czwartek, 22 maja 2014

378 dni...

...czyli 9072 godzin, czyli 544320 minut...
Tyle mniej więcej do dziś przeżyła nasza najmłodsza pociecha, czyli Helka.
A mówiąc prościej, niespełna dwa tygodnie temu skończyła roczek, i z takiego bobasa...

...stała się takim dzieciaczkiem...

...już niemal chodzącym, ciekawskim świata i wszystkiego co znajdzie się w zasięgu ręki.
Do tego dorobiła się całych sześciu zębów (w tym jednego wczoraj), zawadiackiej grzywki wiecznie spadającej na oczy, umiejętności własnoręcznego jedzenia i zapewnienia przy tym rodzicom możliwości posprzątania podłogi w promieniu kilku metrów, kilku par fantastycznych butów, które jednak chętniej by zajadała niż nosiła na nogach, zaraźliwego śmiechu, od którego miękną serca nawet najbardziej zatwardziałych smutasów, umiejętności gadania na każdy temat we własnym języku, wyrywania włosów mamie i siostrze, klaskania, chodzenia przy meblach lub szybkiego uciekania na czworakach, oraz setki innych umiejętności, no i oczywiście kochającej dwójki rodzeństwa i nieco większej dwójki rodziców.
Oto cała roczna Helka.

Już nawet lodów spróbowała :)

środa, 21 maja 2014

Pierwszy dzień reszty życia

Gdy "wychodzi" na ogródek , będąc na rękach, pokazuje na wszystko "Da, da, da". Trzeba podać listeczek do łapki i poczekać. Czy da mamie do buzi, czy zje sama? Różnie. Szpinaczek, roszponka, sałata, melisa, mięta i tymianek jest objadany. Ale furorę zrobil fankuł. Zeżarla połowę naci plus kilka z łodygami... Zdrowa wegetariańska dieta :)

czwartek, 15 maja 2014

puk puk

Taka sytuacja. Wczoraj wieczorem zapukał do drzwi. Miał wizytówkę, którą dostał od Krzyśka we wrześniu zeszłego roku. Siadl przy stole, podał dane do wizytówek i małych tabliczek. Sympatyczny kwadransik. Dziś zamówił w tzw ciemno, nie widząc projektu ani nawet nie chcąc go zobaczyć. Nie uważam tego za jakąś podpuche, jakoś oboje wiemy, że i zaliczka nie jest tu konieczna.
Czemu to piszę? Skrajnie przepiękna sytuacja po specyficznych i charakterologicznie trudnych ostatnich klientach firemki męża :)
Deser i nagroda dla jego cierpliwości (niewymownej i trudno opisywalnej) Kolejny habakuk z "miską zupy".
Czyli jesteśmy tam gdzie mamy być.

czwartek, 8 maja 2014

Gruba Ryba :)

Dziesięć lat różnicy. Mój Mały Brat też miał wczoraj urodziny.
Cóż, pisać Brat... łask nie marnuj, ludzi szanuj, pamiętaj o najważniejszym przykazaniu.
Tęsknię ogromnie, aż ciężko pisać...
Dumna jestem, że wyrosłeś na fajnego faceta męża i tatę, syna i brata :)  i jesteś grubą rybą w swoim fachu. Tak trzymaj!


wtorek, 6 maja 2014

o Jaga, Jaga Jaga Jot


       Urodzinowy bukiecik dla mojej małej siostry, w dniu jej urodzin :)

Myślałam sobie ostatnio, kiedy w jakim momencie mojego życia wogóle zorientowałam się, że Ona jest. Bo pamiętam jazdę z tatą do szpitala przed narodzinami, i ogólny płacz mój, czemu mama tam ma zostać. Następnym obrazem jest chyba jak Siostra już zaczyna chodzić przy meblach, czyli generalnie rok mogła mieć, tyle co nasza Helka teraz.
No i hmm, no nic a nic wcześniej....

Teraz pamiętam codzień, i już nie umiem oddzielić jej smej od całej jej rodziny, czyli szfagra i trójki żywych dzieciaków. A to co wyczynia, wymyśla i realizuje w pracy, społecznie, kościółkowo i politycznie, to ... nie sposób tego ogarnąć.
A Ona ogarnia :)

Życze, żeby drwa do podsycania tego ognia nie zabrakło. A jak coś staje na przeszkodzie - taranuj, nie patrz. Allleluja i do przodu.
Całujemy gorąco, ściskamy.
Sistra, Szfa, Chrześniak i dwie dziewczynki Zuzka i Luśka.


ps. "Wiszę" Ci tort, więc zrób na niego w sobie miejsce :)
Przyjadę, zabawimy się i na konto tych urodzin.

poniedziałek, 5 maja 2014

Mademoiselle Zuzanna

Nasza córeczka spędziła trzy dni pełne atrakcji poza domem. Jutro dowiemy się jakich i państwu opiszemy. W każdym razie, nie było tu osoby której by jej nie brakowało. Nasza zuzaczkowa radość była udziałem innego zaprzyjaźnionego domu.
Od jutra już normalnie, szkoła dom,  plus pogaduchy o minionym długim pełnym atrakcji weekend'zie.

Pobudka!

Mamo wstawaj naszykowałam ubrania!

piątek, 2 maja 2014

... słodkie nic.

Takie chwile traktujemy jak wakacje. Krótkie zatrzymanie a ... miasto i przechodnie wyglądają inaczej. Wystarczy siąść na kawie w jakimś ogródku kawiarnianym i podelektować się towarzystwem i cappuccino. Wczoraj odwiedziliśmy Kaffeine na Michael St. i przygladalismy się tej znanej uliczce oczami turystów.


Osiem lat temu zwiedzaliśmy to miasto jako turyści w podróży poślubnej. Dwa dni spędzone tutaj zmieniło nas w jakiś niepojety sposób. Na tyle niepojety, że pojawiły się myśli o zmianach, o jakie wcześniej żadne z nas się nie podejrzewało.
Efektem jest nasze tu i teraz, nasz dom siedem i pół roku w tym samym miejscu w Waterford. I tak jak nie poczuje się nigdy Irlandką, tak waterfordzianką czuję się od lat. To owszem generuje nowe obowiązki względem miasta, na przykład udział w wyborach lokalnych. Każdy kto chciałby zmian globalnych, musi (nie ma rady) zacząć od lokalnych, i zacząć zmieniać świat od siebie samego.
Ja mam kilka jeszcze pytań do moich kandydatów na radnych, zamierzam do nich napisać i potem podejmę decyzję kto wart mojego głosu.
A teraz do roboty pani Wiśniewska! Napięty program piątkowy. Dzień umila i rozwesela  nam Czesio Niemen (lubimy przedrzeźniać jego jęki i stęki :)

                                                            - - -


Flaga wywieszona.
Ku chwale Ojczyzny.

- - -
Pozdrawiamy grilujacych w diecezjach "mięsnych i bezmiesnych" :)



My też mamy święto i imprezkę w planie :)