czwartek, 10 kwietnia 2014

"Miłego czwartku" życzył Puchatek i...

...czwartek był bardzo miły. Nawet pomimo borowania w zębie. Wszak podwójne znieczulenie dało radę, aż znieczulilo mi pół nosa :)
Dziś rano odwiedziliśmy Zuzki szkołę. Wyszliśmy wszyscy z domu, Franek na prawo, a my lewoskrętnie ku szkole średniaczki.

Odwiedziliśmy klasę i podziwialiśmy zeszyty z historiami dzieci, malowidła i dzieła sztuki, a potem już w mini podgrupach dzieci czytały rodzicom.  Próbowała Zuzka czytać i Helence, ale ta zainteresowana była zupełnie czymś innym.


Późniejsze przedstawienie także najmłodszej nie ciekawiło. Za to Zuzka wpatrzona była w swojego nowego lubego w jednej z ról. Wzdychań co niemiara mamy teraz i opowieści zakochanej dziewczynki typu "eh, jutro ostatni raz go zobaczę, bo potem ferie" . I pomyśleć, że zakochała się ... wczoraj :)
 


Potem do-poludnie mineło towarzysko, a i popołudnie także,  zjedliśmy obiad z miłym gościem. Szybko jakoś zapadł zmierzch i ja też jakoś tak zapadlam się w pielesze.





Franek cieszy się na ostatni dzień szkoły. I ja też, bo więcej będę miała z nim dialogu i spotkań. Czasem bowiem, widzę go tylko na obiedzie i potem przed snem. Lekcje, nauka i społecznościowe portale są niezwykle czasochłonne...



A jutro piątek, który zaczniemy od pojechania na ryby.
No może raczej "po" ryby. 

Wśród komentarzy, pojawił się głos czytelniczki, która chyba myśli że ja umiem szyć :) Oj, nie umiem nie umiem, ale bardzo... bym chciała :) Kurs szycia to dwie godziny w tygodniu, a czasem i to się odwoła lub ja nie dotrę. Mniemam, że praktyka czyni mistrza i im więcej będę działać przy maszynie tym mniej napsuje. Na razie przerabiam, naprawiam, łatam to co mamy, żeby się nauczyć. Sporo czytam gazet, książek i blogów o szyciu. Teoriami się karmie, a potem rozmarzam się w myślach i podziwiam swe wymyślone dzieła...  A ostatni ciuch folkowy, ten co ma się zaprzyjaźnić z kierpcami skroilam wg swojego rozmiaru sprzed Popielca. Okazało się po sfastrygowaniu i przymiarce, że jest dwa numery ... za duży.
:) Także, nic to, przerobie w tzw "wolnej chwili", a straconych rozmiarów mi wcale nie żal.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz