Nieubłaganie nadchodzi jesień, ale jeszcze nie dziś, jeszcze niech nie spieszy. Bo dziś (i jutro) mamy w mieście dożynki, czyli Harvest Festival. Nieco mniejszy niż jeszcze dwa lata temu, nieco uboższy w różnorodności smakowe, ale i tak warty odwiedzin.
A skoro warty to i my go odwiedziliśmy. I nie żałujemy. Trochę było oglądania, jakieś zwierzaki, jakieś plastry miodu z prawdziwego ula, jakieś dekoracje z taczek i takie tam. Trochę było jedzenia, głównie jakieś lokalne hamburgery, pieczone świnie czy inne kurczaki, gdzieś się przewinęło coś egzotycznego albo jakieś słodkości.
Conieco skosztowaliśmy ale najważniejsze że parę miłych chwil spędziliśmy razem. I dzieci się nawet nie kłóciły za bardzo.
A Helka przez chwilę była Wikingiem :)
Kilka dni temu jechałem ze znajomym w dłuższą drogę i była okazja do pogadania o tym i owym. Takie trochę "nocne Polaków rozmowy" tyle że rano i w samochodzie, więc bez procentów. Tematów było dużo, ale oczywiście w końcu zeszło na politykę. Bo jakże by to było tak bez polityki w polskim gronie. A skoro polityka to wiadomo... narzekanie i psioczenie na polską, pożal się Boże, klasę polityczną, która z klasą to może ma wspólną jedynie nazwę, ewentualnie konto na "Naszej Klasie". I tak w trakcie głośnego zastanawiania się nad powodami obecnego spsienia, czy mówiąc delikatniej, zepsucia sceny politycznej skrystalizowała mi się taka myśl, która od dawna chodziła mi po głowie. Padło pytanie znajomego, dlaczego w latach 20-tych wszystkie, lub niemal wszystkie ważne parti...
Komentarze
Prześlij komentarz