czwartek, 18 listopada 2010

halo, halo...

Dziś będzie paradoksalnie trochę.
Bo fotograficznie i telefonicznie zarazem. Pewnie dla pokolenia naszych dzieci normalne będzie, że telefon ma w sobie aparat, kamerę i setki innych bajerów. Albo raczej, że takiego kombajnu do muzyki, wideo i gier można też przy okazji zadzwonić.
Dla mnie to ciągle coś nowego.
Ale żeby nie przeciągać, wczoraj zgrałem zdjęcia z naszych telefonów i chętnie je wam pokażemy (no dobra, nie wszystkie, bo tego bloga czytają też dzieci :P)

Kolejność przypadkowa :)

Imieniny Iwki, wizyta w nowej polskiej knajpie "Koliba", jak dotąd jedynej w Waterford. Jedzenie przepyszne, właściciele przesympatyczni. Zapraszamy :)

Przygotowania do Balu Wszystkich Świętych. Zuzka miała być aniołkiem, ostatecznie wystąpiła bez aureoli, ale przed wyjściem dała się namówić na pozowanie.

Franek na urodziny, za euro od babci, kupił sobie piłkarzyki. Bilans miesiąca - jeden turniej rozegrany, częsty hałas z przybudówki, zajęcie dla dzieci jest (i dla dorosłych też). Jednym słowem - same plusy.

Nasz nowy Opel. Po małej Corsie, tym razem duża Vectra. Jeździ wspaniale, mieści Futraków doskonale. Zapraszamy na wycieczki :)

Pewnego dnia w październiku zabrałem się za porządki w ogrodzie. Zapał chyba udzielił się Zuzce, bo łapała się a to za grabie, a to za szczotkę i pomagała na potęgę.

 Fragment wystawy "PRL - tak daleko, tak blisko..." otwartej w ubiegły piątek (aż trudno uwierzyć, że to już prawie tydzień minął) w Waterford. Tylko proszę nie pytajcie Franka ile to jest "3 razy NIE", bo was pogryzie. Utrwala sobie właśnie tabliczkę mnożenia i idzie mu na tyle opornie, że na każde "razy" reaguje wysypką, pianą z ust i wyciem. No dobra, przesadzam, ale lepiej go mnożeniem nie drażnić :)


A jak nie mieliśmy samochodu to jeździliśmy autobusem, i też wesoło było. Rower też był w użyciu. I wcale się z nim nie rozstajemy, tylko niestety pogoda lekko nie sprzyja rowerowym wypadom.

 Przy okazji wizyty historyków z IPN odwiedziliśmy Waterford Crystal. Franek stwierdził, że kiedyś chciałby tam pracować, a powiedział to na tyle głośno, że jeden z pracowników pozwolił mu przy maszynie postać, kryształ potrzymać i takie tam...
I jeszcze ruchome obrazki z tego wydarzenia:



Dobra, czas kończyć :)

2 komentarze:

  1. Tyle się spisałam i nic się tutaj nie pojawiło...

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie, dokładnie tak samo wczoraj to zrobiłam.... A skoro dzisiaj sprzęt mnie słucha, więc jeszcze raz powtórzę, że:
    Cieszymy się z udanego zakupu autka i z Waszych sukcesów. Dziękujemy IPNowi za pokazywanie WAM czasów młodości naszej i naszych Rodziców. Dzisiaj też są czasy nie łatwe. My mieliśmy to szczęście być pokoleniem Jana Pawła II i mimo tego nie wystrzegliśmy się fałszywych proroków. Ostatnie i najbliższe wybory pewnie to potwierdzą, że nie potrafiliśmy zrozumieć przesłania naszego Papieża. I niby takie proste jest prawo naturalne! A jednak przed Wami wielkie wyzwanie, aby Wasze dzieci nie musiały zastanawiać się, czy kolegi mama jest jako tata, czy tata jako mama...
    Rok 1971 (dot.ostatniego zdjęcia), to rok w którym z Kuby wróciła Irena z 4-letnim Romankiem, otrzymaliśmy dyplomy w technikum, uzyskaliśmy świadectwa dojrzałości po maturze, wyjechaliśmy z domów rodzinnych, aby tata rozpoczął tata przygodę z wojskiem. Studia - nowi znajomi i przyjaciele, którzy są wierni do dzisiaj. I niestety złudne nadzieje "na lepsze jutro" po zmianie rządów Gomułki na Gierka. Mój tata miał rację, że nie uwierzył Gierkowi i Mazowieckiemu...
    A czy teraz PIS spełni nasze oczekiwania?
    Pozdrawiamy WAs wszystkich serdecznie!

    OdpowiedzUsuń