piątek, 6 maja 2011

Obiecałam poopowiadać. Sery robię od lutego. Podpuszczkowe i twarożki. Ricotta się zdarzyła po drodze, i mozzarella, i ser typowo na paschę czyli taki sernik wielkanocny,i topiono-żółty eksperyment też był. Czynność przyjemna od samego poczętku do ostatniego kawałeczka serka.

Pytanie o znalezienie mleczarza. Trzeba wyjechać z miasta i szykać po prawej i lewej krów. Krów - czyli wymiona konieczne. Potem w okolicy pastwiska zatrzymać się przy bramie i zapytać czy można kupować tu mleko. Tak. Takie świeże. Tak, takie niepasteryzowane. Tak, może być ciepłe. Tak, z bakteriami. Tak na pewno: świeże, niepasteryzowane i z bakteriami.

Trzeba być tak asertywnym i pewnym siebie, żeby przekonać farmera, że chce się mleko "świeże, niepasteryzowane i z bakteriami". Powtarzać do znudzenia, że jest się tego świadomym, i że nie chce się mleka ze sklepu tylko "świeże, niepasteryzowane i z bakteriami". Na poczatku uzna was za głupków, potem sie przyzwyczai do tej ekstrawagancji. Polacy dziwny naród. Jedzą łabędzie, zepsute ogórki, zgniłą kapustę, to i mogą chcieć "świeże, niepasteryzowane i z bakteriami" mleko.

Nasze mleko znalazł nasz kumpel na "google-street view"* czyli jechał po mapie jechał, aż zobaczył krowę. Potem już normalnie zajechał w bramę gospodarza i powiedział, że jest tu taka baba co szuka mleka i ma być "świeże, niepasteryzowane i z bakteriami". Dostał telefon do farmera. No i tak raz- dwa razy w tygodniu odwiedzam Owena i biorę gar mleka. Przy czym mam piękny gar, który dostałam od męża na dzień kobiet (wcześniej używałam pozyczonego). Kupować kankę czy kontener się nie opłaca, bo i tak trzeba mleko do gara przelać, więc dużo roboty, mycia i kasa niepotrzebnie wydana. Dodatkowo mam piekny elektroniczny termometr. Tak aż mąż uznał za stosowne zainwestowanie w moje hobby. Ale czy na pewno? Jak sie ser kończy...od razu pyta kieeeedy następny będzie.

Dziś skończyła się podpuszczka, więc podpuszczkowy najbliższy ser w planie po 17 maja. Tzn oprócz tego co właśnie odcieka i czeka na solankę. Do serów mamy domowy chleb, pieczony z różnymi dodatkami już od listopada, od lutego jednakże na serwatce. Serwatkę rozdaję, bo to jakieś dobre podobno do picia, choć nie stosujemy w domu. Ja od maleńkości mleko mogę ale przetworzone w sery czy coś gęstrzego. I co ciekawe, pamiętam z dzieciństwa sery na siteczku, którymi zajadała się mama, a dla mnie to było obrzydlistwo. No więc takie "niesklepowe" sery i mleko naszym dzieciom nie podchodzą także. Dla Zuzki mleko do tej pory było z tesco... ot, po prostu. Franek zaczął tolerować twarożkowy ostatnio, a mąż to wogóle serożarłoczny jest :)

Jak widać, do sera zaaptowałam suszarkę do sałaty, kształt piękny, odcisk miły dla oka. Twarogowy tetra i potem dechą się obciąża. Co mnie dodatkowo ekscytuje w tej czynności? To że za każdym razem może wyjść ser inny, każdego dnia inny, raz dodaję także bakterie kefirowe (smak inny), raz maślankę (smak inny), raz jogurtowe bakterie (smak inny), raz solę, a raz zapomnę, czasem wrzucę czosnek, lub zioła jakieś, czasem suszone pomidory, czasem po prostu obtaczam w słodkiej papryce. No na serio NUDY NIE MA :)

*

A dziś 6 maja.

Moja kochana Siostra, Ciocia i Szfa - ma dziś URODZINY.

Które? Może zajrzy i sie przyzna. W każdym razie młodsza jest ode mnie :)

Kochana AGATKO!

Błogosławieństwa od Boga i ludzi na dalsze dni, lata!! Eh, eh... za miesiąc powiem Ci osobiście, oki? Kochamy Cie mocno! Żeby wszystko co robisz było robione z radością, miłością, cierpliwością...

* a to oczywiście szkoła Franka :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz