Do biblioteki lubiliśmy chodzić zawsze. Kiedyś już nawet już o tym pisałem. A ostatnio z racji wakacji mamy nieco więcej czasu na odwiedzanie tego przybytku cztelnictwa i innych intelektualnych przyjemności. Helka zafascynowana liczbą książek aż zdecydowała sobie wyrobić kartę do biblioteki i od ponad miesiąca dumnie wypożycza "piękne książeczki", jak sama o nich mówi. Bo na razie główym kryterium wyboru jest okładka, im kolorowsza i z ładniejszym obrazkiem, tym lepsza. Może z czasem zainteresowanie przerzuci się bardziej na to co w środku. Nadzieja jest, bo starsza siostra już raczej treścią się interesuje a nie okładkami. Chociaż dziś poszła zdecydowanie w ilość i pożyczyła jedną z najgrubszych książek jakie udało się znaleźć. Dowód załączony na obrazku: Dla tych o słabszym wzroku lub tych, którzy nie założyli okularów wyjaśnienie - jest to "Wojna i pokój" Tołstoj, oczywiście po angielsku. A dlaczego akurat ta książka? Ci, którzy mieli to szczęście i obejr...
Futraki jakie są każdy widzi