czwartek, 26 czerwca 2014

remanent

Nie to że zamknięte, czy blog zawieszony. Remanent prawdziwy, zliczanie wszystkiego wszędzie. A jak sklep jest ogromny, magazynów z tuzin no to przecież zejdzie troche czasu. Doslownie to dwa dni. Dziś mam nadzieję zliczą do końca i skończą za pół godziny. Czyli za 35minut mąż wróci, ja przypomnę mu jak się nazywa i padnie jak długi. Przed padnieciem bedzie jeszcze jakieś szybkie ama i prysznic sił ostatkiem.
No dobra, trochę prorokuje, nie znam przyszłości, może będzie lepiej niż wczoraj.
Ale myślę ze wystarczająco usprawiedliwiłam juz Krzyśka ze galerii jeszcze kilkeńskiej nie zrobił.

Franka wakacjującego się  pozdrawiajmy wraz z całą familijną kochana zgraja. Dziękujemy serdecznie Ludkom przemilym którzy pomogli w prewiezieniu go na ziemię Polską, towarzyszkom popodrózy ktore pod skrzydła go wzięły. Całej rodzince Ł. serdeczne Bóg Zapłać!

poniedziałek, 23 czerwca 2014

22/23 czerwca WiKid Festival

Półtora dnia złażone do cna, w tym uroczysta procesja o której wspomniałam wczoraj. Nie wiem czyśmy wszystko widzieli, ale na pewno festival wart odnotowowania. Prawie wyprowadziliśmy się z domu, żarcie na mieście, przekąski, kawki. Na bogato. Wszak koniec roku w Polskiej Szkole się odbył i cenzurki zacne dzieci przyniosły. Poza tym przed-wyjazdowy weekend wspólny. Franka bowiem lada-chwila przechwycają dziadkowie, babcie, ciocie i wujkowie, kuzynostwo z dalekiego kRAJu.

Dziś kontynuacja wycieczkowania wspolnego, czyli nasza futraczana nie-dziela. W innych klimatach, z wikingowego bez-plasticzanowego świata, przenieśliśmy się w średniowieczne osobliwe klimaty Kilkenny. Plastiku potem było co niemiara, na placu zabaw więc balans wyszedł na zero :(
Tu, jednak może oddam głos Mężowi, który Dzień Ojca (polski) zacnie dzieciom wyprawił :) Niech popisze, lub chociaż powkleja obrazki :)

środa, 18 czerwca 2014

Ruchome obrazki

Skoro jeden obraz jest wart 1000 słów, to postaram się zrównoważyć żonine pisanie takimi oto obrazkami (nawet trochę ruchomymi):



A jakby ktoś chciał zobaczyć je bez efektów - tutaj trzeba klikać.

Kurz opada...




Lato! Mamy lato! Mamy pootwierane na oścież okna i balkon, niektórzy śpią porozkopywani z kołder i przy otwartych oknach. Dzieciaki do 22 godziny siedzą na dworze (u nas ciemno robi się dopiero koło 23, no i nie ma komarów :))
Zuzka w sukniach na ramiączkach, Helka zasuwa na bosaka, Franek zaczął spinać dredy, bo w kark mu gorąco, a my starzy najlepiej siedzielibyśmy w super zaizolowanym domostwie ze szklanką wody z miętą i lodem :)
Najlepiej, ale dopiero to zrobić po ... powrotach.
A żeby był powrót mysi być i wyjście, wyjazd, wycieczka i ciut organizacji, którą zazwyczaj zajmuję się ja :)





Założenia mężowe spełnił zamek Ormondów w Carick-On-Suir.
Byliśmy tam dwukrotnie, ale niestety poza sezonem. Wczoraj obejrzeliśmy z zewnątrz i wewnątrz z przewodniczką i posłuchaliśmy historii tego miejsca, tego zamku i jego mieszkańców. Rarytaśnie, bo lubimy słuchać historii.

A potem jak na wakacjach...My niby-turyści. Inne miasto, inne sklepy, szyldy, ludzie. Ciekawe zakamarki i my ... razem. Dzieci szczebiotały, my zakochani szliśmy za ręce, słońce świeciło i w perspektywie jeszcze pół dnia z kawą i lodami w planach... Eh, czego chcieć więcej!

A poza tym?
Buldożer wjechał w nasze wartości, jak się okazuje wartości przerażające bo powszechne, bo katolickie. I takie przeraźliwie korumpujące wolność ludzką indywidualnie i całe narody. Kierowca buldożera, na szczęście dla swej głowy, buduje na piasku, więc bez problemu w nią głowę schował. A że głowa schowana - problemu nie ma. Można dalej uważać się za przyjaciela "murzyna" i głosić publicznie, że się jest rasistą.

Strach jaki widzę w ludziach, pielęgnowany od lat, wzrastający wraz z nimi, potęgujący się w obliczu "innego-nieznanego-nietrendi", strach, jaki każe ludziom budować fikcyjne światy, ośmieszać się nieweryfikowanymi informacjami, manipulować relacjami, zadawalać się półprawdami, szukać dla siebie szufladek i budować fasady, za którymi trupi odór się unosi...
Strach, że muszą trzymać pozę bo ...
No właśnie. Bo co?

Wiem doskonale, dlaczego trzeba trzymać pozę. Udawać, choć tak na prawdę pasie się świnie w odległej krainie, jest się głodnym i brudnym jak nieszczęście...
Potem zachodzisz w głowę, czemu tyle czasu zwlekałem.
Co za głupie ludzkie myślenie...

wtorek, 17 czerwca 2014

Dziś znów nie-dzielny dzień :)

Założenia : odległość 20-30 km od domu. Wstęp bezpłatny.
Żadnych frytek, budżet na kawę i ... mooooże lody.
Ma być to krajo-poznawczy lecz leniwy przyjemny spacer.
Plaża odpada - za dużo piachu dla Helenki, wózek cięzko pchać-ciągnąć, na chustę za gorąco.

Miejsce wybrane.
Zuzka na wagarach.
Będziemy razem.

Relacja wieczorem.

czwartek, 12 czerwca 2014

Pokój moralny.

Życie mija. Dzień za dniem. Małymi kroczkami oddalamy się od "ważnych" dat, od różnych zaważalnych bardziej lub mniej etapów, rocznic czy zmian. Część rzeczy ma swój cykl, swoją sezonowość, i są rzeczy ze wszech miar niepowtarzalne, wyjątkowe i pojedyncze rarytasy naszego życia. Taka biblioteka dni, na które składają się i białe kruki, i cykle wydawnicze, i miesieczniki, kwartalniki. Mniejsza czy większa ta biblioteka , niech bedzie ciekawa i prawdziwa.
Są dni, o których myślę że są ogromnie ważne i do podzielenia się z czytelnikiem znanym bądź anonimowym na blogu. Bo wydarzenie spektakularne, zaangażowane, absorbujace i w codzienności rodzinnych dni nie-codzienne.
Przerywnik i przewietrzenie niemałe wcale miałam w niedzielę. W skrócie i jednozdaniowo : w niedzielę pojechałam na kabaret Moralnego Niepokoju do Dublina. Drugozdaniowo : było super, miałam towarzyszke podróży, pogodę i nastrój no i gwiazdy niepokojące moralnie.
 Bo z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie. Wady, przywary, pycha, bezinteresownie sk*rwysynstwo, plotki, złośliwości, hipokryzja i wszechobecny relatywizm. Wszystko jak na dłoni, popchniecie widza do reflekcji, zadumy, zajrzenia sobie w oczy. Zdjęcia maski, przyjrzenia się swojej minie, pozwie i relacjom z innymi. Wszystko co nas spotyka ma nas czegoś nauczyć.
 Nauczy, jeśli wiemy że czegoś jeszcze nie wiemy, nauczy jeśli my przestaniemy czuć się jak nauczyciele dla innych, nauczy, jeśli przjmiemy sobie do serca, że od każdego można się czegos nauczyć, nawet od malutkiego, głupiego żuczka, nawet od dziecka. Wreszcie nauczy, że nawet z niesamowitych osobistych doswadczeń często nie potrafimy wyciagnąc wniosków, Co doprowadza do coraz czestrzej zauwazalnej przeze mnie sytuacji, że winni są wszyscy, cały świat, wszyscy nedznicy których spotkałem , z Bogiem na czele ...
Ale nie ja.
Ja jestem spoko, mnie się należy, ja żadam, ja mam prawo, ja chcę. Resztę mam gdzieś, oskarże Boga a w drugiej kolejności wszystkich na raz.
To co mi pasuje jest dobre. To co mi pasuje jest prawdą i to co mi pasuje jest użyteczne. Nie mam więc skrupułów by walczyć o to czego ja chcę. Naginać rzeczywistość, kłamać, oszukiwać, manipulować i zabijać. Najlepiej dodatkowo dla niepoznaki rozmywac znaczenie słów, zmieniać ich sens, a jak się nie da, zalać jadem, odwrócić się na pięcie.


Owszem ja też odwracam się na pięcie, unikam, odchodzę, zagradzam się, ścieżki zarastaja, furtki się gubią. Czasem zastanawiam się czy dla komfortu własnego, czy właściwie dla komfortu tej drugiej strony?  Wszak są światy które nie mają mostów...
Czas pokaże, po owocach ich poznacie. Perły warto zbierać i przed wieprze ich nie rzucać, bo wiadomo jak to się kończy.
Wiem, że wszystko ma sens, tylko nie od razu go widać.



sobota, 7 czerwca 2014

zMagazynowana zmiana

Kontrakt podpisany, pierwszy payslip otrzymany. I oto nadeszły czasy rozstania. Ostatnie dwa lata, jak te dwa gołąbki siedzieliśmy sobie w domu. Jedno zajmowało się swoimi biznesami i sprawami, drugie swoimi, ale odezwać było się do siebie można, ktoś przy okazji kawy zrobienia pranie wstawił, suszenie... Co na obiad można było ustalic a nie z problemem zostac... Temat ciekawy można było na bieżąco obgadac, decyzję szybciej po konsultacjach podjąć.
Teraz mąż do pracy WYCHODZI.
Inaczej. Zmiana jest spora, bo ostatnio jak wychodzil, dziecko mniej mieliśmy i wogóle w innym momencie życia starszakow byliśmy. I z tego co pamiętam to jak ostatnio wychodził, to także jak i dzieci do szkoły szedł. Teraz do szkoly na razie chodzę ja, i to w soboty, i w charakterze katechety nie ucznia, choć... sporo się tez tutaj uczę. O sobie i innych, o świecie innych rodzin. To tak jakby zaglądać trochę do innych królestw, do innych domów i to z perspektywy dziecięcej. Całkiem nowe światy.
Helenka poznaje nowe gry i zabawy z ciociami, zostaje bowiem w domu. Dziś ma  400% więcej atrakcji bo ciocia nasza świecka przyjechala ze swoimi dziecmi i tańcują i pewnie wesoło mają, co Helke cieszy i cieszyć będzie, aż zmęczona nie padnie.
Tata soboty ma zajęte, niedziele pracujące ale fajnie bo niedziele od 12 dopiero,. Póki co, weekendy mamy  wiec w innym terminie. W tym tygodniu wspólna "niedziela" czyli dzień w którym nikt nie był od innych oddzielony wypadła we wtorek (Franek ma już wakacje a Zuzka miala dodatkowy dzień wolny) I tenże niedzielny-wtorek spędziliśmy w przepięknych okolicznosciach przyrody w pięknym zaczarowanym ogrodzie w Woodstock, niedaleko irlandzkiego Tomaszowa (Tomastown).
Jak pięknie tam jest, można zobaczyć na zdjęciach, których jeśli ktoś nie widzi teraz, to powinien zajrzeć tutaj troszkę później bo obiecuje wstawić :) Teraz bowiem pisze w przerwie miedzy lekcjami, w smartfonie i nie wszystko tutaj da się zrobić.

czwartek, 5 czerwca 2014

Tak lekko chwastem blog zarósł, przyznaje.
Wybiły mnie  jednak z pantałyku różne sprawy i sprawki, zmiany ogólne i szczególne. Trochę rozczarowań po drodze, jak zwykle, a po co żółć lać w blogosferę skoro to kwestia kilku oddechów i przeczekania.

Mało oj, mało ludzi prawdziwych, spójnych w mowie, myśli i czynie. Mało. A człowiek, tak chciałby... równać do tych przez siebie podziwianych, do tych odważnych, prawdziwych, silnych i dobrych, charakternych i pełnych cnót rycerskich i błogosławiącym wrogom, i którym altruistyczne gesty nie przychodzą wymuszane, lecz ot tak, jak oddychanie lekkie i świeżym powietrzem.


Nagminnie ludzie robią co im pasuje, ukrywają co im pasuje, udają jak coś im pasuje, grają jak trzeba, straszą i szantażują jak małostkowość i hipokryzja zostają zauważone, tudzież klasycznie jak nie pasują im fakty, tym gorzej dla faktów, a najlepiej spostrzegającego je, zdyskwalifikować, ośmieszyć, oczernić, odizolować, zmanipulować i zasmrodzić otoczenie.

Takie zmarkotniałe narzekanie na brak ludzkich wzorców, oczywiście muszę wyrzucać z siebie, przepracować po raz kolejny i kolejny.
Żadna inna twarz nie może stanąć między moja a Jego Obliczem. W ludziach, w żadnym człowieku nie wolno upatrywać wzoru do naśladowania. A tu człek czasem zapomina, zagapia się, rozkojarza, przyziemnie i po ludzku zaczyna spoglądać... i hmmm zasmucona kolejnymi rozczarowaniami muszę na nowo wryć w czachę, coby Pierwsze najważniejsze (i dobrze przetłumaczone) Przykazanie zachować, na nowo się dźwignąć i wzrok podnieść.

Generalnie na dzień dzisiejszy, spoko looz.
Sumienie czyste, a wrogowie są niezbędni do kochania.
Niech się dyga ten co ma coś za uszami.
A skoro w miłości nie ma lęku, to niech przestanie się dygać, tylko w Miłość skoczy.