Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wakacje... znów będą wakacje...

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami, dzieci szykują się do ostatecznego porzucenia szkoły na dwa miesiące, a rodzice zaczynają myśleć jak dzieciom urozmaicić wakacyjny czas. Wczoraj oficjalnie Franek zakończył edukację na poziomie podstawowym w szkole irlandzkiej. Była mała uroczystość w szkole, występy, wspomnienia, plany na przyszłość, dyplomy i tort dla wszystkich szóstoklasistów, ich rodziców, rodzeństwa i zaproszonych gości. Franek elegancki jak jeszcze chyba nigdy w szkole napawał rodziców dumą i trochę wzruszeniem. I jeszcze nieco zdziwieniem, że te lata tak szybko zleciały. Patrzyłem na tego wielkiego chłopaka, górującego nad niektórymi kolegami o więcej niż głowę, a nad swoją nauczycielką o pół głowy, i zastanawiałem się gdzie podział się ten mały chłopaczek zaczynający w 2006 naukę w Senior Infants. Wtedy był w tej samej klasie, w której teraz jest Zuzka, a jak ona będzie na miejscu Franka, jej miejsce zajmie Helka. Od września będziemy mieć zatem dwoje pierwszoklasi...

skoro pada, to do muzeum

Korzystając z tego, że pogoda wróciła do irlandzkiej letniej normy, czyli było mokro, szaro i ponuro, nie wybraliśmy się tradycyjnie na plażę, ani w góry, ani w ogóle w żaden plener, ale pod dach naszego miejscowego Muzeum Średniowiecznego. Zbieraliśmy się, żeby je obejrzeć już od jakiegoś czasu, ciekawy budynek kusił od dawna, żeby zajrzeć do środka, ale jakoś nie było okazji. Okazja zdarzyła się wczoraj, kiedy w Irlandii obchodzono Dzień Ojca. Jako przykładny ojciec zabrałem więc dzieci na edukacyjną niedzielną wycieczkę a potem ciacho (na lody temperatura trochę nie pozwoliła, a trochę bardziej ich brak w pobliskiej kawiarni). W sumie nie wiem czy dzieciom bardziej do gustu przypadło ciacho czy muzeum, ale nie narzekały bardzo ani na jedno ani na drugie, więc mam wrażenie, że nie było źle. Szczególnie że muzeum nawet całkiem interaktywne, z elektronicznymi przewodnikami, które opowiadają o tym co się zwiedza, o tym co się widzi i wskazują gdzie iść dalej. Franek oczywiście po zało...

ławeczka

Żona prosiła, groziła, męczyła i w końcu męża skłoniła do zrobienia ławki ogrodowej, takiej do posiedzenia i kontemplowania najbliższej okolicy ograniczonej widokowo przez żywopłot. Mąż przyznaje się bez bicia, że koncepcje ławki zmieniały się w jego głowie i że przez długi czas zwyczajnie materiałów brakowało. Na szczęście wystarczył jeden spacer do pobliskiego Woodie's i wszystkie czego było trzeba znalazło się, a koncepcja uprościła się maksymalnie. Koncepcja przełożona na rzeczywistość wygląda tak: i wymaga jeszcze pomalowania, ale siedzieć się już na niej da, co sprawdziliśmy wczoraj jedząc w ogrodzie obiad a potem siedząc tam na kawie z gośćmi.  No bo jakże nie odczuwać przyjemności z takiego widoku i dziesiątek roślin wyhodowanych od ziarenka, a teraz już niemal owocujących i nadających się do zjedzenia ze smakiem. A przed obiadem, aby podbudować apetyt i skorzystać z niecodziennego słońca za oknem, ruszyliśmy całą piątką na plażę. Jedna droga okazał się mał...

tydzień później

Wczoraj Helka skończyła tydzień, tydzień obfitujący w epokowe dla niej wydarzenia. No bo przede wszystkim narodziny, potem poznanie osobiste mamy i taty, no i starszego rodzeństwa. Potem pierwsze posiłki zewnętrzne i całkiem nowy świat. Przyjazd do domu, pierwsza kąpiel, odwiedziny gości, spacer w chuście i w wózku, pierwsze zakupy, jeszcze oczywiście nieświadome, więc z rodzicami zadowolonymi, że dziecko nie wyciąga rąk po wszystko dookoła i nie pyta ciągle "A kupisz...?". Tydzień pełen wrażeń, ale i pełen odpoczynku, bo przecież to zaledwie chwila od kiedy Helenka pojawiła się na świecie, przecież dla niej to może jawić się jako czas pełen wydarzeń i wrażeń, ale tak naprawdę to zaledwie początek poznawania całkiem nowego świata. I dla nas też to całkiem nowy początek poznawania nowego człowieka, nawyków, zachcianek, charakteru. Każdy z nas jest inny, więc i Helka jest inna. Pewnie mamy trochę wpływu na to, na kogo wyrośnie, kim się stanie, ale pewnych rzeczy nie przeskocz...

Helutek - zupełna nowość :)

Jestem już z Mamą i Tatą z Zuzką i Frankiem w domu. Zadomawiam się i poznaję moją rodzinę z każdą chwilką bardziej. I z każdą chwilką upewniam się, że to moje miejsce i widzę jak wszyscy na mnie czekali i jak za mną tęsknili. A ja mam dla Was wszystkich Dobrą Wiadomość :) Jaką? Moje życie pokaże. Na pewno moje pojawienie się dokona jakiejś zmiany w Waszym środku. Nie zgubcie tej myśli, tej refleksji która pojawia się gdy spotykacie Człowieka. Każdego. Zachwycajmy i zadziwiajmy się swoją obecnością :) Wszak w tym ma swe źródło ... filozofia :) Ot, taka nauka o rzeczywistości :)

Hello Helka :)

Większość z was już pewnie wie, w końcu komórki, mail i Facebook są szybsze niż ten blog, ale oficjalnie możemy poinformować, że wczoraj o 11:44 na świat przyszła Helena Wiśniewska. Ważyła 3,270kg i krzyczała wniebogłosy protestując przed wyjęciem jej z brzucha mamy. No i jest najsłodsza na świecie... do spółki z pozostałą dwójką rodzeństwa, która jest zapatrzona w Helkę jak w obrazek. Zuzka non stop chce trzymać siostrę na kolanach, a Franek głaszcze ją z delikatnością o którą bym nie podejrzewał takiego wielkiego nastolatka. A jak wygląda nasza nowa pociecha? O tak:

takie fajne miejsce

Mamy w naszym mieście takie miejsce do którego lubimy chodzić. Zwie się ono People's Park , czyli na polski przekładając, taki Park Ludowy. I faktycznie ludu w nim sporo, szczególnie gdy pogoda dopisze, a zwłaszcza szczególnie gdy akurat do Waterford na dwa dni zawita tutejsze lato. Szczęśliwie do parku mamy 5 minut piechotą i korzystamy z tej dogodności w każdy możliwy sposób. Na przykład wczoraj korzystaliśmy przez ponad 3 godziny, do tego stopnia, że nogi Zuzki zaczęły odmawiać posłuszeństwa przy powrocie do domu. Zresztą nie ma im się co dziwić, bo w samym parku były mocno eksploatowane, a właścicielka mało dawała im chwil wytchnienia. Było bieganie po placu zabaw, wspinanie się na drabinki i ścianki, przebieganie po wiszącym moście, jazda na nowej hulajnodze, wspinanie się na huśtawki (na które jeszcze niedawno trzeba było ją wsadzać), skoki przez przeszkody i wycieczki do pobliskiego skate-parku. Na podobny pomysł co my wpadł wczoraj prawdziwy tłum ludzi, bo to nie dość, ...