Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą maluchy

Poleciał

Zostało nas pięcioro, niczym te palce u jednej ręki (lub nogi). Oficjalnie w czwartek nasz pierworodny spakował swój dobytek (jak się okazuje niecały) zapakował go do samochodu (nieswojego, bo prawa jazdy jeszcze nie ma) i przeniósł się do swojego nowego domu. Jednym słowem: wyprowadził się. 5 minut przed wyprowadzką - wielka radość Trochę to dziwne uczucie, ale nie jakoś szczególnie szokujące, bo do wyprowadzi szykował się przynajmniej kilka tygodni, a od kilku dni wiedział już dokąd się przenosi. My też nie prosiliśmy usilnie, żeby został. Wprost przeciwnie, wyprowadzka radość wielką nam sprawiła. Bo po pierwsze, pełnoletni człowiek musi w końcu się usamodzielnic, a im wcześniej wyleci z gniazda i odetnie pępowinę, tym lepiej. Po drugie, jakoś chyba lepiej nam się dogaduje z Frankiem kiedy widzimy go mniej i mniej nam rzucają się w oczy jego nastolatkowe jeszcze zachowania. Po trzecie wreszcie, chłopak kończy szkołę i będzie miał całkiem ciekawy zawód, pracuje na pełny etat, wię...

Plażing i relaksing

Korzystamy sobie z pogody, a ta w zamian nas rozpieszcza. Z nieba nie znika wielka żółta kula, a samo niebo ma kolor mocnego błękitu z miejscowymi domieszkami bieli. Generlanie sielanka pogodowa. Niektórzy narzekają, że upał, że gorąco, że pot się leje i takiew tam. Inni znów niezadowoleni, że aura akurat postanowiła być łaskwa kiedy młodzież licealna pisze matury i inne egzaminy końcowe. Cóż, najwyżej będą potem młodzieńcy i młodzieńczynie wytłumaczenie dlaczego tak słabo im poszło. A my leżąc na plaży czy patrząc jak dzieci biegają po parku mamy tylko nadzieję, że wśród tych tłumaczących się nie będzie Franka. Bowiem i nasz pierworodny też składa egzaminy maturalne, jak to się drzewiej mawiało. I dziś w ramach męczenia maluchów i odstresowania najstarszego (chociaż mam wrażenie, że to rodzice bardziej się stresują niż on sam), zabraliśmy naszą bandę na plażę. Było tak: Szczerze polecamy :)

W skrócie...

Tak na szybko garść informacji co tam u nas słychać. Wcale nie najważniejszych, raczej tych udokumentowanych na obrazkach powszechnie zwanych zdjęciami. No to zaczynamy. Dwie najmłodsze pociechy lubią karteczki i kredeczki. A z połączenia robią takie obrazeczki: I w zbliżeniu: Na obrazku możemy zauważyć Helkę i Dosię idące na spacer ze świnką. Za nimi idzie mama i tata oraz kolega Kamil. A nad nimi lata helikopter (chociaż Dosia twierdziła kiedyś, że to wcale nie Heli kopter, tylko Dosi kopter). Poza tym świeci słońce i płyną po niebie chmurki. Sielanka. Pociecha nieco starsza dostała ostatnio wyczekany mundur harcerski. W wyczekanym mundurze harcerskim prezentuje się tak: Zacnie, nieprawdaż? I może teraz dumna i blada chodzić na zbiórki, jeździć na obozy, biwaki i inne takie i owakie. Rozpocząl się sezon na zdjęcia na armacie, czyli robi się na tyle ciepło i popołudniowo jasno, że wyprawa do parku po obiedzie będzie coraz częściej normą niż wypadkiem przy pracy. A d...

Poszukiwacze

Skwapliwie skorzystaliśmy z braku opadów atmosferycznych, słońca nieśmiało łypiącego zza chmur oraz mamy potrzebującej dłuższej chwili spokoju do nauki i wybraliśmy się z maluchami na poszukiwania pierwszych wiosennych śladów. Od razu zepsuję wam humor i napiszę, że śladów było niewiele. "Śladów było niewiele." Bo jednak wiatr wygonił nas z ulubionego placu zabaw nad samym morzem. Bo jednak temperatura ok. 4 stopni powyżej zera to jeszcze nie idealne warunki na zjeżdżanie, bujanie i skakanie. Bo jednak to słońce za słabo jeszcze łypie. Bo jednak zjeżdżalnie i huśtawki nie wyschły jeszcze po nocnych deszczach. Niemniej maluchy były więcej niż zadowolone z ciepłej herbaty, miski frytek i możliwości pobiegania po świeżym powietrzu. A i tata nie gapa, i chętnie pochodził statecznie pomiędzy huśtawkami i innego rodzaju sprzętem rozrywkowym. No i mama nauczyła się tego i owego i może nawet kurs zaliczy (a jaki to może kiedyś sama napisze). W zasadzie same plusy, ale jednak ch...

Młodziaki

Starszaki wyjechały na wakacje do dziadków, cioć, wujków, więc my niczym młode małżeństwo z małymi dziećmi spędzamy czas na relaksie. Na przykład nad morzem, w naszej ulubionej kawiarni Moe's. Przygrywa nam Ed Sheeran, dzieci jedzą muffiny, my małą kolację. Jest uroczo, tym bardziej że pogoda nas całkiem rozpieszcza. Dobrze nam tak.

Hopla hopla

Działa! Od dziś! Dzięki wujkowi i cioci! I dzięki uporowi żony oraz moim zdolnościom manualnym. Mamy w ogrodzie urządzenie do skakania dające dzieciom furę frajdy plus nieco spokoju rodzicom. Mówiąc krótko - dorobiliśmy się trampoliny. Zajęła miejsce ulubionego foliaka Iwki, który ostatnio popadł w niełaskę i zaczął się lekko sypać. A jak się okazało przy rozbiórce, mógł wkrótce stać się poważnym zagrożeniem dla zdrowia osób przebywających w jego pobliżu. No dobra, z tym zagrożeniem to przesada, ale jeszcze sezon, może dwa foliak sam by się rozpadł. Zatem uprzedziliśmy fakty i rozpadliśmy go sami. A jego miejsce z dumą zajęła trampolina. Ku fascynacji i uciesze naszej małej gromadki. I także ku uciesze rodziców, bo zmęczone maluchy zasn...