Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą kawa

Kawa!

Miejsce akcji: salon. Czas akcji: dziś, ok. 10.00 Dosia układa do snu lalkę i królika. - Lala pi. Ciii. Ulik pi. Ciiii. Po chwili obok przykrytych lalki i królika każe się położyć na podłodze tacie. - Tata pi. I przykrywa tatę malutką kołderką zasłaniającą jakieś 5% jego pokaźnego ciała. Kiedy już wszyscy są ułożeni do snu Dosia sama kładzie się na kanapie i zamyka oczy. - Ja pi. Mija 5-6 sekund. Dosia otwiera oczy i krzyczy: - Ama ama, płatki. Ulik! Lala! Podbiega do lalki i królika, podaję im kubek i udaje, że je karmi (prawdopodobnie właśnie płatkami). Tata czuje się nieco zaniedbany i pyta nieśmiało: - Tata też ama płatki? Dosia patrzy i myśli przez chwilę, po czym z pełną powagą stwierdza: - Nie. Tata kawa. Koniec akcji. I tylko zastanawia mnie jed...

Takie dni

Dla takich dni jak ten człowiek żyje.  Tak można w skrócie podsumować 14 marca. A dlaczegóż to? A dlategóż, iż ponieważ :) Zaczęło się od tego, że pracę skończyłem o 13 czyli miałem w perspektywie pół dnia wolnego, słońce w pełni, rześki wiatr w plecy i rower. Cóż było robić.... Kawę można było wypić na mieście że znajomym, na przykład. No to skoro można było, to się wypiło. Potem się pojechało odebrać Zuzkę ze szkoły, co córkę niezmiennie jeszcze cieszy. I do parku się skoczyło.  I maluchy odebrało się z przedszkola. I żonę ze szkoły całkiem dla niej niespodziewanie. I wróciło się spacerem do domu w rodzinnym gronie i w zachodzącym słońcu (co udało się uwiecznić na zdjęciu poniżej). I zjadło się w szóstkę obiad (co ostatnio rzadziej się udawało, bo nawał obowiązków nie zawsze pozwalał) i posiedziało się spokojnie przez parę chwil.  A wieczorem jeszcze raz rower został ruszony, żeby sobie nie myślał, że będzie się w taką pogodę wylegiwał w komórce. Zabrałem Helkę na fote...

Pchły pchłę pchły

Tytuł zawdzięczacie drodzy czytelnicy dzisiejszemu pchlemu targowi w New Street Gardens. Wybraliśmy się, obejrzeliśmy, posililiśmy się conieco, dzieci się wyhasały do woli, a nawet chyba coś kupiliśmy, żeby nie było... Jeśli tylko klimat się utrzyma, podobnie jak pogoda, wróżę temu miejscu potencjał na stanie się celem niedzielnych wypraw rodzinnych na tzw. łono natury chociaż natura to raczej okiełznana i taka miejska, ale trudno w centrum miasta wymagać dzikiej dziczy z biegającą dziko dziczyzną. Sam pchli targ można obejść i obejrzeć w dosłownie 10 minut (ewentualnie 20 wolnym krokiem), ale przecież nie o to chodzi. Chodzi o spotkanie kilku znajomych, puszczenie dzieci samopas i znalezienie chwili dla siebie przy kawie (choćby ta kawa była słabą lurą). Taki niezobowiązujący niedzielny ...

Ku zdrowotności!

Mówili: "Zdrowe koktaile, wyśmienite!" Mowili: "Dzieci będą zachwycone, zdrowe i piękne." Mowili: "Same naturalne składniki, owoce i inne takie." A wyszło tak jak na załączonym obrazku.