Jest tak, że nasza córka średnia Helką zwana (choć niektóre panie w przedszkolu zwały ją Helgą) maluje na potęgę farbami, kredkami, długopisami, a nawet niestety kamykami po lakierze naszego samochodu. Z tej jej fascynacji malunkami wszelkiego rodzaju pozostają nam sterty kartek mniejszych i większych zapełnionych
kolorowymi i czarno-białymi, lub utrzymanymi w odcieniach szarości, rysunkami.
Sterty rosną, chociaż czasami, kiedy Helka nie widzi, pozbywamy się części dzieł. Wiem, że przyszłe pokolenia nie wybaczą nam tego, że bezpowrotnie utraciły tyle dzieł tak płodnej artystki, ale cóż zrobić, kiedy dom nie jest z gumy, a galerie w naszym mieście jeszcze nie przyjmują jej prac do swoich stałych ekspozycji.
Na razie musimy zadowolić się naszą małą prywatną galerią, w której tymczasowo prezentowane są najlepsze z prac Helki z ostatniego okresu. Ostatnio dzięki inwencji Iwki i mojego zmysłu technicznego galeria przeniosła się z drzwi lodówki na sznurki zawieszone na nieużywanych drzwiach do salonu. I przybrała taką formę:

Akurat zawisł w niej najnowszy portret mamy artystki, czyli po prostu Iwki.
Wśród prac, które mamy okazję podziwiać w tym tygodniu znalazł się też portret taty, który chwilę był portretem bałwana. Tak jakby to była jakakolwiek różnica:

A na ulotnym podręcznym szkicowniku przez chwilę widniał taki oto szkic portretu mamy:

I co wy na to, krytycy malarstwa?
kolorowymi i czarno-białymi, lub utrzymanymi w odcieniach szarości, rysunkami.
Sterty rosną, chociaż czasami, kiedy Helka nie widzi, pozbywamy się części dzieł. Wiem, że przyszłe pokolenia nie wybaczą nam tego, że bezpowrotnie utraciły tyle dzieł tak płodnej artystki, ale cóż zrobić, kiedy dom nie jest z gumy, a galerie w naszym mieście jeszcze nie przyjmują jej prac do swoich stałych ekspozycji.
Na razie musimy zadowolić się naszą małą prywatną galerią, w której tymczasowo prezentowane są najlepsze z prac Helki z ostatniego okresu. Ostatnio dzięki inwencji Iwki i mojego zmysłu technicznego galeria przeniosła się z drzwi lodówki na sznurki zawieszone na nieużywanych drzwiach do salonu. I przybrała taką formę:
Akurat zawisł w niej najnowszy portret mamy artystki, czyli po prostu Iwki.
Wśród prac, które mamy okazję podziwiać w tym tygodniu znalazł się też portret taty, który chwilę był portretem bałwana. Tak jakby to była jakakolwiek różnica:
A na ulotnym podręcznym szkicowniku przez chwilę widniał taki oto szkic portretu mamy:
I co wy na to, krytycy malarstwa?
Komentarze
Prześlij komentarz