Przejdź do głównej zawartości

Posty

Helka z pudełka

Kto wychodzi z pudełka? No kto? No któżby inny niż Helka? W pudełku zwykle mieszkają klocki i inne drobiazgi, ale kiedy lądują na podłodze (przyprawiając Iwkę o ból głowy), ich miejsce w pudełku chętnie zajmuje a to Helka, a to Dośka, a to nawet Zuzka, która już ledwo się w nim mieści. Do pudełka nie próbował jeszcze wchodzić Franek, ale znając inwencję naszych dzieci kluczowym słowem w tym zdaniu może być "jeszcze".

Dobry dzień

40 lat podobno minęło jak jeden dzień. Nie wiem, dla mnie to był bardzo ważny dzień, jego koniec szczególnie. Dobrzy goście, dobre wszystko, a szczególnie dobre spotkania z ludźmi mi najbliższymi.  Nie wiem czy to będzie najważniejszy dzień mojego życia, ale będzie tym "z ważniejszych". Dziękuję wszystkim, którzy się do tego dnia przyłożyli. Wam rodzice szczególnie.

Ba bo bu a!

Nie, to nie tajny szyfr mający wywołać wilka z lasu. Tytuł to mniej więcej cały słownik naszej niespełna 10-miesiecznej pociechy zwanej potocznie Dośką. Od pewnego czasu ma w zwyczaju wskazywać na dowolną rzec lub osobę i wybierać losowo sylabę ze swojego jeszcze niezbyt bogatego zasobu słowotwórczego. Pozostałe dzieci zasoby owe mają znacznie szersze, co wcale nie znaczy że łatwiej się z nimi dogadać. Ot taki paradoks.

Dziewiąte urodziny

Chciałbym tylko zaznaczyć, że wczoraj obchodziliśmy zupełnie nieokrągłe urodziny Futraków na Irlandzkiej Ziemi. Już dziewiąte. 22 września w godzinach popołudniowych z czterema walizkami, Frankiem u boku i Zuzką w brzuchu wylądowaliśmy w Cork i rozpoczęliśmy naszą imigracyjną przygodę. Zaprowadziła nas w zupełnie nieoczekiwane miejsca i ku zupełnie nieoczekiwanym ludziom. I nadal dobrze nam z tym.

Na zachód

Wybraliśmy się na zachód słońca do parku naszego pobliskiego, żeby dzieciny lekko przed snem zmęczyć. Okazuje się, że skutecznie, bo jedna już śpi, druga spać będzie wkrótce, a trzecia zaraz potem. A wtedy rodzice.... hmmm... o tym innym razem. A gdyby ktoś pytał co z największą dzieciną, otóż spieszę donieść, że bawi się na wędrowniczym złazie, czyli łazi po górach ze swoją drużyną. A my tymczasem męczymy dzieci młodsze o tak:

Śmichy - chichy

Kampania wrześniowa jak i pewnie u Was, czyli trwają ekspedycje latorośli do szkół wszelakich, powroty maluchów do przedszkoli. W tym roku przeważać będzie u nas brać szkolna, gdyż Mama-sFutraczała także została żaczkiem. Żaczkiem co będzie się cieszył własnym kubraczkiem. Bo dosłownie szyć się nauczy. Wracam do pomysłu sprzed lat wielu. Kiedyś miałam chrapkę na zostanie krawcową. Odwiedzając technikum odzieżowe na Wiśniowej (Stolica), marzyły mi się wymyślne zwariowane ciuchy. No i co? Rodzice mi odkręcili pomysł z głowy...Po prostu chodziłam do ogólniaka :(  Ale jak się okazuje nawet i 25 lat można sobie do szkoły wrócić i zostać...no właśnie.  Te śmichy-chichy, to mężowe są. Podśmiechuje się ze mnie, że już dla złośliwców i plotkarzy nazwana "królową" już byłąm, dla innych złośliwców nawet "papieżem", teraz czas na dyktaturę! HA! Będę dyktatorem ... mody! Ogłaszam wszem i wobec. Teraz przydałoby się coś serio. Zaczynam studium. Będę projektować ciuchy. Dla si...

9 i 3

Żeby utrzymać konwencję liczbową... Nazywam się Dorotka, wszyscy mówią na mnie Dosia i właśnie dziś kończę 9 miesięcy i 3 dni. I nie lubię okrągłych rocznic... chociaż sama jestem nieco okrągła :)