wtorek, 7 listopada 2017

Helenkowe Story Cubes

Sprawdziłem dziś czy nasze maluchy łapią już o co chodzi w Story Cubes. I o ile Dosię bawiło głównie rzucanie kostkami po stole, Helka załapała niemal natychmiast.
Zresztą posłuchajcie sami:
"Nie wiem co to jest, ale był taki domek. I w nim była lampa. I ona czytała książkę. I miała oko. A jak miała obiad, to zjadła kostkę. I jeszcze nogę taty. A potem była waga i ona się uśmiechała. Lampa. I była siostra i ona była smutna. Ale druga była happy."


I co myślicie? Dała radę jak na pierwszy raz ze Story Cubes?

To tyle na szybko, bo już mnie szarpie na nogę i woła: "Tato, teraz ty. Kostki! Gramy?"

niedziela, 15 października 2017

Dobre miejsce

Jest takie miejsce zwane Glencomeragh. Oprócz tego, że w ciągu roku szkolnego kształci dobrych ludzi, to raz w miesiącu umożliwia spotkania katolickich rodzin z okolic bliższych i dalszych. W prawdziwie dobrej, ciepłej i spokojnej atmosferze można tam spędzić kilka godzin i odetchnąć tą atmosferą pełną piersią, a jednocześnie garściami czerpać z rozmów i spotkań ludzi, którzy żyją według podobnych zasad. I okazuje się, że wcale nie jesteśmy jakimiś dziwakami, co szczególnie istotne jest w przypadku dzieci starszych i młodzieży. Jeśli taki Franek widzi, że w takim Glencomeragh mieszkają młodzi ludzie w jego wieku, którzy prawdziwie żyją wiarą a jednocześnie nie są dziwakami; jeśli Zuzka widzi, że rodzin takich jak nasza jest więcej, łatwiej będzie i Frankowi i Zuzce także według tych wartości żyć. I choćby po to warto tam pojechać raz w miesiącu. Posłuchać kilku słów od biskupa, pogadać z kimś, pospacerować, zjeść wspólny lunch, czy wreszcie razem się pomodlić, bo czasem w biegu codzienności nie ma na to czasu.
Dobre to miejsce. I chcę wierzyć, że my też jesteśmy lepsi dzięki tym spotkaniom.
A poza tym tam jest zwyczajnie ładnie. Zresztą zobaczcie sami.


piątek, 13 października 2017

Muzyczne gadki

Odbieram Helkę ze szkoły, w samochodzie leci "Hlaskower rock" The Analogs. Helka siada z tyłu, słucha przez chwilę i pyta:
- Tato, kto to śpiewa?
- The Analogs.
Helka myśli przez chwilę i wypala:
- Anna locks? Anna? Tak jak Elsa i Anna?
- Nie, Analogs, - mówię tlumiąc śmiech.
Helka zastanawia się, więc pytam zaczepnie:
- Podoba ci się?
- Tak trochę, - szczerze mówi Helka. - A Ty lubisz taka piosenka, tato?
- Lubię.
- Tak mało? - dopytuje Helka, bo lubi być precyzyjna.
- Nie, tak dużo.
- Aha... OK.
Po czym zmienia temat i przez 10 minut nawija o szkole i śpiewa piosenki, których się nauczyła.
A dla mnie The Analogs już na długo zostanie Anna Locks. Wiecie, taka jak Anna i Elsa.

niedziela, 10 września 2017

Dorżnelim

Obeszliśmy sobie w ten weekend dożynki, czyli po lokalnemu Harvest Festival. Obeszliśmy wyjątkowo aktywnie. Chodziliśmy w te i z powrotem wzdłuż straganów. Pokręciliśmy dzieci na karuzelach. Iwka asystowała w warsztatach, a Zuzka się na nich bawiła. Piliśmy, jedliśmy i smakowaliśmy różności, od oleju rzepakowego w różnych smakach, poprzez pasty sezamowe, sery różnego pokroju, batoniki zdrowe wyjątkowo, słodycze mniej zdrowe, aż po kawę i piwo.
Dzieci młodsze obejrzały to i owo, pomacały parę zwierząt, pobiegały tu i tam, schowały się kilka razy przed deszczem, bawiły się wyśmienicie, a na koniec padły zmęczone i mamy nadzieję, że będą spały do samego rana.
Dziecko najstarsze natomiast było wyśmienitym opiekunem do dzieci (nie naszych), a na koniec załapało się na zakończenie biwaku wędrowników. Stąd jego brak na zdjęciach.
A zdjęcia takie oto:








Dziękuję za uwagę i do zobaczenia.

A teraz udaję się oglądać z żoną film fantasy, albo science fiction. Sama zaproponowała. Jestem w szoku i lecę coś włączyć zanim zmieni zdanie.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Anna

Do dziś, przez ostatnie trzy tygodnie mieliśmy dodatkową córeczkę w postaci Ani, wnuczki siostry Iwki mamy (Dość zagmatwałem kim jest Anna? Nie? Następnym razem postaram się bardziej). Przyleciała do nas na wakacje, zwiedziła skrawek Irlandii i poleciała. Dlaczego tylko skrawek jej pokazaliśmy? Ano bo więcej się nie dało mając do dyspozycji niewiele czasu i będąc ograniczonym czasem oddania i odebrania maluchów do i z przedszkola. Ale Ania I tak mówiła, że się jej podoba. A że jest grzeczną dziewczynką, raczej nie podejrzewam, by kłamała tak w żywe oczy.
Jeździliśmy nad morze zobaczyć skały i fale. Bywaliśmy w zamkach (a konkretnie w jednym), zwiedziliśmy ruiny w mniejszym lub większym stanie rozkładu. A poza tym pokazaliśmy Ani dumę i chlubę Waterford, czyli festiwal Spraoi (chyba zdecydowanie nasz ulubiony ze wszystkich festiwali w mieście). Nie było nudy, tym bardziej, że pogoda starała się dopisywać. A jak nie dopisała, to w domowych pieleszach też coś się znalazło do roboty, a to odkurzanie, a to mycie podłóg, a to układanie książek, czy zamiatanie okruszków spod stołu. Nudy nie było.
Ostatnim akcentem wakacji Ani był wypad na drugą stronę rzeki Suir, do Duncannon (mocno wiało) i na Hook Head (bardzo mocno wiało). Zresztą popatrzcie sami.







A ewentualnie gdyby ktoś chciał wybrać się w takie miejsca w naszym niekrępującym towarzystwie, zapraszamy serdecznie.

środa, 16 sierpnia 2017

Wysoka zmienność

Jeszcze nie tak dawno temu, dokładnie wczoraj, smażyliśmy się na plaży, a dziś można co najwyżej rozpalić kominek i zawinąć się w ciepły koc z równie ciepłą herbatą w jednym, a książką w drugim ręku.
No dobra, z tym smażeniem to mała przesada była. Wczoraj faktycznie byliśmy na plaży, dzieci nawet zamoczyły nogi, można było poleżeć i pocieszyć się aurą. Jak się dziś okazuje, mogła to być ostatnia szansa na letnie słońce, bo dziś od rana leje, pada i siąpi na zmianę. Do tego jeszcze trochę wieje, czyli generalnie jest uroczo. Uroczo dla kaczek, jak to mówią tubylcy.
Ale po co ja tu właściwie rozważam te pogodowe zagadnienia? W zasadzie to tylko po to, żeby mieć pretekst do wrzucenia zdjęcia z wczoraj. Z tego wczoraj, kiedy jeszcze słońce grzało i nie było strach wyjść na dwór.
A oto i zdjęcie.


I to by było na tyle dziś. Dziękuję za uwagę :)

piątek, 11 sierpnia 2017

Dzyń, Dzyń

Jadę sobie do kolegi na weekend, przede mną jeszcze ze dwie godziny w autobusie, więc dlaczego by nie napisać paru słów. No dlaczegóż by nie, prawda?
Nie tak dawno jak wczoraj, kiedy żona moja szanowna ciężko pracowała w teatrze przymierzając peruki (kto ma Facebooka, może skutki podziwiać tamże), ja zabrałem dzieci do parku, na plac zabaw konkretnie.
I na tym placu zabaw doszło do akcji właściwej.

Dośka wspina się na zjeżdżalnię. Właściwie to grzecznie wchodzi po schodkach, ale "wspina się" brzmi dramatyczniej. Nagle w oddali odzywają się dzwony kościoła St. John's. Dośka zatrzymuje się w połowie wspinaczki, rozgląda się i pyta:
- Tato, co to?
- Ale co? To dzyń, dzyń?
- Tak. Co to jest? Dzyndzyn?
- To dzwon w kościele. Tam gdzie chodzimy na mszę.
- W kościele? Emil? (dla niezorientowanych - ks. Emil to polski ksiądz w Waterford)
- Tak, w kościele, tam gdzie ksiądz Emil.
- Oooo! Idziemy? Teraz?
- Nie, dziś nie idziemy do kościoła.
Tutaj Dosia wywija usta w podkówkę i mówi:
- Uuuu.... A ja lubię.
I tak skończywszy konwersację kontynuuje wspinaczkę na zjeżdżalnię.

Kiedy wieczorem przy piwie w pubie powtórzyłem rozmowę tę żonie, ona tylko stwierdziła: "Kochana. Może zakonnicą zostanie."
Któż to wie. Może.

A tymczasem wracam do książki i podróży do kolegi. Bo przecież podróże kształcą.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Historia jednego zdjęcia

Siedzi sobie człowiek spokojnie po obiedzie, czyta książkę, relaks w pełni, gdy nagle z góry zbiega zaoferowana córka i z podniecenia niemal tracąc oddech woła:
"Tato, tato....! Zdjęcie....! Szybko! Dosia! Pokój twój... Tam, na górze! Szybko! Zdjęcie!"
No więc co człowiek ma robić? Wyciąga telefon, upewnia się, że starsza siostra jest na górze, i daje córce komórkę przykazując, żeby zrobiła ładne zdjęcie i pokazała tacie.
Córka szybko łapie telefon, biegnie na górę i krzyczy:
" Zuja, Zuja! Mam telefon! Będzie zdjęcie!"

Po 15 minutach odbieram telefon i znajduje na nim takie oto zdjęcie.


Koniec historii.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Rozmówki znowu

Dziś przedszkole zamknięte, więc siedzę z maluchami w domu, a raczej głównie w ogrodzie. A przy okazji lunchu taka rozmowa się wywiązała.
- Dobra zupa. I machewka.
- Lubisz marchewkę?
- Taaak!
- A wiesz kto jeszcze lubi marchewkę?
Chwila namysłu...
- Królik! Królik lubi machewka!
- Ja też lubię marchewkę. To może ja jestem taki duży królik, a ty - taki mały?
- Ja jestem duża! Mam 4 lata. Dosia mała.
- A ja mam 42 lata.
- Dwa lata? Jak Dosia?
- Nie. 10, 20, 30, 40 i jeszcze dwa.
- Dwa? A Dosia ma dwa and pół. Ty mały?

środa, 12 lipca 2017

Rozmówki

Dziewczynki bawią się rano lalkami i domkiem. I takie dialogi słychać.

- Ding! Dong!
- Ty nie come in.
- Proszę, jestem Santa.
- OK, come in.

Po chwili.

- Ja już idzie domu.
- Anna staje?
- Tak.
- Masz tickets?
- Nie.
- Tu masz. Dwa, trzy, cztery tickets.
- Ja idę domu.