środa, 31 sierpnia 2011

wtorek, 30 sierpnia 2011

Sokole Oko

Nie, wbrew tytułowi nie będzie o moim ulubieńcu z serialu M.A.S.H.
Nie będzie też o żadnych tematach zoologicznych, chociaż ostatnio Franek zaczytuje się książką o zwierzętach i co i rusz częstuje nas jakąś rewelacją ze świata fauny.
Tytuł to na cześć Zuzki, z którą właśnie wróciliśmy od okulisty, ze standardowego badania, które przechodzą dzieci w wieku szkolnym. Oczy ma córcia sprawne, bystre i wszystkowidzące.
A co do wieku szkolnego naszych pociech, ktoś może się zdziwić lekko, że to już oboje ten wiek osiągnęli. Otóż tak. Franek jak wiadomo od dawna w szkołach bryluje, Zuzka zacznie dokładnie jutro. Tak, tak, koniec wakacji nastał, czas do nauki. Córcia idzie do pierwszej zerówki, tzw. Junior Infants, będzie się uczyła literek, poznawała kształty, ciut matematyki liźnie, pozna koleżanki i kolegów, a za rok pójdzie do Senior Infants, czyli klasy od której zaczynał Franek swoją karierę w szkole w Irlandii niemal 5 lat temu.
Leci ten czas, dzieci rosną, aż dziw bierze, że jeszcze niedawno Iwka zaprowadzała Franka do tej samej szkoły z Zuzką w brzuchu.

Teraz Franek będzie przewodnikiem Zuzki po zakamarkach szkoły i mamy nadzieję trochę się zaopiekuje młodszą siostrą w pierwszych dniach w nowym miejscu. Zuzka już dosłownie odlicza godziny do pójścia do szkoły, książki leżą przygotowane, pudełko i butelka z kotkiem na lunch i picie czekają na przyjęcie pierwszych kanapek i soczków, ołówki w piórniku niecierpliwią się przed napisaniem pierwszych literek. Jednym słowem, wszystko niemal gotowe.
Co ciekawe, Frankowi udziela się atmosfera i też nie może się doczekać powrotu do szkoły. Plecak spakował, pokój posprzątał, biurko ogarnął i chyba całkiem chętnie jutro poleci się uczyć. Pożyjemy, zobaczymy i relację zdamy.
A tak jeszcze zer szkolnych tematów...
Tata naszych dzieci też do szkoły idzie. Będzie się uczył dziennikarstwa i fotografii. A że tej drugiej będzie się uczył starą szkołą, czyli na kliszach i w ciemni, musiał sobie sprawić nowy aparat. I sobie sprawił, i wygląda on tak...
...i jest dokładnie takim samym aparatem jaki przez wiele lat służył mu na koncertach, imprezach i innych okazjach.
Z postępów w nauce młodszych i starszych będziemy zdawać relacje :)

środa, 24 sierpnia 2011

na razie .... 2x18

Dojrzałość. A co to niby takiego? Gotowość do rodzenia owoców? Wydawania plonów? Widzenie konsekwencji własnych czynów? W jakiej perspektywie? Dnia dzisiejszego, jutra? Wieczności? Te troche symbolicznie urodziny minęły sympatycznie bo zaczeliśmy świętowanie już w sobotę w sporym gronie. A wczoraj futrakowo w miłej knajpce, i potem na telefonie z kRAJem. Przekazałam do akceptacji rodzinie dalszej instrukcje dotyczące pogrzebu moich szczątków doczesnych, więc jak możecie sobie wyobrazić boki można było zrywać, mnie przynajmniej pozytywnie temat nastraja :) Jak czytelników nie-za-bardzo, to znaczy, że żyć jeszcze serio nie zaczeli - czego z całego serca WAM wszystkim życzę.


Dziękuje za obecność, dobre myśli, dobre słowa, upominki, pocztówki, kwiaty.


Poprosiłam Boga by zabrał ode mnie moje złe nawyki.
Bóg powiedział, nie.
Nie jest moi zadaniem pomóc ci sie ich pozbyć, ale twoim z nich zrezygnować.
Poprosiłam Boga by podarował mi cierpliwość.
Bóg powiedział, nie.
- Cierpliwość rodzi się ze zmartwień, boleści i udręki.
Niemożliwością jest ją dostać, trzeba się jej nauczyć.
Poprosiłam Boga by dał mi szczęście. Bóg powiedzial, nie.
- Ja daję ci błogosławieństwo, szczęście zależy od ciebie.
Poprosiłam Boga by pomógł mi w rozwoju mojej duszy. Bóg powiedział, nie.
- Tylko ty możesz ukształtować wnętrze swoje, ja jednak będę cię trzymał za ręke przez cały ten czas.
Poprosiłam Boga by podarował mi rzeczy, które sprawią, że moje życie będzię piękne.
Bóg powiedział, nie.
- Podaruje ci życie byś mógł cieszyć się jego pięknem.
Poprosiłam Boga by pomógł mi kochać innych tak bardzo jak on kocha mnie.
Bóg powiedział....
- Achhhh, no nareszcie, myślałem że już nigdy nie poprosisz.

intensywnie

Weekend był naprawdę zajmujący, żeby nie powiedzieć wyczerpujący.
Najpierw urodzinowa impreza, połączone siły gości Kasi i Iwy dały czadu i dały radę. My też daliśmy radę i nawet udało nam się w niedzielę odwiedzić festyn w Woodstown i wesołe miasteczko w Tramore (na fajerwerki w tym drugim nie mieliśmy sił, co wyszło nam na zdrowie).
Odwiedziny wyglądały tak:
Strzelano z łuku (do tarczy, żeby była jasność) 

Jeżdżono na kucykach 
(tak przy okazji, ten pan to nasz znajomy rolnik, od którego  od kilku miesięcy bierzemy mleko, z którego Iwa wyczarowuje sery i twarożki)

Puszczano latawce (latawiec to ten mały zielony trójkąt na niebie) 

Skakano do utraty tchu

Rozbijano się samochodami... 

...i samochodzikami.

A dla ciekawych mamy jeszcze wersję ruchomą wyczynów naszych pociech za kółkiem.


Ostatecznie wyjechaliśmy z Tramore po 20:00, mimo że wcześniej planowaliśmy obejrzeć pokaz fajerwerków na zakończenie sezonu. Jak się okazało wyjechanie wcześniej było strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Na pomysł obejrzenia fajerwerków wpadło kilkaset rodzin z Waterford i okolic, czego skutkiem było totalne zakorkowanie drogi do Tramore i to na dobrą godzinę przed samym pokazem. Co się działo po zakończeniu pokazu, przy próbie wyjechania z Tramore nawet nie chcę myśleć. Nas dostatecznie wymęczył festyn i łupiąca czaszkę muzyka w wesołym miasteczku. 
Po raz kolejny przekonałem się dlaczego ich nie lubię. Tych wesołych miasteczek znaczy się, które wcale takie wesołe mi się nie wydają. Ale to temat na inny raz. Teraz trzeba budzić podwójnie pełnoletnią żonę i jeszcze niepełnoletnie dzieci i zacząć nowy dzień :)

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Polska kultura - Sarmacja - Jacek Kowalski - Zuzanna Wiśniewska

Święto Maryjne, i wspomnienie Bitwy z wymodlonym zwycięstwem... i święto Wojska Polskiego dziś.

Myślę, że zrozumiecie dlaczego umieszczę dziś ULUBIONĄ piosenkę Zuzki i wysłuchacie jej wyobrażając sobie JAK ona to śpiewa :). Piosenkę zna ona całą od pierwszej do ostatniej zwrotki, czasem zapyta się o "parol" czy "wszejt", czy "trwoga", co to "regiment"... ale wydaje się jej, że słuchając pana Jacka zdaje ona sobie sprawę z powagi treści, a przynajmniej śpiewa poważnie. Jadąc do pracy słychamy jej kilkakrotnie... i czasem słysze od Zuzki "Krótka ta piosenka, prawda? Jesce ras o Maryi". Płyta Jacka płyta przyjechała ze mną wraz z Polonią Christiana.

Nadmieniam, że kolejne piosenka którą w tutaj Pan Jacek śpiewa -

Zuzka zna także - NA PAMIĘĆ ....

Zapraszamy:

niedziela, 14 sierpnia 2011

Jeziorka

Będzie na szybko.
W ramach poszukiwań akwenów rybackich zwiedziliśmy dziś trzy okoliczne jeziora. Aż dziw bierze że wcześniej o nich nie wiedzieliśmy. Chociaż stopień ich ukrycia sprawia że jakoś zdziwienie słabnie.
Niemniej jeziora są, całkiem urocze, a nad jednym nawet od biedy pikniki można urządzać. Szkoda że sezon powoli się kończy.
A w skrócie jeziorka okoliczne wyglądają tak:



piątek, 12 sierpnia 2011

podsumujmy

Coś na kształt jakiegoś podsumowania całego tygodnia może bym zrobił...
Ale zacznijmy od końca, czyli od dziś. Pogoda nie dopisuje zbytnio, na spacery, bieganie w parku czy wypad nad morze jest zdecydowanie za zimno i zbyt niebezpiecznie chmury grożą deszczem. Zatem trzeba sobie jakoś radzić domowymi sposobami. Z kilku opcji (każda ciekawsza od innych) dzieci wybrały kolorowanie. Zamówiły sobie ulubione postacie, a internet pomógł i tym sposobem Franek koloruje Spidermany, Batmany i Transformersy, a Zuzka Hello Kitty, Tweety i Kubusie Puchatki.
O właśnie tak:

Wczoraj lepiej było z pogodą, i nawet udało nam się zaliczyć plac zabaw. Chociaż pod koniec lekka mżawka tylko przyspieszyła nasze kroki do samochodu.
Dzieci wyrwane z murów wyglądały na szczęśliwe:



Ale tak naprawdę najważniejsze wydarzenia miały miejsce niemal tydzień temu.
Historia zaczyna się jakoś tak w połowie drogi między Clonmacnois a Kilkenny. Wracaliśmy ze zlotu młodzieży katolickiej (tak wiem, wiem... młodzieży.... hmmm.... jak to brzmi), dzieci spały na tylnych siedzeniach, myśmy rozprawiali o tym i owym i tak jakoś nasunęło się na, żeby w Kilkenny na kolację się zatrzymać. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. Tym bardziej, że dzieci się obudziły, oboje głodne jak wilki i złe jak osy. Na obiekt pacyfikacji złych nastrojów dziecięcych wybraliśmy knajpę o wdzięcznej nazwie "Nostalgia" i pod kilka względami był to strzał w przysłowiową dziesiątkę.
Nie dość, że jedzenie smaczne i pożywne było, atmosfera miła i dzieci grzeczne, to jeszcze Iwka, przy okazji kolejnego rzucania nałogu nikotynowego, przed samą knajpą spotkała dwóch panów. Panów znanych i lubianych w pewnych kręgach, a szczególnie lubianych przez Franka co można zobaczyć tutaj:

Tak, tak! Iwka spotkała Fanzini Brothers. Tych dwóch kolesi co przeszkadzają Frankowi w występie na scenie. Spotkała i dowiedziała się, że bracia występują następnego dnia w Kilkenny właśnie. A z chwilą gdy podzieliła się z nami tą nowiną nie było ratunku - dzień później musieliśmy się pojawić na występie Fanzini Brothers. Franek obiecał, że będzie grzeczny i nawet chwilami obietnicę spełniał :)

I tak mimo niezbyt obiecującej pogody (tak, tak... aura nie rozpieszcza nas ostatnio) ruszyliśmy w niedzielę ku Kilkenny. Najpierw zrobiliśmy zaopatrzenie na bazarku pod miastem, potem zrobiliśmy zaopatrzenie w parasolki już w mieście. I kiedy deszcz nie dawał za wygraną, mimo przebłysków błękitu na niebie, Fanzini Brothers zaczęli swój występ. Krótko mówiąc - było wesoło :)

A mały epizod (a nawet dwa) zagrała moja własna żona, co można zobaczyć tutaj (i w kolejnych częściach):

Po przedstawieniu Franek się jeszcze poprzyjaźnił z panami artystami, porobił zdjęcia i głupie miny. A potem pojechaliśmy na mszę po łacinie, na co spuśćmy zasłonę milczenia, głównie za sprawą zachowania dzieci naszych, szczególnie młodszego.
Dały czadu. I nic więcej nie napiszę.

środa, 10 sierpnia 2011

A oto i moje odczucia, i list jaki napisałam do organizatorów:

"Chciałabym poznać sens i intencję organizatorów konkretnej zainscenizowanej części parady.Podczas parady Spraoi w Waterford dnia 31 lipca 2011 miała miejsce następująca scena:Na platformie pchanej przez wolontariuszy stała ogromna skrzynia stalowego koloru. Na każdym z boków była przerażająca twarz. W środku skrzyni, nazwanej przez organizatorów Puszką Pandory znajdowały się osoby ucharakteryzowane na diabłów. Z platformy wydobywał się dym, towarzyszyła jej ciężka deathmetalowa muzyka. Wieko Puszki Pandory co jakiś czas uchylało się i wyglądały z niej osoby ucharakteryzowane na diabły. Przed platformą szła grupka osób w przebraniach. Można było wyróżnić dwie osoby w strojach ortodoksyjnych Żydów, grupę Hary Krishna, kilka osób w strojach ludzi z epoki kamienia łupanego (lub przedstawiciele dzikich plemion), mężczyzn przebranych za biskupów z krzyżami na piersi, mężczyznę przebranego za papieża, mnicha, oraz pastora z Biblią w ręku, oraz kobietę w stroju czarownicy lub wróżącej cyganki. Pastor wyjmował piersiówkę z wyglądającej jak Biblia skrzyneczki i udawał że pije.

Gdy platforma z Puszką Pandory zatrzymywała się na trasie parady, po kolei wchodziły na nią przebrane osoby i kłaniały się w jej kierunku. Jak mniemam, kłaniały się siedzącym tam diabłom, osoby bowiem będące w środku skrzyni wyraźnie cieszyły się z takiego obrotu sprawy, uruchamiały wtedy system wodny tryskający na boki.

Chcę także podzielić się moimi odczuciami co do tej sceny. Obraziła ona moje religine uczucia, wzbudziła ona we mnie niesmak i wyraźny sprzeciw.
Uważam, że organizatorzy posunęli się za daleko w tym momencie, zbeszcześcili symbol chrześcijaństwa jakim jest Krzyż Jezusa Chrystusa oraz Pismo Święte.
Scena wyraźnie sugeruje, że wszyscy przedstawiciele religii oddają pokłon Szatanowi, co jest generalizowaniem, że także każdy kapłan i przedstawiciel Kościoła służy Złu. Zarówno osoby przebrane za przedstawicieli hierarchii Kościoła Katolickiego, jak i osoba pastora z Biblią w ręku, która służy mu do ukrycia alkoholu (nałogu), który także bije pokłony Diabłu. Zrównano w tej scenie pogańskie kulty (osoby przebrane za ludożerów, lub osoby z pradawnych plemion, i Hare Krishna, poganka – czarownica) z religią Chrześciańską, która ukształtowała Wyspy Brytyjskie.

Uważam, że organizatorzy parady Spraoi wykroczyli za daleko w prezentacji w ten sposób osób dla których symbol Krzyża Chrystusowego, ewangelizatorzy i kapłani są ważnymi częściami ich życia doczesnego.
Proszę o wyjaśnienie.
Oczekując odpowiedzi
Do wiadomości, organizatorów, sponsorów i mediów"

Mam prawo do swojej opini, reagować na bezeceństwa też mogę. Świat się pogrąża....


środa, 3 sierpnia 2011

wyjątkowo spokojnie

W tym roku Festiwal Spraoi minął nam wyjątkowo spokojnie. Nie wiem na ile to "zasługa" mojej jeszcze nie do końca sprawnej nogi, a na ile ogólnej niechęci do długich całodziennych spacerów, które nam dały w kość podczas zlotu żaglowców. W każdym razie, z kilkudziesięciu artystów i teatrów i takiej samej liczby zespołów widzieliśmy tylko kilka, a kwestie muzyczne w zasadzie całkiem pominęliśmy.
Oczywiście jak co roku kulminacją byłą parada i jak co roku zrobiła spore wrażenie (może tym "wrażeniem" sprowokuję Iwkę do napisania o swoich), chociaż gdzieś tam głowie rodzi się takie uczucie, jakby to już nie było takie niesamowite jak na samym początku, jak wtedy gdy przyjechaliśmy do Waterford i po raz pierwszy oglądaliśmy Spraoi i paradę. Albo mi się opatrzyło, albo też organizatorzy już tak się nie przykładają, albo fundusze nie pozwalają na taki rozmach. Albo wszystkiego po trochu, co jest najbardziej prawdopodobną opcją.
Po raz pierwszy zdecydowałem się nie brać aparatu na paradę, trochę ze względu na lekką niesprawność, a trochę z chęci przetestowania aparatu w nowej komórce. Cóż, test wypadł zgodnie z oczekiwaniem - aparat w komórce jeszcze długo nie zastąpi normalnej lustrzanki, ale do pstrykania rekreacyjnego już w zasadzie wystarcza. Kilka efektów testowania poniżej.




I jeden ruchomy efekt:

A tak jeszcze w temacie aparatów... Gdyby ktoś miał do odsprzedania za rozsądne pieniądze, lub czasowego oddania w dobre (czyli moje) ręce dobrą i sprawną lustrzankę analogową, chętnie rozpatrzę ofertę. Za miesiąc zaczynam szkołę i będzie mi taki anachroniczny sprzęt potrzebny.
O samej szkole i historii trafienia do niej - niedługo :)