wtorek, 16 września 2014

Tak się robi historię

Jeśli kiedyś ktos z was, naszych czytelników (o ile tacy tutaj są) będzie czytał historię polskiego harcerstwa w Irlandii (którą ktoś najpierw będzie musiał oczywiście spisac), w roku 2014 może się natknąć na wzmiankę, albo może i cały akapit czy rozdział o niejakim Franciszku Wiśniewskim, prywatnie moim osobistym synu.
A dlaczego niby miałby w tej historii być umieszczony Franek, zapyta dociekliwy czytelnik.
Otóż w niedzielę, 14 września (swoją drogą data już zapisana wcześniej w annałach Wiśniewskiej rodziny), nasz dzielny synek stał się pierwszym polskim harcerzem w Irlandii który przeszedł z drużyny harcerskiej do drużyny wędrownikow, czyli takich doroślejszych harcerzy (proszę harcerzy i wędrownikow o nie oburzanie się na to prostackie wyjaśnienie).
Na ognisko harcerskie pojechał jeszcze jako harcerz a wrócił jako wędrownik, dumny i blady. I nieco mokry, bo przy ceremonia przechodzenia do nowej drużyny nie mogła odbyć się bez małego wyzwania podczas. Franek musiał przejść do nowego drużynowego z manierką pełną wody...  na głowie. Nie udało się niestety za pierwszym razem (za drugim też zresztą nie) i stąd mokrość częściowo tylko wysuszona przy ognisku.
Na pożegnanie dostał pamiątkową koszulkę (patrz zdjęcie), a na powitanie w nowej drużynie - nową chustę i pierścień do niej a na pagonach nowe kolory drużynowe (swoją drogą bliskie sercu ojca, ale to zupełnie inna historia).
Teraz, jako wędrownik będzie częściej wyjeżdżał, łaził tu i tam, spotykał się z drużyną już nie w zaciszu harcówki ale w plenerze i pod gołym niebem, które w Irlandii nie zawsze rozpieszcza taką pogodą jak ostatnio, i nie raz pewnie zmoczy wędrujących.
Tak bywa. Chłopak wyfruwa powoli z gniazda, dobrze że w dobre ręce i ku chwale.
Powodzenia, młody, na szlaku!

3 komentarze: