Zostało nas pięcioro, niczym te palce u jednej ręki (lub nogi). Oficjalnie w czwartek nasz pierworodny spakował swój dobytek (jak się okazuje niecały) zapakował go do samochodu (nieswojego, bo prawa jazdy jeszcze nie ma) i przeniósł się do swojego nowego domu. Jednym słowem: wyprowadził się.
Trochę to dziwne uczucie, ale nie jakoś szczególnie szokujące, bo do wyprowadzi szykował się przynajmniej kilka tygodni, a od kilku dni wiedział już dokąd się przenosi. My też nie prosiliśmy usilnie, żeby został. Wprost przeciwnie, wyprowadzka radość wielką nam sprawiła. Bo po pierwsze, pełnoletni człowiek musi w końcu się usamodzielnic, a im wcześniej wyleci z gniazda i odetnie pępowinę, tym lepiej. Po drugie, jakoś chyba lepiej nam się dogaduje z Frankiem kiedy widzimy go mniej i mniej nam rzucają się w oczy jego nastolatkowe jeszcze zachowania. Po trzecie wreszcie, chłopak kończy szkołę i będzie miał całkiem ciekawy zawód, pracuje na pełny etat, więc nie ma powodu, dla którego nie miałby zasmakować życia na własny rachunek.
A do tego wszystkiego jeszcze Zuzka idzie od września do gimnazjum i należałoby ją umieścić we własnym pokoju, a nie trzymać w pełnym zabawek pokoju z maluchami. Wyprowadzka Franka zdarzyła się w jak najlepszym momencie, dla niego, dla nas, dla Zuzki i dla reszty futraczej ferajny. Zuzka już przebiera a nóżkami, żeby zająć pokój po Franku, a maluchy ucieszyły się, że mają w końcu wszystkie swoje zabawki w jednym pokoju. A my ucieszyliśmy się, że domek dla lalek i peryferia zostały wprowadzone z naszej sypialni, która przestała wyglądać jakby najechało ją stado dzików.
Czyli wszyscy coś zyskali.
Ale najwięcej mimo wszystko zyska chyba Franek. Oprócz tego, że straci parę euro na wynajęcie pokoju. W zamian będzie miał tak upragnioną wolność i niezależność (tak jakby rodzice go w domu więzili i uzależniali od czegoś). Zyska też tak przydatne umiejętności jak zrobienie prania czy zakupów. Pozna ceny papieru toaletowego i pasty do zębów. Sprawdzi ile kosztuje internet i prąd.
No i nareszcie skońćzy się narzekanie, że pusta lodówka, że ktoś czegoś nie kupił. Jak sobie sam nie kupi, to nie będzie miał. Ech.... Proza życia.
W zasadzie lepiej, żeby dopadła go teraz i nauczyła żyć póki jeszcze młody jest, dzieci na głowie nie ma, za to ma dużo swobody w podejmowaniu ważnych decyzji. Lepiej teraz niż za lat kilka lub kilkanaście, kiedy Franek miałby lat 30 czy 40 i nadal nie potrafiłby sam sobie poradzić z pralką czy zakupami. A z opowieści znajomych nieco tylko starszych od Franka przypadki takich mało rozgarniętych dorosłych (wydawałoby się) ludzi wcale nie są w Irlandii odosobnione. Odsetek 30-latków mieszkających z rodzicami i narzekających na swój los okazuje się wcale wysoki.
Pozostaje się cieszyć, że Franek ów odsetek zaniży.
Co z tego będzie dalej, się zobaczy. Na razie synek pisze egzaminy w szkole, a jak napisze, będzie miał wakacje. A jak zarobi i oszczędzić, to może nawet gdzieś na wakacje wyjedzie. I może łaskawie nawet da nam znać, że wyjeżdża. Bo przecież nie musi.
![]() |
5 minut przed wyprowadzką - wielka radość |
A do tego wszystkiego jeszcze Zuzka idzie od września do gimnazjum i należałoby ją umieścić we własnym pokoju, a nie trzymać w pełnym zabawek pokoju z maluchami. Wyprowadzka Franka zdarzyła się w jak najlepszym momencie, dla niego, dla nas, dla Zuzki i dla reszty futraczej ferajny. Zuzka już przebiera a nóżkami, żeby zająć pokój po Franku, a maluchy ucieszyły się, że mają w końcu wszystkie swoje zabawki w jednym pokoju. A my ucieszyliśmy się, że domek dla lalek i peryferia zostały wprowadzone z naszej sypialni, która przestała wyglądać jakby najechało ją stado dzików.
Czyli wszyscy coś zyskali.
![]() |
5 minut w nowym pokoju - załamka |
No i nareszcie skońćzy się narzekanie, że pusta lodówka, że ktoś czegoś nie kupił. Jak sobie sam nie kupi, to nie będzie miał. Ech.... Proza życia.
W zasadzie lepiej, żeby dopadła go teraz i nauczyła żyć póki jeszcze młody jest, dzieci na głowie nie ma, za to ma dużo swobody w podejmowaniu ważnych decyzji. Lepiej teraz niż za lat kilka lub kilkanaście, kiedy Franek miałby lat 30 czy 40 i nadal nie potrafiłby sam sobie poradzić z pralką czy zakupami. A z opowieści znajomych nieco tylko starszych od Franka przypadki takich mało rozgarniętych dorosłych (wydawałoby się) ludzi wcale nie są w Irlandii odosobnione. Odsetek 30-latków mieszkających z rodzicami i narzekających na swój los okazuje się wcale wysoki.
Pozostaje się cieszyć, że Franek ów odsetek zaniży.
Co z tego będzie dalej, się zobaczy. Na razie synek pisze egzaminy w szkole, a jak napisze, będzie miał wakacje. A jak zarobi i oszczędzić, to może nawet gdzieś na wakacje wyjedzie. I może łaskawie nawet da nam znać, że wyjeżdża. Bo przecież nie musi.
Komentarze
Prześlij komentarz