środa, 9 kwietnia 2014

Wentyl bezpieczeństwa...

...w postaci mojego wyjścia z domu i robienia czegoś zupełnie innego niż w codzienności został dziś odwołany. Nie ukrywam, że złapałam lekkiego nerwa, wszakze wentyl to wentyl, no i może nie chodzi tu jedynie o moje bezpieczeństwo.  Dwie godziny w innym klimacie, wśród Lejdis i z realizacją własnego projektu to nie lada rarytas dla managera domu, ogarniacza dzieci i powierzchni plaskich, PR owca rodzinnego i dietetyka i  kucharza, ogrodnika hobbisty, cukiernika amatora i pełniącej funkcje katechety. Na szczęście kwestie garderoby rozwiązuje tzw Szop Prac z, a wiec cudowne ręce mojej Cierpliwszej połowy. 
Niestety mój kurs się dziś odwołał, i żeby nie rozniesc się oraz poza-się, podzialalam sobie w pracowni, choć częściowo zajelam i stół w jadalni.

Wszakże kierpce domagają się dopełnienia i jakiegoś folkowego akcentu. Co mi wyjdzie, wyszło, się stworzyło dla cierpliwych już niebawem..
Okoliczności wyżywania się twórczego w domu są mocno utrudnione...

Czekam te na  "poświętach" i jakieś wyjście z domu. Nocne.
Mężu, domagam sie!
Stanowczo.

1 komentarz:

  1. Podziwiam umiejętność szycia ubrań. Różne rzeczy potrafię. Nawet wielką serwetę na duży prostokątny stół na szydełku popełniłam. A kiedyś też haftem płaskim ukwieciłam obrus. Niemniej jednak ubrań szyć nie umiem. O.

    A wentyl bezpieczeństwa trzeba mieć. Choćby tylko po to, aby złapać dystans do codzienności.

    OdpowiedzUsuń