Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą plaża

Prawie wiosna

Już lekko czujemy, że nadchodzi. Już jakby czaiła się gdzieś w opłotkach i nieco nieśmiało wychylała głowę. Jeszcze nie przyszła w pełni, ale jest już tuż, tuż... Częściej wychodzimy na spacery, częściej siadamy na schodach przed domem, dzieci coraz więcej malują kredą na podjeździe, a popołudniami ciągną nas na spacery tu czy tam.  Jak to w tym starym kawale - wszystko wyłazi spod ziemi.  I nawet nasz kwietnik przed domem (który wykonałem swego czasu sam, tymi ręcami) został uprzątnięty przez małżonkę szanowny. Znak to niechybny, że już zaraz będziemy się cieszyć jakimiś kwiatkami przed oknem.  I chociaż dziś akurat trochę kąpie z nieba (w końcu to jednak Irlandia, a nie jakieś Sahara), to już i dnie coraz dłuższe i temperatury nieco wyższe. Znaczy się niedługo będziemy korzystać z uroków pogody.  Na razie tylko takie małe popołudniowe wyprawki robimy. Na przykład taki wypad do Woodstown, na plażę, żeby dać się wysmagać wiosennemu wiatrowi. 

Plażing i relaksing

Korzystamy sobie z pogody, a ta w zamian nas rozpieszcza. Z nieba nie znika wielka żółta kula, a samo niebo ma kolor mocnego błękitu z miejscowymi domieszkami bieli. Generlanie sielanka pogodowa. Niektórzy narzekają, że upał, że gorąco, że pot się leje i takiew tam. Inni znów niezadowoleni, że aura akurat postanowiła być łaskwa kiedy młodzież licealna pisze matury i inne egzaminy końcowe. Cóż, najwyżej będą potem młodzieńcy i młodzieńczynie wytłumaczenie dlaczego tak słabo im poszło. A my leżąc na plaży czy patrząc jak dzieci biegają po parku mamy tylko nadzieję, że wśród tych tłumaczących się nie będzie Franka. Bowiem i nasz pierworodny też składa egzaminy maturalne, jak to się drzewiej mawiało. I dziś w ramach męczenia maluchów i odstresowania najstarszego (chociaż mam wrażenie, że to rodzice bardziej się stresują niż on sam), zabraliśmy naszą bandę na plażę. Było tak: Szczerze polecamy :)

Kąpanie vs. kopanie

Jedna się kąpała, a druga kopała w piasku. Tata tymczasem przeważnie leżał na kocu spoglądając to na jedną, to na drugą z jednakową troską i ciesząc się tymi chwilami. W hotelu nieopodal dwóch gitarzystów grało rockowe i irlandzkie standardy i wydawało się, że wszystko jest idealnie. I było. Przynajmniej do chwili, kiedy fale przypływu nie zaczęły niebezpiecznie zagrażać niezwykle wygodnemu kocykowi i pełnej niespodzianek dziurze z wodą. Wtedy tata zebrał córeczki, zapakował do samochodu i, zahaczając o budkę z lodami, zabrał je do domu. Takie popołudnia warto zapamiętać. Często się nie zdarzają.