poniedziałek, 5 sierpnia 2013

trzy dni w chuście

Pierwszy weekend sierpnia to tak naprawdę wcale nie "pierwszy weekend sierpnia" tylko "Weekend Spraoi", to tak naprawdę trzy szalone dni, po których bolą nogi, plecy (a niektórych i głowa), ale które wspomina się przez cały kolejny rok i na które czeka się kolejne 12 miesięcy.
Bo Spraoi to festiwal, który lubimy i polecamy. To takie trzy dni, podczas których Waterford ściąga niczym magnes nie tylko zwykłych turystów, ale też różne dziwne postacie, nie tylko artystów, ale też ludzi robiących dziwne rzeczy, a chcących uchodzić za artystów. Nie wszystko jest fajne... albo inaczej... nie wszystko nam się podoba, ale taki już urok teatrów ulicznych, że nie każdemu pasuje w nich wszystko.
W zasadzie każdy Weekend Spraoi zaczynam już jakiś tydzień wcześniej oglądając program i zastanawiając się co może być fajne, co może nam się spodobać, co sprawi, że przez cały dzień będziemy chodzili z głowami w chmurach, a z drugiej strony, co może być zaledwie namiastką zabawy nie wartą naszej uwagi. A i tak zwykle jest tak, że planowanie planowaniem, a rzeczywistość swoje i czasami wylądujemy na przedstawieniu, którego nie planowaliśmy, albo nie zobaczymy czegoś, co zobaczyć chcieliśmy. Cóż, uroki teatru pod chmurką, posiadania dzieci i przypadków losowych.
W tym roku oprócz naszej zwykłej dwójki amatorów sztuki ulicznej mieliśmy jeszcze pod opieką małą Helkę i babcię całej trójki naszych pociech. Obie zupełnie bezproblemowe, Helka zawiązana w chuście grzecznie spała przyklejona do taty, a babcia chętnie spacerowała z nami, pomogła w ogarnięciu dzieciaków i jeszcze podrygiwała wesoło przy muzyce. Znaczy, chyba się podobało.
A co widzieliśmy?
W piątek w dużej mierze "dzień kuchenny", czyli żarty kucharzy lub kelnerów, a w każdym razie związane z gastronomią. Zwykle były to jedne z najfajniejszych występów, w tym roku lekko zawiodły. I Nakupelle i Naked Lunch. Z zupełnie innych powodów. Pierwszy niby śmieszny, ale brakowało mu czegoś do porwania tłumów. Drudzy panowie oparli swój występ na rozbieraniu się do rosołu... czym przyćmili fajne momenty, chociażby "Bolero" zagrane na garnkach i patelniach, czy żartobliwy epizod z marchewką. Jednak do BackUp Theatre z ubiegłego roku było im daaaaleko.
Kucharze ze Spraoi 2012 - mistrzostwo świata

Na szczęście potem było już lepiej. Pagottic zachwycił swoimi machinami, konstrukcjami i naprawdę dobrą zabawą, a Pull Up Orchestra rozruszała całą uliczkę i jak dla mnie była najlepszym punktem piątkowego programu, na tyle najlepszym, że bez wahania kupiłem ich płytę.
Potem były jeszcze trzy panienki-akrobatki, które oglądałem z oddalenia, bo Helce nie przypadła do gustu oprawa dźwiękowa (w przeciwieństwie do Pull Up Orchestra, która mimo swojej energii skutecznie Helkę uśpiła). A na koniec tańce na ścianie, czyli Hiszpanie na szklanej tafli Waterford Crystal. Wrażenie niezłe, muzyka też OK, niestety zmęczenie materiału nie pozwoliło nam obejrzeć do końca.

Sobota zaczęła się śmiesznie od lokalnego magika Jacka Wise'a. Przekrój sztuczek spory, od znanych ze znikającymi piłkami i zegarkiem, po mniej znane z odczytywaniem niespodziewanie wyrwanych stron z książki, po brzuchomówczy numer, który rozbawił mnie do łez. I chyba nie tylko mnie, bo publika wydawała się zachwycona.
Potem jeszcze Little Big Men, czyli dwóch niepoważnych facetów przebranych za lalki i Strong Lady, czyli siłaczka z Australii popisująca się swoją tężyzną z takim wdziękiem i humorem, że aż Franek przełamał nieśmiałość (hehehe....) i zrobił sobie z niż zdjęcie, a Zuzka już do końca dnia kazała się mianować The Strong Lady i podziwiać jej niezwykłą siłę.
Strong Man i Strong Lady - para jak z żurnala
W oczekiwaniu na ciąg dalszy posililiśmy się kawą i kanapką, a Zuzka niespodziewanie zmieniła się w dalmatyńczyka.
Jeden z nielicznych psiaków, na które nie mam uczulenia
Odpoczęci, napici, najedzeni znów wysłuchaliśmy Pull Up Orchestra, znów kupiliśmy płytę (bo młodych trzeba wspierać) i tylko z niejakim niepokojem spoglądaliśmy przez ramię na zbierające się za nami ciemne chmury. Niestety chmury okazały się być szybsze niż planowane zakończenie soboty i deszcz przerwał występ Tumble Circus. Chociaż wcześniej ten sam występ przerwała niezbyt przytomna pani, która widząc aktorów udających małżeńską sprzeczkę bez oporu podeszła do artysty i przyłożywszy mu pięknym sierpowym zostawiła i jego, i jego partnerkę i całą publiczność w osłupieniu. Dopiero po sekundzie lub dwóch wszyscy zrozumieli, że ten cios nie był częścią przedstawienia, a panią i jej puszką piwa zajęli się ochroniarze. Ot, los niezrozumianego artysty.
Niestety puenty, a nawet rozwinięcia występu Tumble Circus nie było nam dane obejrzeć, bo potoki wody skłoniły nas do szybkiego odwrotu w kierunku najbliższego postoju taksówek.
Potem już był tylko szybki pad na łóżka i równie szybki sen.

A niedziela? Okazała się przedłużeniem nocnego odpoczynku. Jedynie Franek poczuł się na siłach, żeby coś obejrzeć z szerokiej niedzielnej oferty Spraoi. Reszta postanowiła zalec i zebrać siły na wieczorną paradę i fajerwerki, co okazało się strategią na tyle skuteczną, że wieczorem była i energia i chęć do wyjścia w miasto.
Parada w tym roku krążyła wokół tematów morskich, a zakończona marynarzami śpiewającymi "Don't worry, be happy" pozytywnie nastroiła tłumy widzów, które potem szybko rozstawiły się wzdłuż rzeki by obserwować jeden z najfajniejszych pokazów fajerwerków jakie widziałem. Niby takie nic, niby taka prosta rozrywka, a jednak ciągle zachwyca, szczególnie kiedy z zupełnego nienacka nad samą głową wybucha prawdziwy parasol kolorowych fajerwerków.
Dzieciaki padnięte były ale zachwycone. Zresztą podobnie jak dorośli. Jedynie Helenka jakoś nie skorzystała z bogatej oferty Spraoi, a jedynie wyspała się za wszystkie czasy przywiązana przez trzy dni chustą do taty. Ale podejrzewam, że już za rok może być jednym z naszych głównych motorków napędzających nasze festiwalowe podróże.

Zatem do zobaczenia za rok na Spraoi!

A tych, którzy wciąż nie wiedzą, co to jest to całe Spraoi, zapraszam tutaj - http://www.spraoi.com/. Poznawajcie i przybywajcie, bo warto :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz