wtorek, 29 lipca 2014

Na galery

Obiecałem więcej zdjęć z wycieczki do Wexford? Obiecałem.
Nie wywiązałem się z obietnicy? No, nie wywiązałem.
Więc dziś z nawiązką... dwie galerie zdjęć - obiecana z Wexford i druga z wczorajszego objazdu Roscrea - Holycross - Cashel.
Proszę bardzo - klik i klik.

A dziś moja niedziela, czyli drugi dzień wolny. Znacznie spokojniejszy niż wczoraj, czubka nosa za miasto nie wychyliliśmy, a z wypraw zaliczyliśmy jedynie park, bank i bibliotekę.

W parku naszym ulubionym panna Zuzanna śmigała na swoim nowym rowerze, który... dostała od przemiłego pana z Waterford Cycle Centre, który najpierw naprawił jej hamulec w starym rowerze, po czym stwierdził, że ten stary jest jednak za stary i za mały dla Zuzki i że on ma dla niej coś specjalnego. Jak się okazało, tym czymś specjalnym był rower, na widok którego Zuzce oczy się zaświeciły i od nowego pojazdu już się nie oderwały. I w ten sposób mamy teraz w komórce dwa różowe rowery, z czego jeden eksploatowany niemal codziennie i który jest przyczyną codziennych pytań Zuzki: "Tato, a pojedziemy do parku na rowerach?" 
Kiedyś w końcu trzeba było odpowiedzieć "Tak", prawda?

środa, 23 lipca 2014

Ska'n'sen

Zupełnie niespodziewanie w moją niedzielę, czyli wtedy kiedy wszyscy normalni ludzie mają wtorek, trafił nam się wyjazd do Wexford. A skoro już wypiliśmy kawę w miłym towarzystwie, wypadało kontynuować miły dzień i zabrać dziewczyny na jakąś wycieczkę.
I tak trafiliśmy do skansenu pod Wexford, który widzieliśmy już kiedyś, ale który od tamtego czasu rozrósł się poważnie i wzbogacił znacząco.
3-godzinny spacer każdemu dał się we znaki, ale wszyscy wrócili zadowoleni. Szczególnie że można było odpoczywać po drodze, między innymi w rekonstrukcji wczesnochrześcijańskiego kościoła, którego grube na półtora metra ściany skutecznie chroniły przed upałem.

A więcej zdjęć i coś niecoś o samym skansenie - już niedługo.

piątek, 18 lipca 2014

Dzieci na wypasie

Korzystając z braku piekącego słońca wprowadziłem dziewczyny na popas, niech coś mają z życia. Korzystając z wypasania dziewczyn, Iwka postanowiła udać się w objęcia Morfeusza. Niech coś ma z życia :)
A teraz jeszcze zuzkowa dobranocka, wieczorne mleko helkowe i potem do łóżek. A rodzice... też pewnie padną, bo obydwoje zmeczeni.

dziewiąteczka

9 lat temu, tego poranka budziliśmy się z Iwką już we własnym łóżku, ale dzień wcześniej... no powiedzmy, że obudziliśmy się gdzieś indziej, bo całą poprzednią noc weseliliśmy się. A powód do weselenia się był nie byle jaki, bo 16 lipca 2005 powstało nasze małe państwo Wiśniewskie uznawane na arenie międzynarodowej za małżeństwo, czyli mówić prościej - wzięliśmy ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego w Konstancinie.
Gości zjechało się trochę z kilku stron Polski, rodzina też dopisała, a my przez cały dzień, wieczór i kawałek nocy nie mogliśmy uwierzyć, że to całe zamieszanie to przez nas.
A potem... no właśnie, niektórzy napisaliby może, że nadeszła proza życia i takie tam... ale my się nie nudzimy, prozę lubimy bardziej niż poezję (chyba, że jest to poezja dobrze zaśpiewana) i ogólnie życie nam nie doskwiera, a wręcz przeciwnie - fascynuje. I może z tej fascynacji życiem wynikło pojawienie się, w ciągu tych 9 lat całkiem nowych żyć - życia Zuzkowego i życia Helenkowego - które dołączyły do jakże fascynującego życia Frankowego.
Nieustająco mylimy się w dacie naszego ślubu cywilnego (znacznie łatwiej zapamiętać Lany Poniedziałek, kiedy małżeństwem zostaliśmy też w kościele), więc i w tym roku tradycji stało się zadość i rocznicę obchodziliśmy dzień później. Była kolacja w miłym gronie (w którym zabrakło niestety Franka wypoczywającego na łonie rodzinnym w Polsce), było trochę śmiechu, trochę wspominania przy zdjęciach, był miły wieczór kiedy dzieci poszły spać... i w zasadzie tyle musicie wiedzieć :)

A teraz obrazki!
Młoda Para po 9 latach
Świętowaliśmy też w pubie, ale w zgoła bardziej przyzwoitym stylu :)

A skoro pub, to i napitki odpowiednie trafiły na stół

A obok napitków także coś dla ducha, czyli "pubowe kolorowanki"

A 9 lat temu obrazki wyglądały tak:

Mały Franek przyniósł nam obrączki... Szkoda,  że potem też się nimi nie zajął, bo jakiś rok później zgubiliśmy obie. Cóż, bywa...
Oświadczyliśmy, że się kochamy, że się nie opuścimy... czy jakoś tak... w każdym razie formalności stało się zadość

Właśnie otrzymuję "certyfikat dobrej żony", ważny dożywotnio

Proszę o zwrócenie uwagi, że obok USC mieści się Straż Pożarna. To na wypadek gdyby płomień miłości objął kogoś więcej niż tylko Młodą Parę.

Nie wiem, co mnie tak rozśmieszyło, ale mogłoby to być cokolwiek, bo wesoły jestem z natury, a tego dnia to już szczególnie

Cała sala śpiewa z nami...
 
Nie pytajcie.... Nawet nie pytajcie....
Reszta zdjęć nadaje się do publikacji jeszcze mniej :)

No, to jeszcze jest OK, ale tylko dlatego, że rodzice równoważą moją minę.
Dziękuję, że byliście wtedy z nami.
I dziękuję wszystkim, którzy wtedy z nami byli.I dziękuję tym, którzy byli z nami przez kolejne 9 lat.

I dziękuję Iwce, że ze mną wytrzymuje, i proszę o więcej :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Buraki

Zgadnijcie kto w naszej rodzinie najbardziej lubi buraki. Tak bardzo że lubi je nawet uszami, włosami, oczami i w zasadzie każdą częścią ciała.

sobota, 12 lipca 2014

Kaznodziei Salomona 3:1

לכל זמן ועת לכל חפץ תחת השמים
Wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę.