piątek, 15 lipca 2011

na plaży słońce praży...

Mimo nogi nadal sprawnej tylko w części nie mogliśmy nie wykorzystać irlandzkich upałów (irlandzki upał zaczyna się od 20 stopni Celsjusza) i nie ruszyć na tak zwane łono natury. tradycyjnie w taką pogodę łonem natury najbardziej nam odpowiadającym była plaża w Woodstown, bo to i piasek przyjemny, bo woda płytka więc bezpieczna, bo blisko można podjechać i takie tam.
Iwka została odebrana z pracy, obiad został zjedzony, mały odpoczynek zrobiony i jazda ku przygodzie!
W zasadzie plaż za bardzo nie lubię, bo to i robić za bardzo co nie ma a fanem smażenia się na słońcu nigdy nie byłem. Ale chyba na starość coś się rozleniwiam, bo do Woodstown jeżdżę z przyjemnością. I tak było teraz. Bo jakże tu przyjemności nie odczuwać kiedy poleżeć można, książkę poczytać, słońce wcale tak mocno nie pali, a do tego Zuzka radochy ma po pachy. Zresztą zobaczcie:
radocha po pachy, czyli dziecko brudne to dziecko szcześliwe

po ciężkiej zabawie należy się odpoczynek

nosiła wodę, nosiła, a morza się nie udało przelać

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz