wtorek, 19 kwietnia 2011

słońce, morze i my

Było niedzielne wczesne popołudnie kiedy zapakowaliśmy dzieci do samochodu, piłkę i frisbee do bagażnika, przybraliśmy dziarskie miny i uśmiechy i naszym wiernym Oplem popędziliśmy na spotkanie przygody, czyli do Passage East. Przygoda przybrała postać placu zabaw, jednego z naszych ulubionych, oraz okolicznych poletek, gdzie mecz Franek-Iwa kontra Krzysiek zakończył się sromotną porażką tych pierwszych. Bramek nawet nie liczyłem, bo zabrakło palców :)
A zabawa na placu zabaw wyglądał o tak właśnie:



W trakcie meczu okazało się, że to dobrze, że nikt z nas nie miał mocnego wykopu, bowiem drzewo stojące za bramką było najwyraźniej pożeraczem piłek wszelkiego rodzaju. W jego gałęziach Iwka doliczyła się 7 zdobyczy. A Franek nie byłby sobą, gdyby nie próbował owych zdobyczy wyrwać z gardzieli potwornego drzewa. Niestety wszelkie próby spełzły na niczym.

Nieopatrznie obiecałem rodzinie pyszne lody, więc obietnicę trzeba było spełnić. Żeby tak łatwo jednak nie było, pojechaliśmy do Dunmore East zjeść lody na klifach. A co!!
Jak widać lody na klifach smakują wyśmienicie:

A pół godziny potem znad morza nadeszła sobie chmura, spowiła miasto i już nie było tak pięknie. Więc zawinęliśmy się do domu, gdzie dotlenieni i lekko opaleni ze smakiem spałaszowaliśmy obiad.
A chmura w Dunmore East wyglądała tak:


A z nowości domowych... Zuzka wprowadziła się do pokoju Franka, a Franek z pokoju Zuzki zrobił sobie "gabinet". A wszystko to w celu powstrzymania naszej najmłodszej latorośli przed przychodzeniem do rodziców w nocy. Może jak będzie miała brata bliżej to będzie jej się lepiej spało. I nam też.
O skutkach przeprowadzki damy znać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz