czwartek, 9 czerwca 2011

dolecieliśmy

Będzie w telegraficznym skrócie.

Dolecieliśmy z Dublina do Łodzi. Przedtem autobus dowiózł nas z Waterford a potem tata przewiózł do Ustanówka. W sumie jakieś 12 godzin na siedząco, ale warto było.
Polska przywitała nas ciepło, ale nie upalnie. A nawet jeśli jakiś upał się przytrafił przez chwilę, szybko był łagodzony przez staw zamieniony w basen i chłodną wodę w nim.

Do tego oprócz rodziców mam też na miejscu siostrę z mężem, więc rodzina w komplecie. Za nami widzenie z Janikami i Gregorczykami młodszymi i starszymi. Przed nami wesele i zabawa na sto dwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz