poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Przepis

Czytelników, amatorów jakichś smakowitości z kuchni Iwy, którzy weszli tutaj skuszeni tytułem od razu rozczaruję. Dziś z kulinariów będą tylko frytki i to wcale nie smażone przez Iwkę i wcale nie w domu.

Ale do rzeczy.
Dziś podam przepis na szybką wycieczkę, która cieszy całą rodzinę.
W ramach przygotowania szukamy jakiegoś odludnego miejsca, w którym jeszcze nikt z rodziny nie był. Nie musi być daleko, wystarczy, żeby było nieznane i wyglądało na ciekawe. Możemy posiłkować się Google Maps, szczególnie jeśli do wybranego miejsca dojechała kamera Street View. Do naszego nie dojechała.

Jadąc na wybrane miejsce należy prowadzić konwersację ze współtowarzyszami, a przy każdym zjeździe z jakiegoś wzniesienia krzyczeć "Z górki na pazurki!". Między wzniesieniami należy na polach szukać owiec, tudzież innych baranów, a na niebie fajnych chmur.
Po dojechaniu na miejsce najlepiej nie iść w zaplanowaną stronę, tylko w zupełnie inną, żeby już zupełnie wszyscy mieli niespodziankę i nie wiedzieli czego się spodziewać. A spacerując koniecznie trzeba cieszyć się ze wszystkiego, na przykład ze skoku przez strumyk, ze znalezienia rozwalonej boi, ze spotkania z martwym krabem, z ilość kamieni, które koniecznie trzeba wrzucać do wody, i przede wszystkim z tego, że na twarzach współuczestników wyprawy nieustannie gości uśmiech.

Co ważne, widząc zbliżającą się deszczową chmurę, należy zacząć zastanawiać się, czy aby idzie w naszą stronę, czy może przejdzie bokiem. I należy to robić aż do chwili, kiedy lunie deszcze. W wersji alternatywnej można wcale nie zauważyć zbliżającego się deszczu i wyglądać na ogromnie zdziwionego kiedy czapka, bluza i spodnie nagle staną się mokre.
Przed padającym deszczem nie trzeba uciekać w popłochu, ale spokojnie zawrócić i dojść do samochodu bez paniki, po drodze podziwiając jeszcze mokre liście, kamienie i oglądając mokre ubrania innych. (Jak powszechnie wiadomo deszcz moczy szczególnie osobniki przed nim uciekające, natomiast te, które nie okazują paniki na widok wody spadającej z góry mogą liczyć na łagodniejsze traktowanie.)

Wracając do domu (KONIECZNIE!! inną drogą), należy się bardzo mocno zdziwić, że o przysłowiowy rzut beretem znajdują się znajome miejsca, w których można wspomnieć kiedy i z kim się w nich było. I żeby podtrzymać wspomnieniowy nastrój należy zatrzymać się w jednym z takich miejsc (upewniwszy się, że deszcz jednak przeszedł bokiem), wypić coś ciepłego i zaskoczyć wszystkim jakimś niezdrowym, szybkim żarciem (na przykład frytkami, chociaż w cieplejsze dni preferowane są lody).
Siedząc przy napojach i jedzeniu poświęcić dużo czasu na podziwianie widoków, ale jeszcze więcej na rozmowy ze współtowarzyszami podróży. Pod koniec biesiady ucieszyć się niezmiernie kiedy syn powie: "I pomyśleć, że nie chciałem jechać na taką fajną wycieczkę."

Na koniec zapakować wszystkich do samochodu i pamiętając o wyborze alternatywnej drogi powrotnej wrócić po kilku godzinach do domu.

UWAGA!!! Robić dużo zdjęć!
Na przykład takich:







Warto też pamiętać, żeby ćwiczyć mięśnie podnoszące kąciki ust do góry :)

1 komentarz:

  1. Mniam mniam... a my też mieliśmy chipsy, i to swojej roboty! z przepisu Franciszka!
    U nas 30 stopni od rana...
    Już za parę dni, za dni parę Jagna z Agatą wezmą plecaki... i bez gitary
    Pozdrawiamy całą Rodzinkę!!!

    OdpowiedzUsuń