czwartek, 18 października 2012

Popolitykujmy

Kilka dni temu jechałem ze znajomym w dłuższą drogę i była okazja do pogadania o tym i owym. Takie trochę "nocne Polaków rozmowy" tyle że rano i w samochodzie, więc bez procentów.
Tematów było dużo, ale oczywiście w końcu zeszło na politykę. Bo jakże by to było tak bez polityki w polskim gronie. A skoro polityka to wiadomo... narzekanie i psioczenie na polską, pożal się Boże, klasę polityczną, która z klasą to może ma wspólną jedynie nazwę, ewentualnie konto na "Naszej Klasie". I tak w trakcie głośnego zastanawiania się nad powodami obecnego spsienia, czy mówiąc delikatniej, zepsucia sceny politycznej skrystalizowała mi się taka myśl, która od dawna chodziła mi po głowie. Padło pytanie znajomego, dlaczego w latach 20-tych wszystkie, lub niemal wszystkie ważne partie potrafiły jako tako współpracować dla dobra Polski, a teraz wszyscy skaczą sobie do gardeł i wyrywają co się da ze wspólnego dobra. I wtedy zrozumiałem, dlaczego dziś w Polsce politycy zajmują się nie tyle Polską i jej dobrem, a wymiernymi wartościami w postaci swoich portfeli i kont bankowych.
Sprawa wydaje się prosta. W latach 20-tych nie za bardzo mieli co kraść, bo po kasa nowego państwa świeciła pustkami i gdyby te "grosze", które w niej jeszcze były zostały rozkradzione, lub mówiąc delikatnie, wyprowadzone do prywatnych kieszeni, Polska zwyczajnie by nie przetrwała, nie byłaby w stanie obronić się przed bolszewickim najazdem ze wschodu i rosnącym zagrożeniem z zachodu, nie byłaby w stanie nawet powstrzymać narodowościowych ruchów odśrodkowych. I wydaje mi się że rozumieli to Piłsudski z Witosem i Dmowskim, i mimo dzielących ich różnic potrafili jakoś się dogadać, by to państwo jednak przetrwało. Sprowadzając to do najprostszych pojęć, Polska była dla nich najważniejsza. Czy chodziło im o to by była silna i rosła na chwałę, czy tyko o to żeby w budżecie było dużo pieniędzy które można podzielić między swoich, to sprawa drugorzędna. Im mimo wszystko chodziło o Polskę.
A dziś? Cóż, czy naprawdę mam wyjaśniać? Czy rozrastająca się z roku na rok administracja i coraz to nowe rządowe instytucje (czyt. fuchy dla rodziny i znajomych), czy rosnące wydatki na utrzymanie prawdziwej armii urzędników (znacznie liczniejszej niż ta prawdziwa armia), czy utrudnianie zwykłego życia prostym obywatelom i ułatwianie wszystkiego "swoim" pozwalają sądzić, że politycy w Polsce jeszcze pamiętają o Polsce i obywatelach tego kraju? Śmiem twierdzić, że nie.
I celowo nie piszę o żadnej konkretnej partii, bo dla mnie cała klasa polityczna jest zepsuta do cna, a uzdrowić ją może chyba tyko radykalna zmiana systemu. Oby taka nastąpiła jak najszybciej, oby wyszła temu kraju na dobre i oby nie było za późno.

7 komentarzy:

  1. Poprę Cię w wyborach na Króla Najjaśniejszej Rzeczpospolitej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozwiązaniem, które ma szanse zadziałać, byłaby wojna. Taki duży reset całości systemu. Bo innymi, pokojowymi metodami, to tylko się namnoży biurek. Taka karma.

    OdpowiedzUsuń
  3. Iwa: nie poprzesz, bo nie będę startował :P
    xpil: dlaczego od razu wojna? wystarczy zmienić system wyborczy, żeby nie wybierać ciągle tych samym skompromitowanych mord z partyjnego nadania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym, że żeby wybrać inne "mordy" trzeba najpierw zmienić system wyborczy. Nie mam natomiast pojęcia w jaki sposób to zrobić, żeby uniemożliwić "mordom" ponowne wybranie. Wojna jest wariantem absolutnie skrajnym i jako zakamuflowany pacyfista nie chciałbym takiego wyjścia, jednak za bardzo nie widzę innego.

      Usuń
  4. Akcję oddolną JOW popiera już 99218 plus jeszcze peeeeewnie drugie tyle co nie ma internetu :) Nie widziałam tam nazwisk Twoich znajomych ze zdrowymi wątrobami i czystymi (może nieużywanymi?) sumieniami z dykusji na FB.
    Przedwojenna elita polityczna, kulturalna Polski - miała HONOR i ODWAGĘ. SIŁĘ miała w poszukiwaniu rozwiązań dotyczących NARODU. No i autorytety. Polecam tekst Łysiaka (ale Tomasza :)) : http://niezalezna.pl/33803-polskie-zywoty-rownolegle

    OdpowiedzUsuń
  5. Juz w najbliższych wyborach samorządowych będziemy mieli sprawdzian z JOW-ów. Czy to jest remedium na całe zło ? Się okaże.
    Ryzyko jest nastepujace. Do samorządów mogą sie dostać ci, których stać na mocną kampanię wyb. A czy bogaty to jednocześnie ktoś patrzący dalej niż czubek własnego, lewego często interesu ? (Proszę o nienadinterpretowywanie słowa -interes) Zagrożenie nr. dwa - wysuwany jest przez pewne lobby kandydat. Lobby go sposoruje, on zostaje do Rady Miasta wybrany...ale teraz przychodzi czas na reważ wobec sponsorów, trzeba dbać nie o sprawy ogółu tylko mętne biznesy.
    Jesli JOW-y zaczną obowiązywać również w wyborach do Sejmu , to te same zagrożenia wystąpią.(vide- senator Gawronik) Ale żeby bylo trchę optymizmu. Ja osobiście coraz częściej widzę ludzi w rodzaju poseł Wipler, Duda czy Górski, to są nowe twarze, karty niezgrane. Jest nadzieja, że od takich jak oni zaczną sie te wspomniane przez Iwę elity polityczne odradzać. Tak jest tez w przyrodzie , jak roślina spsieje to trzeba ją na powrót zaszczepić szlachetną odmianą. I w tym widzę nadzieję. To sie nie stanie jutro i nie pojutrze pewnie ale proces ma tylko dwa mozliwe kierunki rozwoju- albo psieje dalej albo się szczepionka przyjmie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sorki za literówki :) Antoś !

    OdpowiedzUsuń