Przejdź do głównej zawartości

Posty

Kąpanie vs. kopanie

Jedna się kąpała, a druga kopała w piasku. Tata tymczasem przeważnie leżał na kocu spoglądając to na jedną, to na drugą z jednakową troską i ciesząc się tymi chwilami. W hotelu nieopodal dwóch gitarzystów grało rockowe i irlandzkie standardy i wydawało się, że wszystko jest idealnie. I było. Przynajmniej do chwili, kiedy fale przypływu nie zaczęły niebezpiecznie zagrażać niezwykle wygodnemu kocykowi i pełnej niespodzianek dziurze z wodą. Wtedy tata zebrał córeczki, zapakował do samochodu i, zahaczając o budkę z lodami, zabrał je do domu. Takie popołudnia warto zapamiętać. Często się nie zdarzają.

Wolna sobota

Zaczął się weekend, zatem od rana wszystkie dziewczyny baraszkują w łóżku rodziców. W sumie dobrze, że Franek już taki duży jest, bo jakby jeszcze on się zwalił, musielibyśmy szukać innego miejsca do porannego zalegania.

Obozowicze

Sygnalizuję tylko, że nasz dzielny wędrownik i równie dzielna zuchenka, czyli mówiąc po ludzku Franek i Zuzka, wrócili z obozu w Ruan pod Ennis. Buzie uśmiechnięte chociaż zmęczone świadczą o tym, że obóz był udany, a dzieciaki zachęcone do powrotu za rok. A tymczasem najmłodsza nasza pociecha już stara się dorównać starszemu rodzeństwu i postanowiła nauczyć się jeść sztućcami. Niestety, na razie bez powodzenia.

Spotkanie na szczycie

W zasadzie wcale nie na szczycie, tylko na ulicy przed hotelem, ale spotkanie było. Helka pogadała chwilę z panem Drewnianym Kucharzem, pożegnała się swoim "Bye, bye" i ruszyła z nami w miasto podziwiać wystawy i inne atrakcje. A o nich kilka słów pewnie już niedługo.

Pchły pchłę pchły

Tytuł zawdzięczacie drodzy czytelnicy dzisiejszemu pchlemu targowi w New Street Gardens. Wybraliśmy się, obejrzeliśmy, posililiśmy się conieco, dzieci się wyhasały do woli, a nawet chyba coś kupiliśmy, żeby nie było... Jeśli tylko klimat się utrzyma, podobnie jak pogoda, wróżę temu miejscu potencjał na stanie się celem niedzielnych wypraw rodzinnych na tzw. łono natury chociaż natura to raczej okiełznana i taka miejska, ale trudno w centrum miasta wymagać dzikiej dziczy z biegającą dziko dziczyzną. Sam pchli targ można obejść i obejrzeć w dosłownie 10 minut (ewentualnie 20 wolnym krokiem), ale przecież nie o to chodzi. Chodzi o spotkanie kilku znajomych, puszczenie dzieci samopas i znalezienie chwili dla siebie przy kawie (choćby ta kawa była słabą lurą). Taki niezobowiązujący niedzielny ...

Ku zdrowotności!

Mówili: "Zdrowe koktaile, wyśmienite!" Mowili: "Dzieci będą zachwycone, zdrowe i piękne." Mowili: "Same naturalne składniki, owoce i inne takie." A wyszło tak jak na załączonym obrazku.

Kobiety na traktory!

No może nie do końca kobiety, bo na razie nawet jeszcze nastolatkami nie są, ale na traktory już chętnie wyskakują. A brat pomaga rozpędzić maszynę. Takie to niedzielne popołudniowe przygody Futraków.