piątek, 6 września 2013

W niedoczasie.

Mam wrażenie, że wciąż tylko słyszę ... czas jak z bicza trzaska!
Sierpień minął, wizyta babciowa i zaopatrywanie dzieci w akcesoria szkolne. Co jak co, ale synek do szkoły mundurkowej, a synek nietypowy, więc mieliśmy trochę spacerowania (wrrr - niecierpię spacerowania po sklepach).



Franek zaczął już 26 sierpnia, Zuzka 28.
Potem starszy Futrak wyfrunął na parę dni relaksu, i zostałam sama z trójcą, potem wrócił, trzy dni nas pogłaskał i wybył na dłużej, acz bliżej.
Jak ja sobie radzę. No zaadaptowałam dodatkowe ręce, i w takim składzie źle nie jest. Tym bardziej, że te ręce są synowe/Frankowe i ... tak pomocne, że czasem wzruszam się nad tą ...przemianą. Przemianą na dobre i coraz lepsze.
Moje za to ręce są wydłużone do ziemi, bowiem wszędzie tacham ze sobą fotelik samochodowy z Helutkiem, tudzież tacham samego Helutka bez fotelika.
Reszta za chwil parędziesięt jak Helenka odpłynie w senek...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz