Śladów było niewiele." Bo jednak wiatr wygonił nas z ulubionego placu zabaw nad samym morzem. Bo jednak temperatura ok. 4 stopni powyżej zera to jeszcze nie idealne warunki na zjeżdżanie, bujanie i skakanie. Bo jednak to słońce za słabo jeszcze łypie. Bo jednak zjeżdżalnie i huśtawki nie wyschły jeszcze po nocnych deszczach. Niemniej maluchy były więcej niż zadowolone z ciepłej herbaty, miski frytek i możliwości pobiegania po świeżym powietrzu. A i tata nie gapa, i chętnie pochodził statecznie pomiędzy huśtawkami i innego rodzaju sprzętem rozrywkowym. No i mama nauczyła się tego i owego i może nawet kurs zaliczy (a jaki to może kiedyś sama napisze). W zasadzie same plusy, ale jednak ch...

Znajdź Helkę

Jest taki plac zabaw dla dzieci naszych, na którym przeważnie wiatr urywa nam głowy i porywami swoimi wypędza nas do domu lub do pobliskiej kawiarni. Jednak niedawno wiatru nie było. Wielce zdziwiony tym faktem aż zrobiłem kilka zdjęć. Na jednym z nich można nawet znaleźć Helkę. Za znalezienie nagród nie przewiduję :)

Placyk

Zapakowaliśmy nasze pociechy, dołożyliśmy kolegę Zuzki i pełnym samochodem (pełnym ludzi i śmiechu) pojechaliśmy na jeden z ulubionych placów zabaw, ten w Passage East. Chciałem zrobić dzieciakom parę zdjęć, ale rozbawione umykały zbyt szybko. Dopiero chwila popasu w postaci ciastek zatrzymała cała czwórkę na dłużej niż 5 sekund. Potem było już tylko szaleństwo, najpierw na placu zabaw, a potem jeszcze nad rzeką, która została obrzucona kamieniami w ilości nieprzyzwoitej. Chcąc uniknąć całkowitego zablokowania rzeki (bądź co bądź, ważnego szlaku żeglugowego) stosem kamieni czym prędzej zgarnęliśmy naszą gromadę i zapakowaliśmy do samochodu, by po powrocie do domu być świadkami tego jak świeże powietrze dobrze działa na tempo zasypiani...

Nogi bolą

Nogi bolą. Wszystkich. Konkretnie to bolały wczoraj, ale zabrakło mi też sił w palcach, żeby o tym napisać. Z koleżanką Małgorzatą, która nawiedziła nasze skromne progi, nawiedziliśmy Kilkenny. Najpierw pobliski bazar, a potem samo miasto. Było trochę łażenia po parku, trochę biegania za dziećmi po placu zabaw, trochę oglądania miasta, jakiś lunch w baaaardzo fajnym pubie i dużo zdjęć. Moje ulubione poniżej. Reszta w linku . Do zobaczenia. 

Zdrohelka

Już chyba wyzdrowiała. Chociaż zobaczymy co będzie w nocy.

Łykendzio

Niedziela w zdjęciach. Dziękuję rodzino!

Latające starszaki

Zupełnie niespodziewanie wylądowaliśmy dziś na nowym placu zabaw w Tramore. Na tyle niespodziewanie, że byliśmy na to kompletnie nieprzygotowani ubraniowo, więc był to raczej zwiad bojowy w tym miejscu niż faktyczne odwiedziny. Zimna mgła dość szybko nas wypędziła, ale nie na tyle szybko żeby Zuzka z Frankiem nie skorzystali z fantastycznej huśtawki, która pozwala na prawdziwe bujanie w obłokach. Szczególnie jeśli te obłoki dotykają ziemi, tak jak to miało miejsce dziś. Zresztą zobaczcie sami.