środa, 3 kwietnia 2013

Kaktus mi wyrośnie?

Jako się rzekło, tak się i zrobiło. Z racji przygrzewającego słońca, bezchmurnego nieba i ogólnego dobrego samopoczucia, wczoraj całą rodziną wybiegliśmy radośnie do naszego skromnego ogródka i jeszcze bardziej przystosowaliśmy go do produkcji warzywno-owocowo-zielarskiej.
Ilość zakupionej w tym sezonie irlandzkiej ziemi sytuuje nas już chyba w kategorii "ziemianie", a ilość roślin, które nam zaczynają kiełkować powoli przyprawia o zawrót głowy, kiedy pomyślę o tym, że ktoś to będzie musiał niedługo doglądać, pielić, chronić przed ślimakami, a potem zebrać plony i wreszcie zjeść.
Tak w skrócie wygląda to tak: trzy rodzaje sałaty rosną w zgrabnych rynnach, pomidory czekają na jeszcze cieplejsze dni na przesadzenie do gotowych już skrzynek, papryka rośnie pod folią w skrzynce, która do niedawna służyła jako szafka w Zuzki pokoju, a truskawki zostały posadzone w byłym łóżeczku dla lalek. Ilości i nazw ziół oraz pomniejszych roślin w doniczkach nie podejmuję się wymienić, może pokusi się o to Iwka. Ach, no i zapomniałbym o ziemniakach, które na razie leżą jeszcze w ziemi i z racji temperatury nie spieszą się do wyjścia na zewnątrz. A w planach jest jeszcze więcej ziół i fasolka, która czeka na konstrukcję, po której będzie mogła się wspinać.
W każdym razie powierzchnia rekreacyjna ogródka zmniejszyła się drastycznie kosztem powierzchni produkcyjnej, ale jak dobrze pójdzie w lato będziemy mogli leżąc na kocu zrywać jedną ręką pomidory, a drugą sałatę albo jakiś czosnek na zakąskę. O postępach pewnie będziemy informować. Jeśli jakieś będą :)

w trakcie przerwy od cięcia sekatorem Franek umilał nam czas bębnieniem na wszystkim dookoła

skrzynki czekają na pomidory, a pomidory czekają na ocieplenie

zabawa w czesanie trawy, czyli Zuzka sobie grabi
(w tle kucyk - odźwierny drzwi do komórki)

z poradnika młodego zielarza
 
dumna pani ogrodniczka oraz widok, z którego jest dumna
system wysiewu rynnowego
(proszę zwrócić uwagę na niezwykle finezyjne wykorzystanie srebrnej taśmy)
A jeśli ktoś się chciałby zapytać, dlaczego to wszystko musi być takie wymyślne w skrzynkach, rynnach i innych takich, to uprzedzę pytanie i odpowiem od razu. To wszystko przez ślimaki, które w Irlandii pełnią rolę szarańczy i zjadają wszystko co jadalne i zielone (a czasami i w innych kolorach). Dla przykładu rok temu w jedną noc obskoczyły trzy całkiem już wyrośnięte krzaczki dyni, które nieopatrznie wsadziliśmy po prostu w ziemię. W tym roku postanowiliśmy być wredni dla ślimaków i  utrudnić im dostęp do jedzenia.

Oczywiście tak ciężka praca w ogrodzie musiała zostać wynagrodzona. I każdy po obiedzie dostał nagrodę taką jaką chciał, czyli Iwka z Frankiem odpoczywali w domu a ja z Zuzką pospacerowaliśmy po parku.
słonecznie choć zimno, ale lepsze to niż zacinający deszcz czy sypiący śnieg

chłód chłodem, ale radość z wolnej huśtawki pozostaje niezmienna

A potem był już tylko kominek, gorąca herbata, dobranocka i ciepła pierzyna.

A dziś może obiecana plaża zostanie zaliczona. Zobaczy się jak domownicy wstaną.

PS. A co z tytułowym kaktusem? Otóż jest i on. W liczbie trzech kaktusów stoi na oknie w salonie i od miesiąca pięknie kwitnie. Jakby na złość temperaturom na zewnątrz i temu, że właśnie skończył się najzimniejszy marzec od ponad 70 lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz