piątek, 11 marca 2011

do szkoły

Dziś oficjalnie dostaliśmy do rąk własnych list ze szkoły potwierdzający, że jest w niej miejsce dla Zuzanny Wiśniewskiej. W poniedziałek składamy resztę dokumentów i we wrześniu nasza pociecha najmniejsza zaczyna edukację w Junior Infants czyli takiej pierwszej zerówce. Tym samym skończyła się kilkutygodniowa nerwówka, podczas której ważyło się owo miejsce, a Zuzka pojawiała się coraz wyżej na liście oczekujących.
Szczerze mówiąc nie wyobrażaliśmy sobie, żeby miała chodzić do innej szkoły niż Franek, żebyśmy mieli wozić ich rano w inne miejsca, żeby wyobrażenia Zuzki o chodzeniu do szkoły z bratem runęły nagle z powodu braku miejsca. Byliśmy dobrej myśli i te dobre myśli stały się faktem. Miejsce jest i będzie czekało na najmłodszą Wiśniewską od początku września.
Dziś Zuzka obejrzała swoją klasę, pobawiła się zabawkami, przysiadła na krzesełku, "ugotowała" pizzę na zabawkowej kuchence, pogadała z panią... czyli zaczęła oswajanie się ze zmianą miejsca zabawy i nauki. Tak naprawdę to mam wrażenie, że w Junior Infants tej nauki jest naprawdę niewiele, że to raczej taka zabawa z elementami nauki, poznawaniem literek, oglądaniem edukacyjnych bajek, liczeniem i takimi tam drobnostkami. Jednak faktem jest, że obok miejsca do zabawy i ruchu w klasie są normalne ławki i krzesła i zapewne Zuzka część dnia będzie spędzała w skupieniu przy książkach.
A tak w ogóle to trochę to szokujące, że ta mała dziewczynka do szkoły już idzie, że tak naprawdę zaczyna się dla niej kolejny ważny etap życia. We wrześniu będzie miała 4,5 roku, nie wiem czy nie za mało nieco na poważną szkołę, ale cóż taki tutaj system mamy i nie ona pierwsza, nie ostatnia.
Kiedy Franek ponad 4 lata temu trafił do Senior Infants czyli drugiej klasy zerówki Zuzka byłą jeszcze w brzuchu i nawet nie myśleliśmy o tym gdzie do szkoły pójdzie. Dziś pani, która będzie ją uczyła była w lekkim szoku jak dowiedziała się, że ta dziewczynka, którą pamiętała jako bobasa przychodzącego z mamą albo tatą po Franka będzie teraz jej uczennicą. My też czasami się dziwimy, że takie dzieci stare już mamy, a sami tacy młodzi ciągle jesteśmy.
I tak patrząc na obydwoje tak sobie myślę jaką długą i jak różną drogę oboje przeszli. Dla Franka, który w wieku 6 lat trafił do nowej szkoły, do dzieci i nauczycieli mówiących głównie językiem, którego nie rozumiał, musiał być to niezły szok. Dla Zuzki rozmowa po angielsku nie jest żadnym kłopotem i nie będzie raczej miała tego okresu adaptacji, który musiał przebyć Franek. Pamiętam nasze obawy: "czy sobie poradzi?", "czy nie będzie miał kłopotów z nauką?", "czy nie będzie miał nam za złe, że przyjechaliśmy do Irlandii?" Teraz, po 4 latach, widać, że daje sobie radę, po angielsku śmiga aż miło posłuchać, uczy się na poziomie nie odbiegającym od reszty dzieci, a jedyny kłopot w szkole ma z irlandzkim, który do najłatwiejszych języków nie należy, a dodatkowy brak wsparcia od rodziców wcale nie pomaga. Zuzka z językiem kłopotów mieć nie będzie raczej, a jedynymi obawami mogą być takie jak towarzyszą zawsze, w każdym kraju pójściu dziecka do szkoły. Przyjacielska i uśmiechnięta jest więc koleżanki i kolegów znajdzie. Rożki pokazuje nie za często, więc i wychowawczych kłopotów nie powinno być. Poznawać nowe rzeczy lubi, więc z nauką nie powinno być kłopotów... zresztą... liczyć po angielsku do 20 nauczyła się już w przedszkolu, kilka literek poznała w domu, kolorami może żonglować w obu językach, kształty też zna... można się tylko martwić, czy nudzić się nie będzie.
Cóż, zobaczymy we wrześniu. Teraz ma jeszcze kilka miesięcy rozrywki i zabawy w przedszkolu, potem wakacje, kupowanie wyprawki, plecaka i takich tam pierdółek szkolnych. Spodoba się jej na pewno. W końcu to fajna szkoła jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz