Wakacje zbliżają się do nieuchronnego końca. Dzieci szykują się do powrotu do szkoły. Iwka szykuje się do powrotu do rękodzielniczego świata. Ja szykuję się do faktycznego odczucia jak to jest kiedy weekend wypada mi w środku tygodnia.
I co najważniejsze Helka szykuje się do pójścia do przedszkola, a właściwie żłobka, bo tutaj oba te przybytki nazywają się "crèche". Dziś oficjalnie potwierdziliśmy naszą gotowość oddania najmłodszej pociechy pod opiekę przemiły pań w przedszkolu (w większości tych samych które opiekowały się Zuzką zanim ta poszła do szkoły) a Helka potwierdziła że potrzebuje kontaktu z innymi dziećmi i zabawy nowymi zabawkami. Pierwsza wizyta próbna już za tydzień, a od września przez cztery godziny dziennie będzie się bawiła i uczyła gadać w narzeczu Szekspira.
Mamy nadzieję, że codziennie będzie równie uśmiechnięta jak dziś i że podobnie jak Zuzka nie będzie chciała wychodzić z przedszkola.
Oj... Rosną dzieci i z domu powoli wylatują.
Kilka dni temu jechałem ze znajomym w dłuższą drogę i była okazja do pogadania o tym i owym. Takie trochę "nocne Polaków rozmowy" tyle że rano i w samochodzie, więc bez procentów. Tematów było dużo, ale oczywiście w końcu zeszło na politykę. Bo jakże by to było tak bez polityki w polskim gronie. A skoro polityka to wiadomo... narzekanie i psioczenie na polską, pożal się Boże, klasę polityczną, która z klasą to może ma wspólną jedynie nazwę, ewentualnie konto na "Naszej Klasie". I tak w trakcie głośnego zastanawiania się nad powodami obecnego spsienia, czy mówiąc delikatniej, zepsucia sceny politycznej skrystalizowała mi się taka myśl, która od dawna chodziła mi po głowie. Padło pytanie znajomego, dlaczego w latach 20-tych wszystkie, lub niemal wszystkie ważne parti...
Komentarze
Prześlij komentarz