sobota, 7 czerwca 2014

zMagazynowana zmiana

Kontrakt podpisany, pierwszy payslip otrzymany. I oto nadeszły czasy rozstania. Ostatnie dwa lata, jak te dwa gołąbki siedzieliśmy sobie w domu. Jedno zajmowało się swoimi biznesami i sprawami, drugie swoimi, ale odezwać było się do siebie można, ktoś przy okazji kawy zrobienia pranie wstawił, suszenie... Co na obiad można było ustalic a nie z problemem zostac... Temat ciekawy można było na bieżąco obgadac, decyzję szybciej po konsultacjach podjąć.
Teraz mąż do pracy WYCHODZI.
Inaczej. Zmiana jest spora, bo ostatnio jak wychodzil, dziecko mniej mieliśmy i wogóle w innym momencie życia starszakow byliśmy. I z tego co pamiętam to jak ostatnio wychodził, to także jak i dzieci do szkoły szedł. Teraz do szkoly na razie chodzę ja, i to w soboty, i w charakterze katechety nie ucznia, choć... sporo się tez tutaj uczę. O sobie i innych, o świecie innych rodzin. To tak jakby zaglądać trochę do innych królestw, do innych domów i to z perspektywy dziecięcej. Całkiem nowe światy.
Helenka poznaje nowe gry i zabawy z ciociami, zostaje bowiem w domu. Dziś ma  400% więcej atrakcji bo ciocia nasza świecka przyjechala ze swoimi dziecmi i tańcują i pewnie wesoło mają, co Helke cieszy i cieszyć będzie, aż zmęczona nie padnie.
Tata soboty ma zajęte, niedziele pracujące ale fajnie bo niedziele od 12 dopiero,. Póki co, weekendy mamy  wiec w innym terminie. W tym tygodniu wspólna "niedziela" czyli dzień w którym nikt nie był od innych oddzielony wypadła we wtorek (Franek ma już wakacje a Zuzka miala dodatkowy dzień wolny) I tenże niedzielny-wtorek spędziliśmy w przepięknych okolicznosciach przyrody w pięknym zaczarowanym ogrodzie w Woodstock, niedaleko irlandzkiego Tomaszowa (Tomastown).
Jak pięknie tam jest, można zobaczyć na zdjęciach, których jeśli ktoś nie widzi teraz, to powinien zajrzeć tutaj troszkę później bo obiecuje wstawić :) Teraz bowiem pisze w przerwie miedzy lekcjami, w smartfonie i nie wszystko tutaj da się zrobić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz